To jeszcze nie koniec runu Nicka Spencera… Tym razem dostaliśmy trzynasty tom przygód Pajączka, które z każdą kolejną odsłoną schodzą poniżej pewnego poziomu. Coraz bardziej tęsknię za tym zwykłym, przyjemnym Pajączkiem z sąsiedztwa, który stroni od wszelkiej elektroniki i nowych technologii. No cóż, po „Amazing Spider-Man: Królewski okup” zostały jeszcze tylko dwa tomy.
Spider-Man wzywa swoich byłych kolegów z drużyny w New Avengers, aby pomogli mu chronić Boomeranga przed różnymi siłami, które Kingpin wysłał za Fredem. Mając za sobą całą masę złoczyńców, Pajączek i Boomerang ścigają się, aby znaleźć ostatni element tablicy linii życia, zanim zrobi to Kingpin. Czemu Spider-Man pomaga Boomerangowi? Ponieważ ten został współlokatorem Petera Parkera, a tym samym jego przyjacielem – i przyjacielem Spider-Mana.
Nick Spencer idzie z duchem czasu i Spider-Man otrzymuje nowy kostium. Mega nowoczesny, albowiem dzięki niemu mieszkańcy mogą obserwować codzienne zmagania superbohatera dzięki kamerom w stroju, które stremują każdą sekundę Pajączka. To pomysł J. Jonah Jamesona, który kontynuuje swoją drogę ku zrewolucjonizowaniu współczesnych mediów. Dla Petera to zaś doskonała szansa na to, żeby nieco dorobić, albowiem jak to zwykle u niego bywa – w domu się nie przelewa. Postanawia więc transmitować swoje walki ze złoczyńcami i stać się gwiazdą czegoś pokroju marvelovego Twitcha. To w ogóle ciekawa sprawa, jak u Spencera Jameson współpracuje z Pajączkiem, albowiem wszyscy wiemy, że nie pała on do niego zbyt wielką sympatią.

Za rysunki odpowiadają: Patrick Gleason, Federico Vicentini, Federico Sabbatici, Roge Antonio, Carlos Gomez i Ze Carlos. Uff, dużo rysowników jak na jeden tom! Na szczęście styl rysowników jest w miarę podobny, więc nie odczuwałam tak bardzo, że za kadry odpowiada tyle osób. Nie ma co się przyczepić do szkiców i kolorów, ponieważ są one… zwyczajne, takie, jakie znamy z większości komiksów. Czasem przyjemne, czasem trochę nudne. Tak jak cała seria Nicka Spencera.
Nie jest to komiks nudny, jednak run Spencera już dawno mnie zmęczył i nie jestem w stanie spojrzeć na niego bardziej pozytywnie. Ten nierówny charakter połączony z mnogością wątków odpycha, a wraz z tym zanikają ostatnie procenty mojego zainteresowania tą serią. Wielka szkoda, albowiem pierwsze tomy wcale nie zapowiadały kierunku, w jakim podąży Nick Spencer.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Egmont Polska, za co serdecznie dziękujemy. Recenzowany komiks znajdziecie tutaj.
Przeczytaj również: „Batman/Superman: World’s Finest” – tom 1 [RECENZJA]