W ostatnich latach kariera Willa Smitha lekko przyhamowała, podupadła. Duży wpływ na to miała pamiętna sytuacja z Chrisem Rockiem. Jednak na przełomie tysiącleci, Smith był jednym z najbardziej znaczących graczy w Hollywood. Jego kawałki podbijały regularnie listy przebojów, a filmy, w których występował zwykle okazywały się wielkimi hitami. Chociaż Will był aktorskim naturszczykiem, z czasem nabrał takich umiejętności, dzięki którym zdobył uznanie widzów i krytyków. Znacie określenie „szczęście w nieszczęściu”? W taki sposób można określić początki kariery Smitha w branży filmowej. Gdyby nie problemy finansowe i przyjęcie roli w niekonwencjonalnym serialu możliwe, że Will Smith dzisiaj miałby status jedynie rapera-dinozaura.
Will Smith – raper, który został aktorem
Will Smith od dziecka fascynował się muzyką. Wraz ze swoim przyjacielem Jazzy Jeffem w latach osiemdziesiątych stworzyli duet DJ Jazzy Jeff & The Fresh Prince. Charakteryzowali się ciepłym, oldskulowym brzmieniem i zwykle pozytywnymi, lekkimi tekstami, dlatego z czasem przylgnęła do nich łatka „grzecznych chłopców”, którzy nigdy nie przeklinają w piosenkach. Ich życie poza sceniczne nie było jednak już tak ułożone. Imprezowy lifestyle i lakoniczne podejście do zarabianych pieniędzy, doprowadziły Willa do bankructwa. Urząd skarbowy Stanów Zjednoczonych naliczył Smithowi 2,8 miliona dolarów długu podatkowego, przejął wiele jego rzeczy i zaczął zajmować dochody. Will był zmuszony szukać alternatywnych źródeł zarobku. Wspólnie z Jazzy Jeffem otrzymał ofertę zagrania w filmie „Prywatka”. Produkcja opowiadała o dwóch niepopularnych licealistach, Play pragnie zrobić wielką imprezę, przez którą stanie się sławny w szkole i zdobędzie serce wymarzonej dziewczyny. W filmie ostatecznie zagrał popularny wtedy duet Kid’n’Play. Ugrzeczniony image Kid’n’Play idealnie pasował do młodzieżowej komedii. „Prywatka” doczekała się kilku kolejnych części, ale po latach mało, kto już o niej pamięta, zresztą podobnie jak o Kid’n’ Play. Will Smith natomiast dzięki przypadkowi, który miał miejsce podczas nagrań do programu Arsenio Hall Show, otrzymał propozycję głównej roli w serialu, którego tytuł nawiązywał do jego hiphopowe ksywki „The Fresh Prince of Bel Air”, a sam bohater nazywał się… Will Smith.

„The Fresh Prince of Bel Air” – przełamując rasowe bariery
Do lat osiemdziesiątych afroamerykańskie rodziny były ilustrowane w telewizji raczej stereotypowo. Pierwszą, poważną zmianą okazał się „Bill Cosby Show”, którego popularność zaskoczyła nawet samych włodarzy NBC. Pod koniec 1989 roku zrodziła się idea stworzenia serialu opowiadającego o czarnej rodzinie z wyższych sfer. Fabuła została luźno oparta na prawdziwej historii Benny’ego Mediny – m.in. managera wielu muzycznych gwiazd. Czarnoskóry Medina urodził się w ubogiej rodzinie, w dodatku po śmierci matki, jego ojciec postanowił go porzucić. Benny był umieszczany w kilku rodzinach zastępczych, ale zwykle dość szybko od nich uciekał i wracał na ulice. Jego życie zmieniło się, gdy na swojej drodze spotkał pewnego białego chłopaka z zamożnej rodziny mieszkającej w Beverly Hills. Ich przyjaźń kwitła, a z czasem rodzice nastolatka pozwoli Medinie zamieszkać w garażu ich wielkiego domu. Brzmi znajomo? Tak właśnie zrodził się pomysł na „The Fresh Prince of Bel Air”. Na potrzeby serialu zdecydowano się jedynie zmienić kolor bogatej familii. Nie chcąc powielać utartych schematów „Bajer z Bel Air” przedstawiał codzienność Afroamerykanów mieszkających w wielkim domu.
Rodzina Banksów
Rodzina Banksów do której trafił serialowy Will, nie ustępowała w niczym bogatym (białym) familiom z telewizji. Philip i Vivian stanowili zgrane małżeństwo, które przeszło drogę: od trudnej walki o prawa dla Afroamerykanów do życia w dostatku i społecznego szacunku. Ich dzieci wychowywały się w dobrobycie, który wpłynął na ich postrzeganie świata. Najstarsza córka Hillary jest zakochaną w sobie materialistką, otacza się wpływowymi znajomymi. Carlton w dużej mierzę stanowi parodię czarnego chłopaka (pogardliwie nazywanego „Oreo”), którego głównym celem staje się akceptacja białego, zamożnego środowiska. Natomiast najmłodsze latorośle Ashley, wydaje się być najbardziej rozgarnięta i zdystansowana w kwestii posiadania dóbr materialnych. Nie można również zapominać o Geoffrey’u – sarkastycznym służącym rodziny Banksów. Nie da się ukryć, że zdarza się (szczególnie w przypadku Hillary i Carlton), że Geoffrey bywa tu męskim odpowiednim „mummy” – wierny sługa swojego „Pana”. W tym przypadku nie mamy jednak utartej, powojennej konwencji: biały – pan, czarny – służący.

Z komedii do dramatu
Pierwotny plan twórców zakładał komediową konwencję opierającą się przede wszystkim na śmiesznych gagach. Choć Will Smith z wielką odpowiedzialnością podchodził do swoich obowiązków, w początkowej fazie produkcji miał być głównie sobą – wesołym chłopakiem, lekkim rozrabiaką. Smith wielokrotnie twierdził, że „Bajer z Bel Air” był dla niego świetną szkołą przygotowawczą do roli aktora. W przeciwieństwie do np. Johnny’ego Deppa, Will nigdy nie wstydził się swoich początków w telewizji. Z czasem serial zaczął ewoluować, starano się poruszać wątki rasowe, kulturowe. Najlepszym przykładem jest dwudziesty czwarty odcinek czwartego sezonu – „Papa’s Got a Brand New Excuse”. Epizod porusza kwestię częstego braku ojca w czarnych rodzinach. Końcowa sekwencja jest naprawdę wzruszającą i mocno dramatyczna. Jak słusznie zauważył Martin Campbell – w tym epizodzie Will Smith po raz pierwszy wyszedł poza ramy wesołka, rapera w serialu i zaczął krążyć drogą prawdziwego aktora.
Koniec duetu i poszukiwanie nowych aktorskich wyzwań
W trakcie pierwszych trzech sezonów„ Bajera z Bel Air” amerykański urząd skarbowy potrącał regularnie Willowi pokaźne sumy, które zarabiał w serialu. Kiedy w końcu za sprawą sukcesu produkcji NBC i wydania kolejne płyty z Jazzy Jeffem, Smith wyszedł „na czysto”, mógł spokojnie zrobić kolejny krok. „Homebase” z 1991 roku zawierało największych hit duetu pt. „Summertime”. Album sprzedał się lepiej niż poprzednik, ale już wydane w 1993 roku „Cold Red” zwiastowało rychły koniec współpracy Prince’a i Jazzy’ego. Materiał wydawał się być nagrany na siłę, brakowało mu wcześniejszego klimatu, natomiast single: „Boom! Shake The Room” i „I’m Looking for the One” przepowiadały drogę, jaką obierze Smith w dalszej karierze muzycznej. W między czasie Will szukał nowych wyzwań aktorskich, dzięki którym mógłby zerwać z etykietką młodzieniaszka z telewizji. Smith wystąpił w drugoplanowych rolach w: „Szóstym stopniu oddalenia” (polecam film, bardzo dobry), „Made in America” oraz „Dokąd zawiedzie cię dzień”. Faktycznie, każda z tych ról kontrastowała z dotychczasowym, wciąż ubogim emploi aktora, wtedy jeszcze określanego przede wszystkim jako muzyk.

Willenium
W 1995 roku Will Smith zagrał główną rolę w hicie „Bad Boys”. Choć film miał dużo elementów komediowych, Will w końcu zerwał z łatką wesołka, rapera, nastolatka. W 1996 roku NBC po sześciu sezonach ostatecznie zakończyło produkcję „Bajera z Bel Air”. Kolejne dwa filmy: „Dzień Niepodległości” i „Faceci w czerni” wprowadziły Smitha do pierwszej ligi Hollywood. W 1997 roku na sklepowych półkach zadebiutowało pierwsze solo rapera pt. „Big Willie Style”, stająć się największym sprzedażowym hitem w karierze artysty. Płyta była pełna hitów: „Just Cruisin”, „Miami”, a przede wszystkim singiel „Men in Black”, który przy okazji promował film, w który Smith był główną gwiazdą. Pod koniec XX wieku Will Smith zrobił coś, co mało komu się udało, potrafił połączyć regularne podbijanie filmowego box office’u z wypuszczaniem singli, które królowały na szczytach list przebojów. Tytuł jego drugiej płyty „Willenium” nie był przypadkowy, to była era Willa Smitha. Nawet totalna klapa produkcji „Bardzo dziki zachód” (podobno aktor wybrał ją zamiast głównej roli w „Matrixie”) i chłodne przyjęcie singla „Wild Wild West” nagranego z legendą hip hop Kool Moe Dee, nie obniżyły znacznie jego wartości w Hollywood.
XXI wiek
Ponieważ Will Smith nie zrobił muzycznej rewolty, gdyż od początku nagrywał lżejsze kompozycje, w dodatku miał szacunek na rodzimej scenie, poza Eminem nie zbierał dissów od innych raperów. W środowisku zaczął być traktowany przede wszystkim jako aktor, który co jakiś czas wypuszcza kolejną płytę. W 2005 roku, kiedy na rynku pojawił się album „Lost and Found”, Smith przypominał trochę wujka, który pragnie być młodzieżowy, ale wszyscy wiedzą, że to już nie ten moment. „Lost and Found” zawierało momentami dużą dawkę goryczy, Smith postanowił nawet lekko odpowiedzieć na wcześniejsze zaczepki Eminema. Choć pierwszy singiel „Switch” były regularnie emitowanych w radiach i telewizjach, kiedy Will po słabej sprzedaży płyty odstawił mikrofon na kołek, mało osób zauważyło jego nieobecność. O jego najnowszej produkcji „Based on a True Story” z szacunku (a także niesprawdzenia w całości) nie będę tu wspominał. Aktorsko wydaje się, że okres od 1995 do 2008 roku był prime timem dla Smitha. Po rolach w nagradzanych: „W pogoni za szczęściem”, „Jestem legendą”, „Hanckock” i „Siedem dusz”, Will zrobił sobie chwilową przerwę od grania i kiedy powrócił w 2012 roku z filmem „Faceci w czerni 3”, zaczął przeplatać dobre filmy z przeciętnymi, a czasami nawet złymi.
Na koniec zapraszam was na czwarty odcinek mojej serii „Z popkulturą na Ty!”, gdzie poświęciłem trochę czasu Willowi. Jeśli lubicie retro klimaty to sprawdźcie serial „Bajer z Bel Air” oraz np. największe hity duetu Jazzy Jeff & Fresh Prince. Osobiście zdecydowane wolę syna Smitha – Jadena, ale i jego „staruszkowi” udało się również nagrać trochę dobrych numerów.
Jeśli zainteresował Cię ten temat to koniecznie sprawdź również: In Living Color – ważny głos afroamerykańskiej społeczności