Od ubiegłej środy do soboty 6 września trwa Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji, jedna z największych światowych imprez celebrujących kino. Zaprezentowano na nim już wiele długo oczekiwanych obrazów światowych twórców, takich jak m.in. adaptację „Frankensteina” od Guillermo del Toro, „Po polowaniu” („After the Hunt”) – najnowszy obraz Luki Guadagnino, „Bugonia” od Yorgosa Lanthimosa z Emmą Stone i Jessem Plemmonsem czy „Jay Kelly”, nowość Netfliksa od Noaha Baumbacha z głośną rolą George’a Clooneya. I choć większość tych filmów spotkała się z pozytywnym przyjęciem widzów i krytyki, nie da się ukryć, że pod kątem średnich ocen, nieco zawiedli stawiane przed nimi oczekiwania. „Frankenstein” co prawda doczołgał się do 73/100 (na 17 recenzji) w Metacritic, lecz nie trudno zauważyć, ze choć na koncie filmu del Toro brak jednoznacznie negatywnych opinii, spora część recenzentów przyjęła go dosyć mieszanie; nie brakuje ocen 6/10 lub niższych. Podobnie jest z „Jay Kellym” (64/100) czy „After the Hunt” 55/100), które to, jeżeli odbiór znacznie nie poprawi się w najbliższych miesiącach, prawdopodobnie odpadną z walki o najważniejsze statuetki w tegorocznym sezonie nagród. W znacznie lepszej sytuacji jest „Bugonia” (77/100), lecz nawet w entuzjastycznych recenzjach króluje opinia, że Lanthimos nie utrzymuje tu tak wysokiego poziomu jak w przypadku „Biednych istot” (które to, przypomnijmy, Wenecję przed dwoma laty wygrały). W jakim filmie powinniśmy więc doszukiwać się potencjalnego faworyta tegorocznej odsłony festiwalu? Jedną z nowości jest również „No Other Choice” Parka Chan-wooka, legendarnego twórcy „Oldboya”, „Służącej” czy dobrze przyjętej, choć pominiętej przez Oscary, „Podejrzanej”. I to właśnie w tym obrazie dopatruję się prawdopodobnego laureata Złotego Lwa 2025.

„No Other Choice” opowiada o Man-su (w tej roli znany ze „Squid Game” Lee Byung-hun), specjalisty od papieru z 25-letnim stażem pracy, który nagle stał się ofiarą drastycznych, korporacyjnych cięć kosztów. Oszołomiony nagłym wydarzeniem, Man-su poprzysięga sobie, że w przeciągu trzech miesięcy znajdzie nowe źródło zatrudnienia, aby podtrzymać dobrostan polegającej na nim rodziny. Mimo determinacji, los jednak nie uśmiecha się do mężczyzny – dorywcza praca w supermarkecie mocno daje mu w kość, a brak stałych dochodów powoduje, że grozi mu nawet utrata domu. Po tym, jak Man-su zostaje upokorzony na rozmowie o pracę w Moon Paper – gdzie, jak uważa, doskonale pasuje ze swoim ćwierćwiecznym doświadczeniem –  mężczyzna podejmuje decyzję: aby zdobyć zatrudnienie w wymarzonej firmie, Man-su zamierza wyeliminować całą zagrażającą mu konkurencję.

Lee Byung-hun, odtwórca głównej roli w „No Other Choice”

Czarna komedia Chan-wooka to adaptacja powieści Donalda E. Westlake’a pod tym samym tytułem. W tym momencie średnia z 11 recenzji wynosi rewelacyjne 88/100, co stanowi najwyższy wynik wśród wszystkich weneckich nowości; po piętach tupta mu jedynie „Father Mother Sister Brother” Jima Jarmuscha, w którym zagrali m.in. Cate Blanchett i Adam Driver. Oczywiście, sama średnia ocen nie świadczy jeszcze o zwycięstwie; o sile „No Other Choice” przekonują jednak przede wszystkim słowa samych recenzentów. Time Out w swojej recenzji nazywa produkcję majstersztykiem Chan-wooka, Indiewire chwali brawurową mieszankę pesymizmu, błyskotliwości i komedii, a Variety wskazuje na pomysłowe, filmowe wykorzystanie utartych już tropów. Nie brakuje również pochwał z naszego polskiego podwórka – Daria Sienkiewicz na Filmwebie (9/10) pisze wprost, że „gdyby Park zrobił dla Korei No Other Choice wcześniej, to zapewne zgarnąłby wcześniej dla Korei pierwszego Oscara”.

Czy faktycznie „No Other Choice” opuści Wenecję z główną nagrodą, dowiemy się już w kolejny weekend. Na ten moment nie wiemy jeszcze, kiedy nowość Chan-wooka trafi do szerokiej dystrybucji kinowej, lecz wiemy już, że film na pewno doczeka się premiery w Polsce – prawa nabył bowiem Gutek Film. Z racji, że międzynarodową dystrybucją zajmuje się Neon (który doprowadził już do licznych światowych triumfów „Parasite”, „Anorę” czy „Anatomii upadku”), można spodziewać się, że „No Other Choice” będzie bardzo silnym tegorocznego sezonu oscarowego oraz prawdopodobnym kandydatem Korei w kategorii „film międzynarodowy”. Złoty Lew byłby więc świetnym startem oraz wiatrem w żagle do kolejnych zwycięstw.

Park Chan-wook na światowej premierze „No Other Choice” w Wenecji

 

Przeczytaj również: Vincent Lindon w nowym filmie „Moi synowie”. Premiera w ten piątek

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy