Jakiś czas temu na łamach Kącika opublikowałem wywiad z Moniką Majorek, reżyserką filmu „Innego końca nie będzie”. Teraz zapraszam was do rozmowy, w której na moje pytania odpowiedziała Maja Pankiewicz („Morderczynie”, „Warszawianka”), czyli ekranowa Ola i zarazem odtwórczyni głównej roli. Maja opowiedziała mi m.in. o kulisach pracy z reżyserką przy kreacji swojej bohaterki, sposobach, jak w filmie realizują się mechanizmy zbiorowej żałoby i o tym, jak rola w filmie wpłynęła na jej osobiste relacje rodzinne. „Innego końca nie będzie”, czyli laureat Nagrody Publiczności na zeszłorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym, dostępny jest w kinach w całej Polsce za pośrednictwem dystrybutora Kino Świat. 

Robert: Maju, jakie było dla Ciebie największe wyzwanie we wcieleniu się w Olę? To postać jednocześnie bardzo zamknięta w sobie, ale również zdeterminowana, by wziąć sprawy w swoje ręce. Lecz jednocześnie widać, że fakt, że jako jedyna zamieszkała w wielkim mieście, buduje dodatkowy mur oddzielający ją emocjonalnie od reszty rodziny. 

Maja: Już na etapie czytania scenariusza bałam się, ża moja bohaterka, Ola, jest bardzo zamknięta w sobie i trudna do polubienia. I teraz, jak oglądam „Innego końca nie będzie”, dostrzegam, że mimo trudnego charakteru postać ta ma w sobie cechy, które bardzo cenię. Przede wszystkim jest to fakt, że decyduje się rozbić ten mur rodzinnego dystansu, nie boi się skonfrontować reszty rodziny z trudną prawdą, ale jednocześnie dąży do rozmowy i oczyszczenia. Strata, którą przechodzi, była sporym wyzwaniem. Ja sama nigdy nie przeżyłam tego, co ona, więc perspektywa utraty rodzica – w dodatku rodzica, z którym jest się tak blisko związanym, jak Ola z ojcem – należy do moich największych życiowych lęków. Dlatego też sporo rozmawiałyśmy z Moniką [Moniką Majorek, reżyserką – przyp. tłm], jaka jest emocjonalna droga tej postaci, w jaki sposób powinnam przedstawić to na ekranie. I miałam wtedy poczucie, że Ola miota się, jest jakby w limbo i mimo trudnych konfrontacji i podjętej walki, nadal nie oczyściła się z tej traumy i nie ruszyła do przodu. I nie zrobi tego, dopóki nie sięgnie do przeszłości. Nie ustanie, dopóki nie odsłoni tego, co jest zepchnięte pod dywan. Ostatecznie udaje jej się doprowadzić do pewnego rodzaju oczyszczenia, bo nareszcie wyrzuca z siebie to co od dawna wypierała. To, co od samego początku siedziało w środku, jej konflikt wewnętrzny, znajduje ujście. Sądzę, że to może chwytać za serce, nawet mimo jej trudnego charakteru, czego dowodem są poruszające reakcje widzów po filmie.

Robert: Jak wspominasz pracę z Moniką? Czy byłyście zgodne co do kreacji ekranowej Oli?

Maja: Dwa lata przed rozpoczęciem planu, jak Monika się do mnie odezwała, przeczytałam scenariusz i rozmawiałyśmy wtedy po raz pierwszy o postaci Oli. I miałam wtedy poczucie, że to jest dla niej bardzo osobista historia. Zdałam sobie sprawę, że w pewnym sensie będę grała Monikę. Historia nie jest oparta na faktach, ale jest inspirowana doświadczeniami reżyserki. Poczułam się do odpowiedzialności – nie dość, że film jest z perspektywy Oli, to jeszcze biorę na siebie ciężar i stratę, której nie znam. Więc było to spore wyzwanie, ale w pewnym momencie – po wielu rozmowach i wspólnej pracy z Moniką – poczułam, że nabrałyśmy do siebie wzajemnego zaufania. Ostatecznie zaufała mojej intuicji, a Ola – choć napisana przez nią – stała się moją bohaterką. Poczułam to, jeszcze zanim weszłyśmy wspólnie na plan.

Maja Pankiewicz w „Innego końca nie będzie"
Kadr z filmu „Innego końca nie będzie”, na którym widzimy Olę (Maja Pankiewicz), Pipka (Sebastian Dela) i Ajkę (Klementyna Karnkowska)

Robert: Sercem „Innego końca nie będzie” są relacje między postaciami – nie tylko wspólnej relacji rodzeństwa, ale również relacji względem wspomnień czy tych najtrudniejszych do ugryzienia, czyli relacji z matką i ojcem.  Wyobrażam sobie, że pewnie niełatwo jest zagrać rodzinę, zwłaszcza w tego typu filmie, gdzie dużo opiera się na subtelnościach, sporo pozostaje niewypowiedziane. 

Maja: Kluczowe były dla mnie wcześniejsze improwizacje. Udało nam się raz spotkać w pełnym, rodzinnym składzie i gotować razem obiad. Improwizacja trwała ok. 4/5 h, odbyła się na lokacji i miała służyć nam aktorom jako wspólne wspomnienie z życia rodziny, do którego mogliśmy potem emocjonalnie sięgać. Najważniejsze było wyczucie wzajemnej  chemii i energii międzyludzkiej. Pamiętam, że po tej improwizacji, w trakcie której robiłam też dużo zdjęć, zaczęliśmy się czuć ze sobą bardzo swobodnie. Nigdy nie miałam wcześniej styczności zawodowej z Bartkiem [Bartłomiej Topa – przyp. tłm.] i Agatą [Agata Kulesza – przyp. tłm.], więc to było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. W trakcie drugiej improwizacji razem z rodzeństwem tapetowaliśmy mój, czyli Oli, pokój, i pamiętam, że puściliśmy sobie muzykę i po prostu miło spędziliśmy czas. Mimo że Monika od początku wiedziała, jaki efekt chce uzyskać i czuła, co jest jej potrzebne, i tak weryfikowaliśmy różne rzeczy na planie. Niektóre sceny, które wypadały dobrze w scenariuszu, przed kamerą trzeba było zmienić lub na nowo dopasować do całości. W ramach planu, czyli nowej przestrzeni, nierzadko tworzyły się również nowe drogi interpretacji poszczególnych scen. W ogólnym rozrachunku cała ekipa była wspaniała. Wszyscy ciężko pracowali na efekt końcowy i przy tych najbardziej emocjonalnych, trudnych scenach czułam, że mam wsparcie i poczucie bezpieczeństwa od całej ekipy. To też zasługa tego, kim jest Monika i jakich ludzi dobrała do pracy. Atmosfera była wspaniała.

A co do samych relacji w filmie, dużo o nich rozmawiałyśmy przed rozpoczęciem zdjęć. Na samym planie nie ma już na nic czasu. To jest problem polskiego kina, że zazwyczaj nie ma prób przed planem ani nie ma czasu na przegadanie relacji. W przypadku „Innego końca nie będzie” bardzo tęskniłam za planem po jego zakończeniu. Pamiętam, że w trakcie, gdy był, dajmy na to, 14 dzień zdjęciowy, myślałam sobie „O Boże, jeszcze tylko 10 dni”. Dlatego też próbowałam cieszyć się z każdej chwili. I wydaje mi się, że ten film trochę właśnie o tym jest. Opiera się oczywiście na konflikcie i konfrontacji, ale tak naprawdę namawia też do doceniania takich chwil. Jakkolwiek to banalnie nie brzmi, uważam, że opowiada o rzeczach naprawdę ważnych. Moja mama twierdzi, że po zagraniu Oli nasza relacja uległa dużej zmianie. I ja sama czuję, że mam w sobie dużo więcej akceptacji i zrozumienia, niż wcześniej. Dlatego też uważam, że naprawdę fajnie jest obejrzeć nasz film w rodzinnym gronie. Nawiasem – Agata Kulesza jest bardzo podobna do mojej mamy, zarówno fizycznie, jak i z charakteru. Patrząc na ekran widzę, że mamy nieco podobne rysy, co tym bardziej zacierało granicę między naszym filmem, a rzeczywistością. Więc tak, to pod wieloma względami bardzo rodzinny film <śmiech>.

„Innego końca nie będzie" – Maja Pankiewicz jako główna bohaterka, Ola
Maja Pankiewicz, czyli Ola, w towarzystwie swojej ekranowej siostry, Ajki

Robert: „Innego końca nie będzie” pełne jest drobnych, codziennych detali, które mogą nieść głębsze przesłanie. Czy jest jakiś element scenografii lub konkretna scena, która szczególnie przemówiła do Ciebie podczas pracy na planie?

Maja: Chyba takim elementem jest fotel ojca, w którym Ola na chwilę zasiada. No i oczywiście samochód jest bardzo ważny, też dlatego, że mój ojciec prywatnie całe swoje życie jeździ właśnie Subaru Foresterem <śmiech>. Warto wspomnieć również o tym, że cała scenografia w domu głównych bohaterów została zbudowana od zera. Gdy ekipa scenografów poprosiła nas o zdjęcia, nagle, zanim się obejrzałam, dom pełen był naszych osobistych, prywatnych fotografii rodzinnych. Poczułam, że dom, który wcale nie jest moim domem, niejako się nim staje, bo na ścianach znajdują się te same zdjęcia, które mój dziadek lub mama na co dzień trzymają na szafce. To jest mocne doświadczenie, gdy nasze prywatne wspomnienia – czyli moje, ale też Sebastiana [Sebastian Dela – przyp. tłm] czy Klementyny [Klementyna Karnkowska – przyp. tłm] – zostają niejako sfabrykowane na potrzeby produkcji. Będąc w rzeczywistości jedynaczką, bardzo ciekawie było mi poczuć się, jakbym była częścią rodzeństwa. To też istotnie wiąże się z jednym z tematów „Innego końca nie będzie”, czyli przeżywania i przepracowywania straty wspólnie, zamiast kotłować się z nią we własnej głowie w pojedynkę. Wracając do samych elementów scenografii, to bardzo w pamięć zapadł mi też ogród, który w filmie jawi się niemal symbolicznie, głównie we wspomnieniach. Uwielbiam sekwencje, w których Ola słyszy, że przebiegają po nim dzieci, przeżywając reminiscencje z własnego dzieciństwa. 

Robert: Wspominałaś wcześniej, że po pracy nad „Innego końca nie będzie” trochę się zmieniłaś w codziennym zachowaniu. Czy w trakcie kręcenia dostrzegałaś na bieżąco zmiany Twojej postaci, to, jak zmieniał się jej stosunek do innych bohaterów i samej siebie? W którym momencie, jeśli w ogóle, poczułaś w pełni nić porozumienia z Olą i jaki był moment przełomowy, w którym wiedziałaś, do czego zmierza ona w tej historii?

Maja: Nie wiem, czy był taki jeden moment. Poznawanie Oli i zgłębianie tego, co nią kieruje, było długim procesem. Oczywiście kluczowa jest scena przy końcu, kiedy uzewnętrznia się, właściwie z perspektywy rozpaczającego dziecka, co w niej siedziało i kotłowało się do tej pory. Czuję, że ten moment, kiedy ona w końcu pęka, nieco usprawiedliwia jej wcześniejsze zachowanie w moich oczach. To było też bardzo dobrze napisane przez Monikę – zaczęłam rozumieć, co w tej dziewczynie siedzi, co ona musiała zepchnąć głęboko w sobie, żeby przetrwać. Gdy poznajemy Olę, bohaterka jest w depresji. Musi więc cofnąć się do przeszłości. Jednocześnie staje się katalizatorem konfliktu, po powrocie do domu rodzinnego jest jak tykająca bomba, cały czas szuka konfrontacji. Następuje kulminacja długiego wypierania bolesnej przeszłości, z którą trudno jej się zmierzyć, a jednocześnie jest zderzona z ciosami ze strony rodziny – że jej dom rodzinny został wystawiony na sprzedaż, że matka ma nowego partnera. Gdy uzmysłowiłam sobie, jak ja sama boję się stracić moich rodziców, to poczułam moment przełomowy, zdałam sobie sprawę, przez co przeszła ta bohaterka. I to mi uzmysłowiło, że ma prawo zachowywać się tak, jak się zachowuje.

„Innego końca nie będzie" – ważnym tematem filmu jest relacja Oli (Maja Pankiewicz) ze zmarłym ojcem (Bartłomiej Topa)
„Innego końca nie będzie”. Relacja Oli (Maja) ze zmarłym ojcem (Bartłomiej Topa) to jeden z głównych tematów filmu

Robert: Maju, dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Czy chciałabyś coś dodać?

Maja: Cieszę się, że udało się zrobić taki szczery film, który – jak wydaje się, patrząc na reakcje widzów – był w polskim kinie bardzo potrzebny. Bałam się, że ludzie nie wytrzymają bez miliona bodźców i atrakcji, a okazało się, że w gruncie rzeczy widzowie zawsze potrzebują prostych historii, z którymi mogą się utożsamić. Nasz film to emocjonalny rollercoaster. I to wspaniałe, że nam, Monice i całej ekipie udało zrobić film, który jest tak międzypokoleniowy, porusza jednocześnie i najmłodszych, i najstarszych. I mam wrażenie, że łączy ludzi, tak jak strata, która prędzej czy później dotyka nas wszystkich.

Przeczytaj również: „Balladyna” Juliusza Słowackiego w konwencji gotyckiego horroru. Jan Komasa reżyserem

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy