Kevin Smith jest jednym z najbardziej oryginalnych i kontrowersyjnych twórców filmowych. Reżyser swoją karierę rozpoczął od filmu „Clerks” z 1994 roku. Życiorys urodzonego na początku lat siedemdziesiątych Smitha, idealnie portretuje losy wielu artystów z jego pokolenia. W latach dziewięćdziesiątych twórca stał się zarówno wpływowym reżyserem kina niezależnego, jak i głosem, który bez ogródek ilustrował bolączki swojej generacji.
Pokolenie X – generacja z góry stracona
Kevin Smith urodził się drugiego kwietnia 1970 roku w stanie New Jersey. Przyszły reżyser podobnie, jak większość dzieciaków z pokolenia X (osoby urodzone w latach 1965-1980) spędzał sporą ilość czasu oglądając w telewizji seriale, filmy i emitowane między nimi reklamy. Reklamy, które pokazywały wyidealizowany obraz rodziny, który stawał się celem rodziców, czyli baby-boomersów (pokolenie urodzone w latach 1946-1964). Niestety, pragnienia dorosłych do spełniania amerykańskiego snu, miały często negatywny wpływ na funkcjonowanie ich rodzin. Pozostawione samotnie w domu dzieci, czerpały wzorce z ekranów telewizorów. Sam Smith w jednym z wywiadów mówił: „Kiedy byłem dzieckiem mocno fascynowała mnie telewizja, ponieważ zawsze byłem grubszym dzieckiem, a sport nigdy nie był moją dobrą stroną. Wychowała mnie telewizja. Byłem prawdziwym dzieckiem telewizji, a rodzice nigdy nie mówili, że, oglądanie zbyt dużej ilości telewizji jest złe. Oni mówili: „przynajmniej nie bierzesz narkotyków” – a ja miałem wtedy cztery lata”.
Zimna wojna na świecie i w amerykańskich domach
Kevin Smith wchodząc w dorosłość został umieszczony w realiach amerykańskiego społeczeństwa przeżywającego traumę wojny w Wietnamie, zimną wojnę z ZSRR, a do tego wszystkiego rosnący w zastraszającym tempie konsumpcjonizm. Ostatnie dwie dekady XX wieku w Stanach Zjednoczonych były czasem finansowego dobrobytu i technologicznego rozwoju. Pokolenie „X” w połowie lat osiemdziesiątych i latach dziewięćdziesiątych osiągało pełnoletność wchodząc do nowego, mocno kapitalistycznego, zmaterializowanego świata. W tym czasie ich rodzice często przechodzili drogę z hippisa do yuppie, lub co gorsza mieli trudności w odnalezieniu się w nowoczesnym, nastawionym na konsumpcję świecie. Dodatkowo w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych znacząco zwiększyła się liczba rozwodów. Dlatego młodzi ludzie z pokolenia „X”często opisywani byli jako osoby wychowywane bez tradycyjnych wartości, co w przyszłości miało skutkować trudnościami w nawiązywaniu trwałych społecznych relacji.
Głównymi bolączkami wchodzących w dorosłość przedstawicieli generacji „X” były m.in. niepewna przyszłość, trudności ze znalezieniem satysfakcjonującej pracy, brak wsparcia rodziny, czy lęk przed dorosłością. Większość powyższych problemów poruszał dosadnie w swoich pierwszych filmach Kevin Smith.
Ten jeden przełomowy seans
Kevin Smith od czasów dzieciństwa fascynował się komedią jako elementem, który był oderwaniem od szarej rzeczywistości. Można zastanawiać się, czy reżyser kiedykolwiek stanąłby za kamerą, gdyby nie wydarzenie, które miało miejsce w jego dwudzieste pierwsze urodziny. Młody Smith tego dnia po raz pierwszy obejrzał film „Slacker” w reżyserii Richarda Linklatera. Produkcja, która po dziś dzień jest uważana jako jeden z najbardziej przełomowych obrazów, nie tylko dla generacji „X”, ale również całego amerykańskiego kina niezależnego. Dla Kevina Smitha seans okazał się na tyle inspirujący, że od razu zapragnął nakręcić coś podobnego.
Slacker jako źródło inspiracji
W jednym z wywiadów reżyser wypowiedział następujące słowa: ”I naprawdę byłem [„Slackerem”] zaskoczony, myślałem wow, to liczy się jako film? Tak naprawdę nic się nie dzieje, tylko ludzie chodzą i gadają. Nie mamy nawet jednego głównego bohatera. To był tylko ciąg postaci mówiących o niczym, bez fabuły, tylko same dialogi. Byłem tym zafascynowany. Patrzyłem na to z mieszaniną podziwu i arogancji. Byłem zdumiony faktem, że to uchodziło za rozrywkę, że ludzie faktycznie siadali i cieszyli się tym tak samo, jak ja. A potem pomyślałem: „Cóż, mógłbym to zrobić. To znaczy, jeśli to liczy się jako film to i ja mogę tego spróbować”. W innym wywiadzie dodał jeszcze: „Slacker” był pierwszy filmem, który sprawił, że pomyślałem: „Hej, mógłbym zostać filmowcem”. Po jego obejrzeniu zainteresowałem się filmem niezależnym i zacząłem studiować ostatnie dziesięć lat kina niezależnego. Ludzie tacy jak Jim Jarmusch, Richard Linklater, Spike Lee zbudowali podstawę, z której można było czerpać”.
Praktyka zamiast teorii
W celu zrealizowania swoich kinowych marzeń, Smith przez cztery miesiące uczęszczał do prywatnej szkoły filmowej w Vancouver. Szybko postanowił z niej zrezygnować uznając, że program zawierał zbyt mało zajęć praktycznych. Zaoszczędzone ,,na szkole” pieniądze reżyser postanowił przeznaczyć na produkcję swojego autorskiego filmu. Smith uzbierał kwotę ponad 27 tysięcy dolarów, na którą złożyły się m.in. pieniądze zarobione w sklepie jako sprzedawca, czy pochodzące ze sprzedaży kolekcji limitowanych komiksów.
Kevin Smith – zwykły chłopak, który jednym filmem zilustrował obraz pokolenia
Suma 27 tysięcy dolarów dla zwykłego człowieka wydaje się być znacząca, ale w kwestii produkcji filmu stanowi maluśki ułamek potrzebnej kwoty. Dlatego Kevin Smith tworząc „Clerks” nie mógł finansowo pozwolić sobie na gwiazdorską obsadę, ani efekty specjalne. Z tego powodu debiut reżysera to obraz minimalistyczny, którego większość akcji rozgrywa się w sklepie. W tym samym miejscu, gdzie na co dzień pracował filmowiec. Smith dostał pozwolenie na możliwość zrealizowania tam swojego debiutu, ale z zastrzeżeniem, że będzie kręcił go w nocy po godzinach pracy, gdy sklep będzie już zamknięty. To też jeden z powodów, dla których „Clerks” został zrealizowany na taśmie czarno-białej. Smith chciał, aby widz miał wrażenie, że film rozgrywa się w godzinach porannych i popołudniowych.

Clerks – czarno białe klisze z życia młodych ludzi
Pomimo początkowych niedogodności i trudności „Clerks” stał się przepustką do światowej kariery dla reżysera. Za sukcesem produkcji stała autentyczność obrazu, dialogów i języka, którym posługiwali się bohaterowie. Kevin Smith w swoim debiutanckim filmie pokazał kawałek prawdziwego życia ówczesnych dwudziestolatków, żyjących w przeciętności i szarzyznie. W „Clerks” Smith stworzył postacie, których pierwowzorem był on i jego bliscy znajomi. Główną postać Dantego Hicksa reżyser wzorował na samym sobie, a jego najlepszego kumpla Randala Gravesa na swoim przyjacielu Bryanie Johnsonie. Wchodzący w dorosłość bohaterowie w filmie Smitha są pozbawieni większych ambicji, a nawet jeśli wydają się być świadomi swojego marazmu, to nie są skłoni dokonać jakichkolwiek zmian w swoim życiu. Smith na bazie własnych obserwacji pokazał infantylność dwudziestoletnich „iksów”.
Gorzki smak dorastania
W przeciwieństwie do „Slackera” Richarda Linklatera, który pozbawiony był oceny, „Clerks” to słodko-gorzkie dzieło, które z jednej strony bawi, ale z drugiej mocno szydzi ze swoich bohaterów. Część krytyków drażnił prześmiewczy, często wulgarny humor Smitha. Jednak z czasem film zdobył uznanie, nie tylko wśród widzów, ale również zyskał status kultowego obrazu, który bardzo sprawnie pokazywał problematykę dorastania generacji „X”. Ich niechęć do zmian, lekceważenie oczekiwań społecznych, wszechobecny marazm.

Ciąg dalszy filmowej historii
Kevin Smith pozostał wierny obrazowaniu historii z życia dwudziestolatków w kolejnym swoim filmie pt. „Szczury ze supermarketu”. Produkcja podobnie, jak poprzednik rozgrywała się głównie w jednym miejscu, w tym przypadku był to supermarket. Analogicznie jak w przypadku „Clerks” główni bohaterowie są nieodpowiedzialni i niechętni do jakichkolwiek zmian. „Szczury z supermarketu” zostały przyjęte zdecydowanie chłodniej niż kinowy debiut Smitha. Kolejne dzieło reżysera pt. „W pogoni za Amy”, pomimo pewnych kontrowersji i krytyki części środowiska LGBT, uznawane jest za najlepszą produkcję w filmografii Kevina Smitha. Powyższa sinusoida będzie towarzyszyła reżyserowi przez dalszą część kariery. Lepsze i przychylniej przyjęte filmy, będzie przeplatał dziełami niskiej jakości, które trafią w gusta głównie jego najbardziej zatwardziałych fanów. Również najnowsza trzecia część „Clerks” dzieli odbiorców na dwie skrajne grupy. Jedni są zadowoleni z poznania dalszej historii przygód Dantego i Randala, inni uważają film za nieudolną próbę odcinanie kuponów i skok na kasę.
Analizując filmografię Kevina Smitha nie można zapomnieć o postaci Cichego Boba, w którą wcielił się sam reżyser. Po raz pierwszy Cichy Bob pojawił się w pierwszej części „Clerks”, z czasem stał się kluczową, drugoplanową postacią większości produkcji Smitha, a nawet doczekał się dwóch autorskich filmów.
Kevin Smith mimo, że był reprezentantem „przegranej” generacji, osiągnął sukces, podążając wytyczoną przez siebie drogą. Reżyser nie mając wykształcenia filmowego swój cel osiągnął przede wszystkim poprzez pracę, samozaparcie i zaangażowanie. Kevin Smith po dziś dzień jest uważany za jednego z najważniejszych twórców amerykańskiego kina niezależnego.
Czytaj także: In Living Color – ważny głos afroamerykańskiej społeczności.
[…] Linklatera. Tacy twórcy, jak wyżej wspomniany Linklater, Kevin Smith (o którym napisałem osobny tekst) czy Whit Stillman w swoich pierwszych produkcjach stawiali przede wszystkim na dopracowane […]