Mógłbym się założyć, że w filmie, w którym występuje Eddie Murphy to właśnie on będzie tym najzabawniejszym i cringowym. Otóż nie tym razem. W filmie „The Pickup”, którego Murphy jest producentem, komediowe pierwsze skrzypce gra Pete Davidson, jednak w tle słychać klasycznego Eddiego, którego komediowy sznyt tak bardzo uwielbiamy.
„The Pickup” to amerykańska komedia akcji, wyprodukowana i wyreżyserowana przez Tima Story’ego („Fantastyczna Czwróka” (2005)), napisana przez Matta Midera i Kevina Burrowsa. W filmie występują Eddie Murphy, Keke Palmer i Pete Davidson. Znudzeni ochroniarze Russell (Eddie Murphy) i Travis (Pete Davidson) wbrew woli zostają wciągnięci do akcji rabunkowej przez Zoe (Keke Plamer).
Eddie Murphy kojarzy się ostatnio, ponownie, z rolami kultowymi. W ostatnich kilku latach zdążył wrócić do kreacji Księcia Akeema czy gliniarza Axela Foley’a. Choć rola w omawianym filmie nie umywa się do tych wymienionych, to muszę przyznać, że dobrze jest zobaczyć aktora znowu w czymś oryginalnym, skrojonym pod niego i biorącym poprawkę na to, że to już jest ten sam młody Murphy. „The Pickup” skupia się na komediowej dynamice Eddiego i Pete’a. Obaj są bardzo autentyczni. Dobrze zrobiło Murphy’emu oddanie Davidsonowi pałeczki na tej sztafecie żartów bo młody aktor, jest po prostu bardziej wiarygodny w graniu uroczego głupka.
W pewnym momencie do duetu, który zdążył już zaskarbić sobie moją uwagę, dołączyła Keke Palmer (Zoe). Choć jej rola w tym filmie jest kluczowa dla kierunku, w którym idą główni bohaterowie, to jej wątek i motywacje nie są zbyt oryginalne. Choć trzeba też oddać, że to jedyna postać, która jakiekolwiek motywacje w tym filmie ma. Produkcja działa bardzo dobrze jako komedia ale nie heist movie. A za komedie w tym filmie odpowiedzialni są przede wszystkim Murphy i Davidson.

Scenariusz bywa irytujący, ze względu na to, że momentami próbuje być bardzo autentyczny, a w innych momentach boahterowie decydują się na najgłupsze rozwiązania, w powodzenie których ciężko uwierzyć z perspektywy widza. Jednak taka jest formuła – ma być śmiesznie i banalnie. Twórcy odpięli jednak wrotki dopiero pod koniec. Finał ogląda się trochę ciężko. Rozwiązania fabularne, są zbyt niedorzeczne, nawet po godzinnym obcowaniu z postacią Travisa (Pete Davidson). A realizacyjnie twórcy odpięli już wrotki. Wybuchy, slow motion i wszystko co przyjdzie Wam tylko do głowy, znajduje się w ostatniej sekwencji akcji. Typowy finał akcyjniaka, jednak zmontowany w sposób utrudniający konsumpcję i momentami niedorobiony w postprodukcji.
Jednak kiedy pojawiają się napisy końcowe, to nie miałem poczucia zmarnowanego czasu. To dobra komedia z naprawdę zgranym duetem. Co najważniejsze, to ten film nie zapomina o tym, że to właśnie Murphy i Davidson są jego największą siłą. Obraz dostępny jest od dzisiaj na Prime Video.
Przeczytaj również: „Naga broń” – czas na Franka Drebina Juniora [RECENZJA]