Serial o Edzie Geinie z serii „Potwory” jest ucieleśnieniem kulturowej fascynacji złem. Szkodliwym dziełem, które romantycznie podchodzi do złego i wypaczonego człowieka. Próbuje go usprawiedliwiać i w bezczelny sposób gra na empatii widza.
Scenariusz jest po prostu głupi. Bo z jednej strony Ed Gein ze względu na trudną relacje ze swoją matką jest usprawiedliwiany ze swojego spaczenia, zaś z drugiej czerpie niczym nieuzasadnioną fascynację z okrucieństw nazistów, a zbrodnicze działania Ilsy Koch stają się dla niego inspiracją.

DALSZA CZĘŚĆ ZAWIERA SPOILER Z 2. ODCINKA
Serial pluje na fakty dotyczące nie tylko Eda Geina. W produkcji pojawia się Alfred Hitchcock, który jest przedstawiony jako ten, który źle wpłynął na kino. Co więcej, obraz pokazuje niezwykle dobitnie, jaką obsesję miał reżyser na punkcie Eda Geina. Co z tego, że Hitchcock nigdy nie zdradził, że „Psychoza” była inspirowana Geinem. Ba, film powstał na podstawie książki Roberta Blocha, który, podobnie jak reżyser, nigdy nie przyznał się do inspirowania historią mordercy, a wręcz przeciwnie, zaprzeczał
Ludzie lubią sensację i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Ale ten serial sensacjonalizuje wypaczenie i okrutne zło bazując na najbardziej pierwotnych ludzkich instynktach. A gdyby ktoś stwierdził, że przesadzam, to sam reżyser Max Winkler przyznaje, że serial został zainspirowany kulturową fascynacją złem. Kurtyna.
Przeczytaj również: „Jedna bitwa po drugiej”. Nie-boska Komedia [RECENZJA]