Wybieranie partnerki na podstawie randki z jej matką. Rodzice siedzący w vanie z gwiazdą rocka i podglądający swojego syna pod ich nieobecność. Szalona „cool” randka w ciemno dla nastolatków. Zjedzenie własnych włosów zmieszanych z masłem za sto dolarów. Kilku gości robiących pranki zanim stało się to modne. Spędzenie czasu w starym, opustoszałym miejscu, gdzie podobno straszą duchy przeszłości. Gotowi na podróż po najbardziej absurdalnych zakamarkach MTV?  Tworząc tekst o „The Real World” obiecałem, że kiedyś zajmę się najdziwniejszymi programami MTV. Ponieważ zawsze dotrzymuję słowa, spędziłem jeden dzień z zakręconymi show MTV. O to efekty!

Zasady challenge’u są proste: programy znalazły się na tej liście oraz przynajmniej dwa odcinki musiał być dostępne na YouTube/Dailymotion do obejrzenia w całości. Kryteria datowe ustaliłem od lat dziewięćdziesiątych do końca pierwszej dekady XXI wieku. Dlatego nie będzie tu żadnych „ekip”, „eksów na plaży” i Roba Dyrdeka w roli amerykańskiego Tadeusza Drozdy. Nie przeczytacie tu również o bardziej znanych programach jak: „Jackass”, „Beavis and Butt-head” czy „Pimp my Ride”. Pragnę tylko uprzedzić, że niektóre audycje miały tak pokręconą fabułę, że czasami trudno jest jednoznacznie i zrozumiale je opisać. Także. Nie wińcie mnie! Wińcie MTV!

Oprócz opisu programu, przy każdej pozycji znajdziecie adnotację, która umiejscowi dane show na linii czasu, przeobrażeń zachodzących na antenie MTV. Przygotowałem także specjalne trzy kategorie oceny:

Poziom głupoty (PG) – czyli jak bardzo dany program był idiotyczny, absurdalny, cringe’owy.

Poziom oryginalności (PO) – czyli jak oceniam/doceniam pomysłowość twórców.

Poziom zaciekawienia (PZ) – czyli, czy dane show mnie głębiej zainteresowało. 

Lista programów została ułożona chronologicznie, oprócz jednego wyjątku…

1. Becoming (2001)

Ponieważ „Becoming” musiało znaleźć się na pierwszym miejscu. Show bijące zdecydowanie najbardziej pozytywnym wajbem z całej listy. W każdym odcinku: młodzi śmiałkowie dostawali możliwość poczucia się jak wielka gwiazda. W skrócie: mogli wcielić się w postać swojego idola. Puentą każdej przygody było nagranie wideoklipu wzorowanego na oryginale.  Mieliśmy tu m.in. chłopaka, który przypomniał wiggera z kawałka „Pretty Fly” The Offspring, próbującego naśladować Eminema. Młode dziewczyny chcące upodobnić się do Avril Lavinge albo Britney Spears. Problemem wielu show MTV z początków XXI wieku był z góry zaplanowany scenariusz, który niósł sztuczną spontaniczność występujących w nich naturszczyków. W „Becoming” pomimo typowego udawanego zaskoczenia („O Boże to niemożliwe, będę w MTV!!!”) uczestnicy wydawali się być naprawdę zakręceni i zakochani w swoich idolach.

ADNOTACJA: Pod koniec lat dziewięćdziesiątych MTV wychodziło z etapu promowania bardziej alternatywnej muzyki. Usunięto m.in. audycje: „Alternative Nation (1992-1997), czy poświęconą heavy metalowi „Headbangers Ball” (1987-1995). Do lamusa odchodziła również era grunge’u, a ich miejsce zajęły błyszczące pefekcją girlsbandy i boysbandy oraz przede wszystkim hip hop i r’n’b’ w wersji bling-bling. Od początku XXI wieku MTV chciało trafiać przede wszystkim do młodzieży z przedmieść, których jednym z marzeń mogło być pokazanie się w telewizji.

PG: 5/10 – wspomniany odcinek z ziomkiem, który próbuje naśladować Eminema jest kwintesencją cringe’u, ale jakiego uroczego! 

PO: 6/10 – ludzie próbujący udawać, wcielać się w swoich idoli nie są niczym zaskakującym, ale już próba zrealizowania komuś teledysku, który ma być zrobiony na patencie oryginału było czymś niekonwencjonalnym.

PZ: 8/10 – naprawdę dobrze bawiłem się oglądając „Becoming”. Chociaż dziś taki program nie ma już większego sensu. Poprzez TikTok, YouTube, Instagram każdy może stać się gwiazdą albo chociaż nagrać rolkę, w której rusza ustami (albo ciałem) do piosenki ulubionego artysty. 

2. You Wrote It, You Watch It (1994)

Oh Jesus Christ, co to był za dziwny program! W każdym odcinku przedstawiono skecze, których scenariusz był oparty na pokręconych pomysłach albo doświadczeniach widzów. Najczęściej były to absurdalne idee (np. rycerz przemierzający Nowy Jork) albo totalnie głupie (jestem cały nagi w szkole, dostaliśmy do zjedzenia naszego psa). Idealnym podsumowaniem tego programu niech będzie skecz o gościu, któremu koledzy, gdy spał napisali na czole „Eat me”, przez co on nieświadomy przez wiele lat był pośmiewiskiem w towarzystwie. Kiedy w końcu napotkał na swojej drodze lustro, zauważył ten mega „śmieszny” żart, zmazał napis z czoła, ale koledzy (zapewne absolwenci wyższej szkoły uśmiechu polskiego kabaretu) zrobili mu kolejnego psikusa i na plecach nakleili karteczkę „Kick me”. Ubaw po pachy, poziom dzieciaków z pierwszych klas podstawówki. Warto nadmienić, że program prowadził Jon Stewart dla którego były to pierwsze poważne zetknięcie się z telewizją. W poszczególnych odcinkach brali udział m.in. Donald Faision („Scrubs”) czy Jessica Hecht („Friends”), którzy dopiero zaczynali przygodę z telewizją.

Adnotacja: Jak wspomniałem przy okazji tekstu o „The Ben Stiller Show”, na początku lat dziewięćdziesiątych MTV postanowiło pójść w rozrywkę o mocno ekscentrycznej twarzy. Takie programy jak „The Idiot Box”, „The State” czy właśnie „You Wrote It, You Watch It” miały trafić do buntowniczych młodych dorosłych z generacji X. „Iksy” nie chciały już oglądać dotychczasowej, ugrzecznionej telewizji i szukały czegoś szalonego, alternatywnego. Jednak programy MTV były na tyle „oryginalne”, że poza „The State” nie utrzymały się na antenie dłużej, aniżeli kilka miesięcy. Choć w 1995 roku na listach przebojów królowała Nirvana, to w kwestii alternatywnej rozrywki wraz z końcem „The State” MTV przeszło kolejną fazę zmian, o której więcej przy okazji „Singled Out”. Głupie rzeczy powrócą, ale pod postacią „Jackass”, „The Andy Dick Show” czy „Doggy Fizzle Televizzle”. Jednak uwierzcie mi, że naprawdę najbardziej dziwne i pokręcone skecze Andy’ego Dicka albo Snoop Dogga nie mogły równać się z tym, co oferowano widzom na początku lat dziewięćdziesiątych w „The Idiot Show” czy „You Wrote It, You Watch It”. 

PG: 9/10 – byłoby by dziesięć, ale czasami pewna doza absurdu może niektórych bawić. 

PO: 7/10 – sam pomysł oparcia programu na pomysłach widzów był całkiem oryginalny, ale dużą część tych zobrazowanych idei to humor na poziomie przedszkolaków. 

PZ: 5/10 – zapewne są momenty w życiu, kiedy ktoś może chcieć zanurzyć się w tak absurdalnym, dziwacznym i momentami niepokojącym humorze. Piątkowy albo sobotni jesienny wieczór, odpowiednie wprawienie w taki klimat i można zaszaleć. Chyba, co nie?

3. Dead at.21 (1994)

Pierwsza próba zrobienia przez MTV serialu dla młodzieży. Podobnie jak „You Wrote It, You Watch It” jest to naprawdę przedziwne dzieło. Główny bohater w dzień swoich dwudziestych urodzin dowiaduje się, że ma wszczepiony specjalny mikrochip geniusza, przez który umrze w ciagu roku. Na drugim planie rozgrywa się gra „szalonych” naukowców, którzy próbują unicestwić Eda i podobnych mu „geniuszy”. Pokręcona produkcja, gdzie czasami trudno połapać się w poszczególnych wątkach, ale na swój sposób jest fascynująca. W dodatku, jak przystało na MTV (czytaj muzyczną stację muzyczną – hehe) „Dead at.21” jest przepełnione piosenkami przygrywającym w tle praktycznie w każdej dłuższej scenie. Twórcy szczególnie upodobali sobie Nirvanę. Poza tym mamy tu też dziwny montaż oraz klimat w stylu „American’s Most Wanted” połączonego z „Dziwne przypadki w Blake Holsey High”.

ADNOTACJA: W połowie lat dziewięćdziesiątych MTV próbowało poszerzyć swoją ofertę m.in. o autorskie seriale. Jednak po niepowodzeniu związanym z „Dead at.21” zarzucono ten pomysł, a seriale stały się tylko pojedynczym dodatkiem. Z czasem stacja bardziej inwestowała w animowane produkcje m.in. „Daria”, „South Park” czy hitowe „Beavis & Butt-head”. W drugiej dekadzie XXI wieku MTV ponownie wkroczy w tryb serialowej ofensywny tworząc już bardziej udane i cieplej przyjęte m.in. „Scream”, „Awkward” czy „Faking It”.  

PG: 6/10 – standardowy. 

PO: 6/10 – produkcja powstawała w erze „Czy boisz się ciemności?” „Opowieści z krypty” i kilku innych dzieł, które analogicznie polegały na przedstawianiu najbardziej wymyślnych,pokręconych historii. Na pewno montaż i podejście do muzyki było tu oryginalne.

PZ: 6/10 – serial jest momentami creepy, ale jeśli ktoś lubi dziwaczne rzeczy z poprzedniego wieku, to polecam. „Dead at.21” najlepiej oglądać późnym, ciemny wieczorem. 

4. Singled Out (1995)

„Randka w ciemno” dla młodych dorosłych. „Singled Out” z założenia miało przedstawiać najbardziej szalonych, „cool” nastolatków, dwudziestokilkulatków, którzy szukali drugiej połówki. W każdym odcinku: jedna dziewczyna oraz jeden chłopak wybierali z grona pięćdziesięciu wyselekcjonowanych kandydatów tego jedynego, najbardziej dopasowanego. Uczestnik siedział tyłem do potencjalnej miłości i za pomocą dwóch kategorii odrzucał na początku pokaźne grono osób. Na przykład: w jednym epizodzie dziewczyna odprawiła z kwitkiem ponad dwudziestu facetów z powodu rodzaju bielizny jaką nosili. Potem odpali jeszcze kolejni, aż w przedostatnim etapie zostawało pięciu, sześciu, z których do wielkiego finału przechodziło troje. Ten uczestnik, który był najbliższy odpowiedzią kandydata/kandydatki zdobywał serce ukochanej/ukochanego. Program prowadził Chris Hardwick i będąca wtedy na fali Jenny McCarthy, która został później zmieniona na Carmen Electre. 

W jednym ze specjalnych odcinków wystąpiła młoda, szesnastoletnia Jennifer Love Hewitt. Jednak nie był to występ spod znaku „zanim stali się znani”, gdyż Hewitt w czasie emisji programu była już gwiazdą serialu „Ich pięcioro”. Nie wiem dokładnie, w jaki sposób twórcy przekonali ją do wzięcia udziała w ich przedwzięciu, ale Jennifer wyglądała tu uroczo. 

Podobno program nie był ustawiony i uczestnicy dokonywali wyborów zgodnie ze swoimi przekonaniami. Jednak nie było tajemnicą, że w dużej mierzę do „Singled Out” zgłaszało się wielu początkujących modelów i nikomu nieznanych aktorów, którzy poprzez show MTV chcieli się wypromować, nie szukając tak naprawdę miłości, a jedynie przysłowiowych pięciu minut sławy. 

ADNOTACJA: W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych ramówka MTV momentami zbliżała się do zwykłej stacji telewizyjnej. Oprócz muzyki, która wciąż była ważnym elementem, w ramówce mogliśmy znaleźć m.in. programy randkowe, wieczorne talk-showy („Loveline”), reality show („The Real World”) seriale, animacje oraz audycje informacyjne. Było to moment przechodzenia od kanału stricte muzycznego do rozrywkowego, ale z publicystycznym, zaangażowanym zacięciem. Pomysł ten wraz z końcem tysiąclecia powoli zarzucono. Bardziej ambitne, życiowe programy zostały zastąpione przez lekkoduszne przygody amerykańskich randkowiczów. Tak zwana „misja” została umiejscowiona w reality show typu „True Life”, przedstawiających codzienne problemy amerykańskich nastolatków, młodych dorosłych. 

PG: 8/10 – a znacie jakieś randkowe show, które nie byłoby głupie? No właśnie. W „Singled Out” dodatkowo mieliśmy super, cool, crazy młodzieńców, którzy pragnęli pokazać światu jacy są niesamowici i szaleni.

PO: 4/10 – programy randkowe istniały w amerykańskiej telewizji już znacznie wcześniej, wystarczy wspomnieć „Love Connection”, które było jeszcze bardziej cringe’owe niż show MTV.

PZ: 5/10 – mogłoby lecieć w tle, ale po co? Poza tym w dzieisjaych czasach tego typu programy nie mają racji bytu, wystarczy zobaczyć fragment nowej wersji „Randki w ciemno”.

5. Buzzkill (1996)

Protoplasta wszystkich programów typu: „Jackass”, „Punk’D” czy „Bowling Points”. Trzech początkujących aktorów (wśród nich Dave Sheridan znany później ze „Strasznego filmu”) dostało od MTV szansę stworzenia show opartego na robieniu głupich pranków. Chłopaki trollowali zwykłych ludzi, ale również pracowników samego MTV (podobno nie było nic ustawione). Wśród ich szalonych pomysłów było m.in. stworzenie fałszywego castingu na musical o Tedzie Kaczyńskim, zrobienie zmyślonego pokazu mody, pokaz voodoo na środku ulicy, czy wzięcie udziału pod przykrywką w wyżej wspomnianym „Singled Out”. U Dave’a, Travisa i Franka w każdym odcinku widać było szczerą zajawkę na zasadzie: Hej MTV dało nam szmal, zróbmy coś totalnie powalonego! 

ADNOTACJA: „Buzzkill” rozpoczął w MTV erę zwariowanych programów opartych najczęściej na kontrowersyjnych pomysłach, które mogły (a często miały) kończyć się niebezpiecznie dla uczestników. Podobno stacja skasowała „Buzzkill” bojąc się pozwów, bojkotu, ale już w 2000 roku na antenie pojawiło się „Jackass”, a potem „Wildboyz”, „Viva La Bam”, czy bardziej w formie ukrytej kamery „Punk D”. 

PG: 9/10 – bardzo wysoki, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

PO: 8/10 – „Buzzzkill” byli ojcami stylu, który po dwóch dekadach stanie się motorem napędowym dla wielu początkujących youtuberów. 

PZ: 7/10 – nie wszystkie skecze przypadły mi do gustu, ale myślę, że moja przygoda z tym programem nie skończy się tylko na dwóch odcinkach.

6. Austin Stories (1997) 

Kolejny przedziwny serial. Połączenie klimatu „Slackera”, „Seinfelda” i brytyjskich czarnych komedii. Nawiązanie do „Slackera” zapewne nie jest tu przypadkowe, gdyż akcja dzieła Richarda Linklatera rozgrywa się właśnie w miejscowości Austin. Analogicznie jak u Linklater (i wielu innych twórców obrazujących generację X) widzimy tu codzienne, przeciętne życie młodych dorosłych. Główne roli zagrali początkujący komicy wyłowieni przez Jamesa Jonesa – odpowiedzialnego wcześniej m.in. za produkcję „The Ben Stiller Show”. W „Austin Stories” dużo mamy absurdu, improwizacji i pokręconych gagów.

ADNOTACJA: „Austin Stories” stanowiło końcowy etap bardziej undergroundowej, alternatywnej wersji MTV. Era grunge’u, muzyki z założenia anty-mainstreamowej odchodziła w MTV do lamusa. Nadchodził czas przepychu, błyskotek i chęci zaistnienia przed milionami. Historie zwykłych szaraczków „chwytały” na początku tej dekady wraz z premierami „Slackera” czy „Clerks”, ale po kilku latach zaczęły się odbiorcom przejadać.

PG: 6/10 – z założenia „Austin Stories” miało być głupkowatym serialem, ośmieszającym amerykański sen. Jest to sprawnie napisana komedia, choć nie dla każdego.

PO: 4/10 – w 1997 roku ilustrowanie nudnej codzienności młodych dorosłych z pokolenia X było już aż nadto wyeksploatowane.

PZ: 6/10 – serial można obejrzeć, ale nie ma sensu zarywać dla niego nocy.

7. Fear (2000)

Na fali popularności filmu „The Blair Witch Projcet”, MTV postanowił zrealizować paranormalne show, którego zasady gry będą zbliżone. Kilku uczestników wchodzi do nawiedzonych pomieszczeń, mając za zadanie przetrwać w tam przez dwa dni, aby sprawdzić, czy faktycznie miejskie legendy krążące o nich są prawdziwe. Śmiałkowi odwiedzili m.in. opuszczone szpitale, więzienia czy akademie wojskowe. Jeśli dany gracz czuł się przytłoczony, przestraszony sytuacją w której się znalazł, miał możliwość przerwania wyzwania, co jednak wiązało się z wykluczeniem z gry i utratą wcześniej zebranych pieniędzy. Nagroda za przetrwanie wynosiła 5 tysięcy dolarów dla każdego uczestnika. 

ADNOTACJA: „Fear” był raczej wyjątkowym przypadkiem (a może należałoby użyć słowa wypadkiem?) w historii MTV. Powstały na fali „The Blair Witch Project” i rosnącej popularności programów reality show w stylu „Survivor”.

PG: 5/10 – momentami dziwne, straszne na siłę.

PO: 8/10 – na tamten czas było to coś świeżego, wyjąwszy oczywiście inspirację „The Blair Witch Project”.

PZ: 6/10 – nie jestem wielkim fanem tego typu programów, ale w jakiś jesienny wieczór seans z „Fear” w ciemnym pokoju mógłby być intrygującym pomysłem, zważywszy jeśli byłbym jak Kevin – sam w domu.

8. Dismissed (2001)

Ten niepozorny program zmienił obliczę MTV na początku XXI wieku. W każdym odcinku „Dismissed” uczestnik/uczestniczka umawiał się na randkę na raz z dwoma kandydatkami/kandydatami. Zadaniem tej dwójki było przekonanie dziewczyny/chłopaka, dlaczego to on/ona ma być zwycięzcą, podczas, gdy przeciwnik zostawał „dissmiss” – czyli odrzucony. W między czasie każdy z potencjalnych wybrańców miał przy sobie specjalną kartę, dzięki której mógł zostać sam na sam z osobą, która dokonywała wyboru. Pomysł i miejsca na randki były przeróżne: pizzeria, jacuzzi, galeria handlowa.

ADNOTACJA: „Dismissed” otworzyło w MTV nową erę dla programów rozrywkowych. Przez całą dekadę randkowe show były jednym z głównych elementów popołudniowych pasm. Producenci telewizyjni prześcigali się w nowych, szalonych pomysłach na stworzenie kolejnej audycji rendez-vous dla młodych.„Dismissied” miało w sobie jeszcze trochę niewinniej przaśności. Z czasem, kolejne tego typu programy stawały się coraz głupsze i odrealnione w swoje fabule. W „Dismissed” ingerencja producentów była podobno niewielka.  

PG: 7/10 – wysoki, jak na standardy randkowego show, ale bardziej głupkowato-zabawny, aniżeli wywołujący ciarki żenady.

PO: 6/10 – gdyby odrzucić pomysł podwójnej randki byłby to kolejny, zwyczajny program randkowy.

PZ: 6/10 – zbyt duża dawka z „Dismissed” może powodować nudności.

9. I Bet You Will (2002)

Najgłupszy program z całego zestawienia. Trudny do wybronienia i momentami ciężki do strawienia. „I Bet You Will” polegało na znalezieniu odważnych śmiałków, którzy za kilkanaście dolarów są w stanie zrobić z siebie pośmiewisko. W takich programach często chodzi o przekroczenie granic, ale z jakaś dozą sympatii do uczestników, ale w „I Bet You Will” chodziło głównie o upokorzenie ich. Nie wiem, czy ludzie biorący udział w poszczególnych konkurencjach byli podstawieni, ale za 20, 50, 100 dolców robili rzeczy totalnie obrzydliwe. Powracającym motywem było cięcie włosów kobiet. Szalony fryzjer w kilka sekund nożyczkami i maszynką pozbawiał dziewczyny włosów, żeby np. zrobić im fryzurę clowna (nie pytajcie jak ona wygląda), połączyć dwie uczestniczki ich włosami i chyba najbardziej obrzydliwe: w jednym z odcinków, szalony fryzjer najpierw ściął włosy kobiety prawie do zera, potem zmieszał je z masłem, a prowadzący kazał uczestnice to wszystko zjeść za 100 dolarów…

W innych epizodach śmiałkowie m.in. musieli zjeść robaki, paznokcie z nóg przechodnia albo cała rodzina (to było cringe’owe) dostała za zadania taplać się w rybach na piasku. Najpierw setki ryb zrzucona na leżącą córkę, potem położyła się na niej matka, a na końcu ojciec. Akurat przy tym fragmencie zacząłem głęboko się zastanawiać, czy nie było to ustawione, bo kto normalny tak by się zachowywał? Największym paradoksem tych odcinków, które oglądałem było to, że najwięcej pieniędzy zarobiły uczestniczki, które miały najbardziej lajtowe zadania. Jedna dziewczyna dostała pięć stów za to, że pozwoliła oblepić się watą cukrową, po czym chodziła po mieście prosząc napotkanych ludzi, żeby zjedli kawałek waty z jej ciała, za każdego klienta dostawała 20 dolarów. 

ADNOTACJA : W jakimś stopniu można uznać, że program powielał niektóre schematy z „Buzzkill” albo „Jackass”. To była wciąż jeszcze era, gdy telewizja pozwalała zrobić z siebie idiotę za przysłowiowe sto dolców. Dziś w internecie mamy pełno twórców, którzy robią szokujące i często niebezpieczne rzeczy dla fejmu, donejtów. Na przełomie wieków taki rodzaj rozrywki zapewniały stacje telewizyjne. Jeszcze przez kilka lat MTV stawiało na tego typu audycje, zanim wraz z nastaniem kolejnej dekady zostałe one zupełnie wyrzucone z ramówki, Jednak od kilku lat w innej formie taką pustkę zastąpiło „Niemożliwe” Roba Dyreka, czyli „Śmiech warte” dla milenialsów i zetek. 

PG: 10/10 – ekstremum

PO: 6/10 – nie można omówić twórcom pomysłowości, ale zbyt często przekraczali granicę dobrego smaku.

PZ 3/10 – w erze youtuberów i patostreamerów „I Bet You Will” stało się codziennością.  

10. TailDaters (2002)

W programie mogliśmy oglądać dwie oddzielne pary, który szły ze sobą na randkę. W tym czasie ich znajomi (po dwie osoby z każdej strony) oglądali popisy i wysyłali im tajemnicze SMSy, które miały naprowadzać randkowiczów na dalszy etap spotkania. Odcinki, które udało mi się znaleźć, zbytnio mnie nie zaintrygowały.

ADNOTACJA: „TailDaters” prezentował dość standardową formułę programu randkowego. Może dlatego nie wytrwał na antenie zbyt długo? Ciekawszy, bardziej pomysłowym (choć opartym na podobnym schemacie) był program pt. „Wanna Come In?” z 2004 roku, gdzie prawdziwy sigma potajemnie instruował geeka, w jaki sposób zrobić wrażenie podczas randki na super-hot dziewczynie. Jeśli chłopak został zaproszony przez partnerkę do domu po spotkaniu, drużyna wygrywała, jeśli nie – przegrywała.  „TailDaters” miało w sobie jeszcze tę nutkę prawdziwości, a „Wanna Come In?” było stereotypowym show opartym na głupich (i zapewne) inscenizowanych scenach. 

PG: 5/10 – standardowy program randkowy. 

PO: 4/10 – ot, randka, która jest obserwowana przez znajomych.

PZ: 4/10 – na dłuższą metę nie wciąga.

11. Room Raiders (2003)

Trzy dziewczyny lub trzech chłopaków zostają z zaskoczenia wyciągnięci siłą z domu, mieszkania. Tajemniczy, silny gość wrzuca ich do zamkniętego vana, gdzie wspólnie obserwują, jak ich ewentualna randka „penetruje” (polski tytuł programu to „Penetratorzy”) ich lokum. Na podstawie wyglądu pokoju kandydat wybiera osobę z którą pójdzie na randkę. Oczywiście wcześniej nie wiedząc do kogo dany dom należy. „Penetratorzy” mieli ze sobą specjalne urządzenia i gadżety, które pomagały im dokładnie zbadać wszystkie brudne grzeszki uczestników. Co ciekawe, w jednym z epizodów pojawił się Zac Efron jako Zac Efron, zanim jeszcze stał się sławny. Odcinek możecie obejrzeć na YouTube.

ADNOTACJA: „Room Raiders” zwiastował nowe, szalone gry randkowe. Im dłużej trwał program, tym częściej brali w nim udział aktorzy-amatorzy z domami, które nie należały do nich. Miało być coraz bardziej głupkowato, absurdalnie. W 2003 roku na antenie MTV ilość programów o bardziej poważnym tonie była już znikoma. Stacja skupiła się na kreowaniu nowych gwiazd. Również alternatywna muzyka była w odwrocie. Oprócz kultowego „TRL” w popołudniowych pasmach królowały programy randkowe. Włodarze stacji w taki sposób pragnęli przyciągnąć przed ekrany nastolatków wracających ze szkoły i studentów kończących zajęcia na uczelni.

PG: 7/10 – głupkowate, ale momentami zabawne.

PO: 6/10 – ciekawe pomysł, ale duża ilość „fejków” i sztucznych inscenizacji obniża ocenę.

PZ: 7/10 – jeden z niewielu programów na tej liście, który i dziś mógłby się przyjąć. 

12. Surf Girls (2003)

Z całej listy programów, które wziąłem na tapet, ten okazał się być najbardziej przyziemny. „Surf Girls” przedstawiają losy młodych dziewczyn pragnący stać się gwiazdami surfingu. Oprócz konkursów, specjalnych zadań przez które uczestniczki są eliminowane, mamy tu rownież ujęcia z domu, w którym dziewczyny zamieszkały na czas programu. Czasami się kłócą, potem płaczą, dalej godzą, a na końcu wszystkie trzymają się za ręce. 

ADNOTACJA: Najpierw „The Real World”, potem „True Life”, a dziś „Teen Mom”. Programy, których zadaniem było pokazywanie codzienności zwykłych ludzi (najczęściej młodych) opanowały MTV od końca lat dziewięćdziesiątych. Ile w nich było prawdy, a ile scenariusza? Fifty-fity. Audycje miały stanowić element misji, poniekąd stawiając MTV w dobrym świetle. Nie tylko jako stację emitującą głupkowate show, ale próbująca edukować młode osoby.

PG: 4/10 – czasami jakaś uczestniczka powiedziała coś głupiego i tyle.

PO: 6/10 – typowe reality show MTV z początku XXI wiek, tylko umiejscowione wśród adeptek surfingu.

PZ: 6/10 – program na lato, jeśli ktoś interesuje się surfingiem.

13. Date My Mom (2004)

O ile „Room Raiders” miało jeszcze zalążki realizmu, to „Date My Mom” jechało już w stu procentach po bandzie. W każdym odcinku uczestnik umawiał się na randkę z trzema matkami i na tej podstawie wybierał na końcu dziewczynę na rendez vous. Czasami przysłowie: „jaka matka taka córka” miało odzwierciedlenie w rzeczywistości, a innym razem ostateczny wybór okazywał się trefny. Nie było tajemnicą, że w „Date My Mom” większość rzeczy była wyreżyserowana, do tego stopnia, że często pomiędzy matką a córką nie było żadnego pokrewieństwa, gdyż były to podstawione „aktorki”.

ADNOTACJA: „Date My Mom” przekraczało granice absurdu, momentami dobrego smaku. Odbiorca, który miał dwadzieścia lat w momencie, gdy na MTV leciał „The Ben Stiler Show”, „Dead at.21” czy „Singled Out”, kiedy debiutowało „Date My Mam” był już po trzydziestce. Nastolatek oglądający „Date My Mom” zaraz po powrocie ze szkoły, na początku lat dziewięćdziesiątych mógł dopiero uczyć się mówić. Zupełnie inne czasy, zupełnie inne MTV.  Z czasem nawet najwierniejsi fani randkowych formatów mieli już powoli dość coraz nowszych i głupszych pomysłów włodarzy stacji. Choć trzeba uczciwie przyznać, że do końca dekady tego typu rzeczy wciąż były kręcone. Najbardziej kuriozalnym i udawanym był „Parental Control” (pl. „Co na to tato?”), gdzie nikt nie ukrywał, że chodziło tylko o stworzenie najbardziej absurdalnych, cringe’owych treści. 

„Room Raiders”, „Date My Mom”, „Next”, „Parental Control” rządziły anteną MTV w pierwszej dekadzie XXI wieku. 

PG: 8/10 – słodka głupota.

PO: 8/10 – wybieranie dziewczyny na podstawie randki z jej mamą, czy muszę tu coś więcej dodawać?

PZ: 7/10  jeśli szukacie czegoś niekonwencjonalnego na odmóżdżanie się to śmiało.

14. Damage Control (2005)

Oj co to było?! Twórcy programu podobno inspirowali się kultowym „Ryzykownym interesem” z młodym Tomem Cruisem. Wiecie: rodzice wyjeżdżają na urlop, a ich syn zostaje sam w wielkim domu. W tym przypadku parentsiaki wraz z Pierre Bouvier (wokalista modnego w tym okresie zespołu Simple Plan) siedzieli w vanie (co te MTV miało z tymi vanami?) i obserwowali, jak pod ich nieobecność sprawuje się nastoletnie latorośle. Dodatkowo mogli zarobić pieniądze, jeśli odgadli, jak będzie zachowywał się ich syn.

W jednym odcinku pojawił się T.I., w innym Vanilla Ice, który oskarżał jednego z gości na imprezie, że zapłodnił jego dziewczynę.

ADNOTACJA: „Damage Control” nie było pozycją przełomową dla MTV. Rok 2005 to zmierzch największej popularności Eminema, Britney Spears, Christiny Aguilery. O boysbandach i girlsbandach nikt już nie pamiętał, pop-punk, rapcore chyliły się ku upadkowi, a popularność auto-tune’a dopiero nadchodziła. 

PG: 7/10 niektóre programy z tej listy są tak głupie, że aż śmieszne, ale w tym przypadku było to takie ehkm…

PO: 4/10 – nieudolne połączenie „Ryzykownego interesu”, „Buzzkill”, reality show 00’s made MTV i czegoś jeszcze.

PZ: 4/10 – mało zabawne, z unoszącą się estetyką paradokumentu. 

15. Keys to the VIP (2006)

Rozgrywka dla prawdziwych podrywaczy, albo dla tych, którym wydaje się, że nimi są. W każdym odcinku dwójka „plejerów” staje na przeciwko siebie. Dostają oni od czwórki asów podrywu trzy zadania np. zdobyć numer telefonu dziewczyny w klubie, poprzez wcześniejsze skrytykowanie jej stroju. Jeśli im się powiodło: dostawali punkt, ten uczestnik, który zdobędzie ich więcej dostawał kartę VIP do eksluzywnego klub dla siebie i znajomych.

ADNOTACJA: Program stanowił końcowy moment ery randkowych show made in MTV. „Keys to the VIP” skończyli swoją emisję w 2008 na trzech sezonach. Rok później pojawił się pierwszy epizod „Ekipy z New Jersey”, a z czasem dostaliśmy lokalne wersję kolejnych ekip. Rozwój social mediów, szczególnie z początku Facebooka i Instagrama sprawiły, że uczestnicy tego typu show stawali się celebrytami. Od tego momentu przestaliśmy oglądać w MTV naturszczyków (często przaśnych), których sława trwała chwilę i była głównie lokalna. Wzrastał również poziom kontrowersji i tego, co ludzie są w stanie pokazać dla popularności. W erze „Dating Naked” takie programy jak „Keys to the VIP” to dziecinna papka.

PG: 6/10 – niektóre zadania do wykonania były naprawdę głupie, ale w uroczy sposób.

PO: 7/10 – część pomysłów było naprawdę zwariowanych.

PZ: 8/10 – w tym przypadku obejrzałem więcej niż dwa odcinki.

Zdaje sobie sprawę, że nie pojawiło się tu wiele bardziej znany/lubianych programów. Na pewno coś ciekawego, wyjątkowego pominąłem, ale jeśli dotrwaliście do końca to myślę, że była to interesująca podróż z MTV od lat dziewięćdziesiątych do końca pierwszej dekady XXI wieku. 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Damian Kaźmierczak

Damian Kaźmierczak

Od dziecka zafascynowany popkulturą, w szczególności kinematografią, muzyką, literaturą i sztuką. Wciąż nie może zdecydować się, czy jego ulubionym filmem jest „Wolny dzień Ferrisa Buellera” czy „Ludzie honoru”. W tekstach stara się łączyć różne elementy popkultury i analizować je pod kątem historycznym, socjologicznym. Montażysta, scenarzysta, człowiek renesansu. Nie wyobraża sobie życia bez aktywności fizycznej, ostatnio szczególnie pochłania go koszykówka i tenis.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy