Cytując klasyka: „już było dobrze, kurwa, już było dobrze!”. Jeśli nie oglądaliście serialu „Ślepnąc od świateł” (który wspominam nie bez powodu, ale o tym w dalszej części tekstu) lub nie widzieliście w sieci fragmentu, z którego pochodzi ten cytat, to pewnie zastanawiacie się o co chodzi. Spieszę z wytłumaczeniem.
RECENZJA NIE ZAWIERA SPOILERÓW
Lubie pierwszą część, nawet bardzo. Spodobał mi się motyw nieśmiertelnych ludzi bez żadnych innych supermocy. Można ich pokonać jak każdego innego. Tylko po prostu za chwilę trzeba to zrobić jeszcze raz. Więc najlepszym sposobem jest ich schwytanie i uwięzienie. I właśnie to jest ich największą obawą. Otóż nasi bohaterowie żyją już setki, a nawet tysiące lat. Jednak teraz jak nigdy wcześniej są narażeni na ogromne niebezpieczeństwo. XXI wiek to okres wszędobylskich kamer i technologii, które pozwalają na identyfikację. Jak nigdy wcześniej muszą się ukrywać i jak nigdy wcześniej boją się trafić w ręce kogoś, kto podda ich wiecznym torturom. Takim jakie spotkały Quynh (Veronica Ngo), którą w XVI wieku schwytali łowcy czarownic i zamknęli w żelaznej trumnie po czym zrzucili na dno oceanu. Tę historię poznaliśmy właśnie w części pierwszej, a teraz bohaterka powraca. Pełna żalu, złości i chęci zemsty.

Ten film przez większość czasu naprawdę dawał radę. Powracający bohaterowie mają już ukształtowane charaktery i motywacje (chyba, że nie widzieliście części pierwszej). Jednak to dwójka Andy (Charlize Theron) i Booker (Matthias Schoenaerts) dostają najwięcej czasu ekranowego. Andy mierzy się z demonami przeszłości po powrocie Quynh. Theron błyszczy w tej roli. Gwiazda potwierdza, że jest gwarancją jakości aktorskiej. Jej postać jest też najlepiej napisana. Booker natomiast przeżywa, bardzo dobrze napisany, redemption arc. Choć uważam, że jego losy i decyzje, które podejmie, twórcy niepotrzebnie zbyt wyraźnie zapowiadają jeszcze w pierwszej części filmu, to muszę przyznać, że pod koniec, to i tak jeden z najlepiej napisanych wątków. Co z tego, że łatwo przewidzieć co się dalej wydarzy, skoro to się dzieje i łapie za serce. To się dzieje i ja coś czuję.
W „The Old Guard 2” pojawiają się też nowi bohaterów, w tym Discord (Uma Thurman). Będąc łagodnym stwierdzę, że antagonistka posiada nie najgorszy motyw, który sprawił, że stała się utrapieniem Andy i reszty nieśmiertelnych. Jednak uważam, że sama aktorka zagrała jakby była na planie zdjęciowym z karę. Jestem osobą, którą uważa, że za słabym występem aktora/ki zazwyczaj stoi słaby scenariusz. Jednak, niestety, w tej produkcji gwiazda „Kill Billa” jest cieniem samej siebie. Nową postacią jest też Tuah (Henry Golding), którego rola ogranicza się do bycia bibliotekarzem, który karmi swoich nowych towarzyszy mitami i legendami związanymi z naturą nieśmiertelnych. Choć nowo wprowadzony bohater jest zbędny, co pokazuje dalsza część filmu, to sama idea rozbudowania wątku nieśmiertelnych i ich natury, bardzo mi się spodobała.

Bardzo ważne, zarówno w pierwszej, jak i drugiej części, są pojedynki. Otóż śledzimy losy nieśmiertelnych, którzy na przestrzeni setek lat brali udział w niejednej akcji, napędzani chęcią niesienia dobra i zwalczania zła, którego było co niemiara na przestrzeni tychże setek lat. Wspominam o tym, bo twórcy regularnie o tym przypominają, prezentując poczynania bohaterów w minionych wiekach. Jednak wyszkolenie aktorów i aktorek na potrzeby „The Old Guard 2” możemy uznać za czas zmarnowany, bo ktoś stwierdził, że dobrym pomysłem będzie montaż filmu polegający na ciągłych cięciach. Te miały zapewne nadać im nieco dynamiki. Jednak te sceny robią największe wrażenie wtedy, kiedy twórcy pozwolili po prostu im się bić i nie próbowali pokazać naprężonych mięśni z każdej możliwej strony. Sceny z udziałem Charlize Theron robiły największe wrażenie. Jako fan dobrych choreografii walk, nie przeboleję jednak tak okropnego montażu.
Ten film przeplatany jest słabszymi i lepszymi momentami. Mimo tych słabszych seans płynął przyjemnie. Nie miałem też zbyt wygórowanych oczekiwań. Te były znacznie większe jeszcze jakiś czas temu. Jednak na kontynuacje, twórcy kazali czekać aż 5 lat.

Natomiast kiedy dotrwałem do finału tej historii, a nagle pojawiły się napisy końcowe, byłem niesamowicie zażenowany i zły. Film tak naprawdę nie ma finału, został urwany tak jak rwie się serial na odcinki zostawiając nas z jakimś plot twistem. To co zobaczyłem na końcu tego filmu powinno być jego środkiem. Zakładam więc, że trzecia część musi być w planach. Jednak każdy film musi bronić się sam. Jeśli obraz nie ma jakiejś puenty, finału, jakiegoś zwykłego podsumowania, to staje się wydmuszką.
Więc „The Old Guard 2” to przyjemny seans, niebanalna historia i w pewnym sensie coś oryginalnego. Podchodzi do tematu nieśmiertelnych istot z trochę innej strony. Cierpi na przesyt bohaterów, jednak ta najważniejsza, Andy (Charlize Theron) wypada cool i chce sie jej kibicować. Żenujący jest montaż, który psuje zabawę i okropne zakończenie, które jest podsumowaniem każdego nijakiego momentu tego filmu.
Warto odnotować, że w filmie zagrał polak. Gwiazda serialu Ślepnąc od świateł” czyli Kamil Nożyński. Przyznam, że nie miałem pojęcia, że jest on w tej projekt zaangażowany i miło było zobaczyć go na ekranie w hollywoodzkiej produkcji. Choć jego rola nie jest duża, wciela się on w przybocznego Quynh od brudnej roboty, to ciężko go przegapić. No i przynajmniej nie zagrał ruska.
Przeczytaj również: POV: siedzisz w bolidzie. „F1: Film″ [RECENZJA]