Termin „one-hit wonder” występuje w kontekście sezonowych muzyków od wielu dekad. Każdy z was pewnie ma w głowie jakiegoś artystę, który równie szybko, jak odniósł sukces, tak szybko poszedł w dół. Jeśli interesujecie się historią popkultury to osoba Vanilly Ice’a nie powinna być wam obca. Ice zasłynął z hitu „Ice Ice Baby” i przez chwilę żył jak prawdziwa supergwiazda. Sława okazała się jednak ulotna i wprawiła rapera w ogromne kłopoty finansowe, psychiczne i zdrowotne. Ten tekst to wielowątkowa historia o rapie, filmowej klapie, utknięciu w szponach wytwórni i znaczeniu image’u muzyków. 

Vanilla Ice – tancerz, raper, motocyklista

Życie Ice’a (Robert Matthew Van Winkle) od początku nie było usłane różami. Raper nigdy nie poznał swojego biologicznego ojca. Jego matka często się przeprowadzała, a chłopak szukał ujścia m.in. w rodzącym się hip hopie: jako tancerz (breakdance) i wykonawca (freestyle). Choć w okresie komercyjnego sukcesu Vanilla (przydomek nadali mu koledzy, gdyż Robert był jednym z niewielu białych parających się w tamtym czasie hip-hopem) stał się synonimem przygłupiego „białasa”, który bezczelnie kopiuje styl czarnych, to w latach osiemdziesiątych cieszył się szacunkiem na lokalnej scenie i supportował wiele ówczesnych gwiazd rapu m.in. N.W.A., Public Enemy czy 2 Live Crew. Poza muzyką i tańcem głównym zainteresowaniem Ice’a była jazda na motocyklu. Robert osiągał nawet sukcesy w wyścigach motocrossowych, ale kontuzja zmusiła go do chwilowej rekonwalescencji, a z czasem Vanilla postawił na taniec i rap.  

„Ice Ice Baby” – Ameryka poznaje chłopaka z Teksasu

Koniec lat osiemdziesiątych upłynął Robertowi na próbach przebicia się do szerszej publiczności. W tamtym okresie rap zaczął przeobrażać się z tanecznej muzyki o prostym tekście w bardziej mroczne, liryczne, czasami również gangsterskie obliczę. Ice miał na koncie również mroczną część życia (zostać dźgnięty nożem kilka razy podczas bójki), ale przede wszystkim starał się udoskonalać swoje ruchy taneczne i umiejętności za mikrofonem, regularnie odwiedzając studio muzyczne. Wydawało się, że jego praca i poświęcenie w końcu przyniesie spodziewany efekt. W 1989 roku Vanilla Ice podpisał kontrakt z niezależną wytwórnią Ichiban Records. Na albumie „Hooked” znalazło się większość kawałków, które później trafią na triumfalne „To the Extreme”. Co ciekawe jako pierwszy/główny singiel wytypowany został utwór „Play That Funky Music”, ale nie przyniósł on spodziewanego efektu „wow”. Dopiero kiedy Dj’e zaczęli zarzucać na playlisty „Ice Ice Baby”, Ameryka powoli rozkochiwała się w dotąd nieznanym chłopaku z Teksasu. Oba numery łączyła jednak jedna niezbyt chwalebna rzecz – nieopłacone prawa autorskie. „Play That Funky Music” został „oparty” na tracku zespołu Wild Cherry, ale autor tekstu Robert Parissi nie został poinformowany wcześniej o planach Ice na „zapożyczenie”, co skończyło się wypłaceniem 500 tysięcy dolarów Parissiemu w imię naruszenia praw autorskich. Natomiast melodia „Ice Ice Baby” została oparta na słynnym utworze „Under Preussere” grupy Queen i Davida Bowiego. Z czasem doszło do porozumienia, przez które Vanilla był zmuszony wypłacić artystom należne im pieniądze. Ponieważ zainteresowanie „Ice Ice Baby” ciągle rosło, wytwórnia SBK Records zdecydowała się przejąć materiał z Ichibian Records i podpisała kontrakt z Van Winklem na wyłączność. 

Vanilla Ice i jego charakterystyczny kostium podczas koncertów.

90s Hip Hop – pomiędzy oldskulem a nową erą

10 września 1990 roku na półki sklepowe trafiła płyta „To the Extreme”. Jak już wspominałem dwa akapity wcześniej, hip hop na przełomie dekad zaczął przeobrażać się w bardziej liryczny, ostrzejszy ton. Jednak wciąż istniało dużo miejsca dla raperów, którym bliższy był bardziej taneczny styl. 12 lutego 1990 roku premierę miał album MC Hammera „Please Hammer Don’t Hurt 'Em”, z którego pochodzi największy hit artysty – „U Can’t Touch This”. Dla Hammera nie był to pierwszy komercyjny sukces, jego poprzednie wydawnictwo „ Let’s Get It Started” sprzedało się w prawie dwóch milionach egzemplarzy. Jednak nie miało na swojej trackliście takiego hita jak „U Can’t Touch This”. MC Hammer i Vanilla Ice przez kolejne lata będą stawiani w jednym rzędzie jako raperzy-zdrajcy, obwiniano ich za sprzedanie prawdziwego hip hopu. Zostali uznani za one hit-wonderów, których sukces opierał się w głównej mierze na wpadającym w ucho samplu. W przypadku Vanilli był to motyw zaczerpnięty od Queen i Bowiego, natomiast Hammer samplował „Super Freak” Ricka Jamesa. Coraz bardziej konserwatywne (w kontekście twardości, ale również jakości rapu) środowisko zaczęło dissować Hammera i Ice’a. Choć przy okazji kolejnej płyty („Too Legit to Quit) MC Hammerowi udało się zaprosić na plan klipu „2 Legit 2 Quit” (na marginesie jeden z najdroższych teledysków w historii) np. Eazy-E (jednego z najbardziej szanowanych ówcześnie raperów), to i tak musiał liczyć się z krytyką. Ice Cube w wideoklipie do „True To The Gamę” (kawałek opowiada o czarnych raperach, którzy przymilają się białej publiczności dla zysków, a druga zwrotka skierowana jest do Hammera) parodiuje kolorowy i taneczny wizerunek MC Hammera. LL Cool J w „To da Break of Dawn” wyśmiał rapera wersami „Mój stary nauczyciel WF-u nie powinien rapować”, co nawiązywało do dość obciachowych stylówek Hammera. Ostatecznie twórca „U Can’t Touch This” dostał nawet cios od… Vanilli Ice’a, który wcześniej supportował go na koncertach. Na początku lat dziewięćdziesiątych Vaniila Ice i MC Hammer nie byli jedynymi wykonawcami lżejszej wersji rapu. Istniał m.in. zespół „Kid’n’Play (Ice niespodziewanie zdissował ich w „Play That Funky Music”), Kriss Kross oraz oczywiście duet The Fresh Prince and Dj Jazzy Jeff. W 1993 roku wielkim hitem była piosenka „Informer” kanadyjskiego artysty Snow. Snow promowany był przez oldskulowego rapera MC Shana. Kanadyjczyki podobnie jak Vanilla Ice był białym gościem, który czasami śpiewał o miłości, innym razem o imprezach, gdzieniegdzie podkreślając, że uliczne życie nie jest mu również obce. Jednak jego legalny debiut pt. „12 Inches of Snow” to nieporównywalnie lepszy materiał, aniżeli ten z kolejnego akapitu.

Vanilla Ice – sukces, łatwy cel, biały raper z MTV

Na potrzeby tego tekstu przesłuchałem całe „To the Extreme” i nie było to miłe doświadczenie. Poza „I Love You” nie znalazłem tu żadnego numeru do którego miałbym ochotę wrócić jeszcze raz. Bity są mocno łopatologiczne, brzmią jakby były tworze kilka lat wcześniej. Pomimo tego popularność „Ice Ice Baby” sprawiła, że album sprzedał się w milionach egzemplarzy na całym świecie. W przeciwieństwie do MC Hammera, Vanilla nie otrzymywał wprost krytyki od pierwszej ligi rapu. Dlaczego? Na początku lat dziewięćdziesiątych nikt jeszcze nie znał Eminema, który dopiero nagrywał swoje pierwsza dema. Vanilla Ice był traktowany przez niektórych czarnoskórych raperów jako klaun, o którym nie warto wspominać. Miał też wcześniej wspominany background związany z supportowaniem największych gwiazd rapu, przez co chociażby Chuck D z szanowanej grupy Public Enemy, dawał mu wyrazy wsparcia. Zauważmy jednak pewną analogie, która najlepiej będzie widoczna w przypadku wspomnianego wcześniej kawałka Ice Cube’a. Ice Cube krytykował MC Hammera za ośmieszanie czarnej kultury i komercjalizację ich muzyki. Natomiast Vanilla był atakowany w głównej mierze przez białych raperów. Zanim „Ice Ice Baby” nie stało się światowym hitem, połączenie słów: raper i biały – nie współgrało ze sobą. Oczywiście byli chłopaki z Beastie Boys, ale istnieli na marginesie sceny, jako artyści łączący rap z punkiem, muzyką gitarową. W tamtym okresie mieliśmy również mieszane grupy jak „The Fat Boys” (2 czarnych i 1 biały) czy 3rd Bass (2 białych i 1 czarny), ale dalecy byli oni od hardcorowego wizerunku z ulicy. Biały raper kojarzył się jako element folkloru, którego trudno uznać za część prawdziwego środowiska. W 1990 roku albumem „Grits Sandwiches for Breakfast” zadebiutował Kid Rock. Jego płyta podobnie jak „To the Extreme”  brzmiała mocno anachronicznie i trafiła głównej do białej publiczności. Z przymrużeniem oka można uznać, że jedynym czarnoskórym, który wtedy traktował poważniej Roberta był Suge Knight. Plotka głosi, że to poprzez wielokrotny szantaż w stosunku do Ice’a, Suge zebrał fundusze na rozkręcenie wytwórni Death Row Records, która później wydawała m.in. Dr.Dre, Snoop Dogga, Tupaca, a przez chwilę kontrakt miał z nią podpisany… MC Hammer, kiedy akurat zmieniał styl na bardziej gangsterski. 

Oficjalne przytyki w stosunku do Vanilla kierowali chłopaki z 3rdBass, Mark Wahlberg (tak ten Mark, tylko z okresu, gdy chciał być raperem na wzór Ice’a) i po latach Eminem, który pragnął zerwać łatkę białego rapera jako punkowca albo nieudacznika. Nie można również zapomnieć o lekkim pstryczku od rockowej grupy The Offspring w „Pretty Fly”. Kawałek opowiadał o białym chłopaku z przedmieść, który bardzo pragnie zostać gangsta raperem, ale wszyscy wokół mają go za lamusa. Wersy: „He needs some cool tunes, not just any will suffice But they didn’t have Ice Cube, so he bought Vanilla Ice” – dobrze domykają klamrę omawianego tu prawdziwego rapera (Ice Cube) i białego wiggera (Vanilla Ice)

„Miłość w rytmie rap” – klapa za klapą

W rok 1991 Vanilla Ice wszedł ze statusem gwiazdy. Płyty szły jak świeże bułeczki, wielka trasa nadchodziła, hajs się zgadzał, choć rozliczenia za sample i spotkania z panem Knightem trochę uszczuplały budżet Roberta. Podobno włodarze wytwórni SBK widząc jakim hitem stał się film się „Chłopcy z sąsiedztwa”, gdzie jedną z główny ról zagrał Ice Cube, postanowili nakręcić coś podobnego z udziałem Vanilla Ice. Osobiście ta narracja nie do końca mi się łączy, ale dzięki niej będę mógł w dalszej części zastosować pewne analogie. Ice Cube zagrał w gangsterskim „hood movie” zlokalizowanym w ciężkim i pełnym przemocy afroamerykańskim świecie, a Ice Vanilla w biało centrycznym (nie licząc jego kilku czarnych ziomków) świecie, gdzie tutejsze bandziory wyglądają momentami groteskowo. Nie było przypadkiem to, że Ice Cube wraz z „Chłopakami z sąsiedztwa” rozpoczął na dobre aktorską karierę, a Vanilla Ice po roli w „Miłość w rytmie rap” już drugiej szansy nie dostał. „Miłość w rytmie rap” (org. „Cool as Ice”) to produkcja dla koneserów kampu. Vanilla Ice wcielił się w postać Johna. John jeździ na motocyklu, tańczy i rapuje – w skrócie Ice jest po prostu sobą tylko ma inaczej na imię. W tle jest historia miłosna głównego bohatera z niejaką Kathy i jej ojcem, który naraził się złym ludziom z miasta. Ten film ma swoje dobre momenty. Jednak głównie są te sekewnacje, gdy John jeździ na motocyklu (sam lub z Kathy) a całość uzupełniają wpadające w ucho piosenki. Soundtrack do filmu jest jego mocną stroną, choć nie zawsze jest to zasługa utworów Ice’a. Najprzyjemniej ogląda się te wszystkie romantyczne umizgi Johna do Kathy, ich tance wśród interesujących obiektów architektury, przypomina to reklamy z lat dziewięćdziesiątych lub wysokobudżetowy teledysk. Faktycznie, w ramach reklamy lub wideoklipu te kilka momentów spełniałoby swoją funkcję. Natomiast sam film jako całość jest po prostu nudny, oparty na kalkach wielu innych produkcji. Czasami jest nawet śmieszne, szczególnie polecam scenę, gdy John w stylu Van Damme’a nokautuje po kolei pięciu kolesi, którzy oczywiście zamiast rzucić się na niego od razu, czekają jak w tym memie „po kolei, spokojnie, żeby nikt dwa razy nie dostał”. Nie wiem, czy to była wizja Ice’a, który chciał pokazać jaki z niego jest twardziel, czy to twórcy pragnęli połechtać ego raperowi. „Miłość w rytmie rap” zarobiła jedynie lekko ponad milion dolarów przy sześciomilionowym budżecie. Krytycy zjechali wszystko, co dało się zjechać. W trakcie dwunastej gali Złotych Malin mało było kategorii, które nie zawierały kogoś z „Miłości w rytmie rap”. Sam Vanilla zdobył trzy nominacje, triumfując w kategorii „Najgorsza nowa gwiazda”. 

Vanilla Ice próbujący być aktorem.

Regres, upadek i znalezienie nowej drogi. 

Po gigantycznej klapie filmu, Ice nabierał dystansu do rad wytwórni SBK. Miał również dość wykreowanego wizerunku śmieszka, luzaka, ubranego w pstrokate stroje w kolorze amerykańskiej flagi – na marginesie, mi się podobały. Po odbyciu dużej trasy koncertowej po Stanach Zjednoczonych w 1991 roku, artysta ruszył na podbój pozostałych kontynentów w 1992 roku, a w 1993 zawitał do Europy. Choć w różnych zakątach świata Vanilla wciąż cieszył się niesłabnącą popularnością, od jego ostatniego hitu minęły trzy lata. W kwestii koncertów Ice kuł żelazo póki gorące, ale przez bycie w ciągłej trasie nastąpił zastój w tworzeniu nowych numerów. Ameryka powoli zapominała o twórcy „Ice Ice Baby”, a Robert po skończeniu wielomiesięcznej trasy nie wrócił od razu do studia, a wsiadł ponownie na motocykl. Szczególnie podczas pierwszej części zagranicznej trasy Ice wciąż utrzymywał pstrokaty, grzeczny wizerunek, grając stare, taneczne piosenki. Za kulisami mając dość bycia „kolorowym ptakiem” zaczął stopniowo uzależniać się od różnej maści używek i tatuaży. W wywiadzie z 1993 roku udzielonym podczas koncertu w Rosji, możemy zauważyć stopniowe zmiany w image’u u rapera. Choć wciąż dominują jasne kolory i pozytywny vibe, to już nie jest ten Vanilla sprzed 2/3 lat. Raper po latach przyznawał, że był to okres, gdy palił olbrzymie ilości marihuany, która wprowadzała go w nastrój kolejnego materiału. Wydany w 1994 roku album „Mind Blowin’” był wizerunkową zmianą o 180 stopni. Włodarze SBK nie byli zachwyceni nową kreacją Ice’a – dredy, grunge’owe koszule, ciemne bluzy. Choć w teledyskach wciąż były elementy taneczne, to jednak zamiast kolorowych ruchów Ice’a, tańczyły półnagie dziewczyny albo złowrogo wyglądający kolesie na tle ciemnych zakątków, gdzie bez znajomości raczej strach samemu chodzić. Wydaje się, że Vanilla podobnie jak MC Hammer próbował zmienić swój taneczny, grzeczny wizerunek na rzecz bardziej męskiego, by nie powiedzieć gangsterskiego. Choć Ice od początku stawiał na braggadocio to jednak jego panczlajny były eufemistycznie pisząc – przeciętne. Na „Mind Blowin’” odpowiadał na zaczepki 3rdBass, Markyego Marka, ale również dissował MC Hammer. Płyta przeszła zupełnie bez większego echa. Gdyby „Mind Blowin” trafiło na półki pod koniec 1991 roku lub na początku kolejnego, zapewne owa przemiana byłaby szeroko komentowana w mediach i napędzała sprzedaż. 22 marca 1994 (data wydania „Mind Blowin’”) Vanilla Ice w Stanach był już reliktem przeszłości. Na listach rozsiadał się grunge, w rapie rozpoczęła się krótka era Tupaca i Biggiego, a muzyka taneczna i wszelkie kolorowe wdzianka były określane jako symbol kiczu. Co prawda Vanilla Ice mógłby śmiało podbijać Europę, która rozkochiwał się w muzyce eurodance, ale Robert Matthew Van Winkle był już wtedy na krawędzi upadku – próbował popełnić samobójstwo, uzależniony od marihuany, kokainy, ekstazy czy heroiny. W końcu w połowie 1995 roku stanął na nogi, odrzucił większość używek, ale nie wrócił już do bycia panem „Ice Ice Baby”. Zaczął mieszać rap z metalem, nu metalem, rapcorem, ogólnie z ostrą muzyką gitarową. Artysta nigdy już nie zasiadł na szczytach list przebojów, rzadko plasując się chociażby na ich końcowych miejscach. Zamienił śmietankę showbiznesu na znajomości z mocno specyficznym i podziemnych grupami w stylu Insane Clown Posse. Chociaż przełom tysiącleci to czas różnych rapcorowych zespołów np. Limp Bizkit, Vanilla nigdy nie miał takiej charyzmy, żeby osiągnąć sukces w tym trendzie. Czasami MTV zapraszało go do siebie, żeby powspominał czasy „Ice Ice Baby”, a najwięcej sławy przynosiły mu zaczepki ze strony Eminema. Eminem przez pierwsze dwa, trzy lata za wszelką cenę próbował uświadomić wszystkim, że nie jest drugim Vanilla Ice, dlatego co jakiś czas zaczepiał w swoich kawałkach Ice’a. Na wydanym w 2001 roku albumie „Bi-Polar” Vanilla odpowiedział kilkukrotnie na wersy Eminema, ale raper z Detroit nie był już zainteresowany kontynuacją konfliktu. W 2009 roku Robert wystąpił w teledysku Eminema pt.„We Made You”

Początek zmian wizerunku Ice’a

Zapewne już do końca swoich dni Vanilla Ice będzie kojarzony z piosenką „Ice Ice Baby” i ówczesnym wizerunkiem. Późniejsza historia artysty pokazała, że miał po prostu szczęście i wbił się w odpowiedni moment z kilkoma wpadającymi w ucho singlami.  Ice nie był ciekawy, intrygujący jako raper, metalowiec. Czy gdyby nie zbuntował się chwile po swoim sukcesie mogły wyciągnąć ze swojej kariery więcej? Jak wspomniałem powyżej boom na muzykę taneczną przemijał, ale z drugiej strony pomimo porażki „Miłości w rytmie rap”, Vanilla był wciąż poważną personą w showbiznesie, m.in. przez romans z Madonną i gdyby chciał pozostać w ramach bycia gwiazdą pop, to pewnie jeszcze z dwa albumy by „pociągnął” na wykreowanym wizerunku. Tak się jednak nie stało. 

Historia Roberta Matthew Van Winkla może być przestrogą, nauczką dla wielu początkujących artystów. Więcej na temat Vanilla Ice dowiecie się z czwartego odcinka „Z popkulturą na Ty”

PS. Koniecznie sprawdźcie parodię Ice’a w wykonaniu Jima Carry’ego z programu „In Living Color”

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Damian Kaźmierczak

Damian Kaźmierczak

Od dziecka zafascynowany popkulturą, w szczególności kinematografią, muzyką, literaturą i sztuką. Wciąż nie może zdecydować się, czy jego ulubionym filmem jest „Wolny dzień Ferrisa Buellera” czy „Ludzie honoru”. W tekstach stara się łączyć różne elementy popkultury i analizować je pod kątem historycznym, socjologicznym. Montażysta, scenarzysta, człowiek renesansu. Nie wyobraża sobie życia bez aktywności fizycznej, ostatnio szczególnie pochłania go koszykówka i tenis.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy