„Wszystko dla N” Kanae Minato, wydane u nas przez Wydawnictwo Tajfuny w przekładzie Anny Wołczyrz, przykuło moją uwagę za sprawą szalenie interesującego punktu wyjścia. Japońska powieść zaczyna się bowiem wprowadzeniem do zawiązania akcji, czyli w tym wypadku momentu, w którym w eleganckim apartamencie na 48. piętrze ginie zamożne małżeństwo: Naoko i Noguchi. Czterej świadkowie zdarzenia – studentka Nozomi i jej przyjaciel karierowicz o tym samym imieniu, początkujący pisarz Nishizaki oraz ambitny Naruse – połączy tym samym splot wielu interesujących zbiegów okoliczności. I to znacznie bardziej wykraczających poza fakt, że wszyscy bohaterowie „Wszystko dla N” mają, doprawdy, imię zaczynające się na wskazaną w tytule literę. Powieści Minato daleko jednak do klasycznie rozumianego kryminału, choć jej bohaterowie, jak w najlepszych przedstawicielach tego gatunku bywa, motywowani będą przede wszystkim namiętnością. Szybko jednak przekonamy się, że postawione przed czytelnikiem dotarcie do szeroko rozumianej prawdy – jeśli oczywiście założymy istnieje jednej, uniwersalnej – nie będzie prostym zadaniem.
Same założenia fabularne pozycji Tajfunów bezsprzecznie przyciągnęły moją uwagę. Jak jednak się to wszystko czyta? Wspomniany punkt wyjścia jest bardzo intrygujący, przez co pierwszy rozdział, w którym śledzimy losy z pierwszoosobowej perspektywy Sugishity Nozomi aż do „morderczego” momentu zawiązania akcji, to błyskawiczna i wciągająca lektura. Autorka bardzo zgrabnie rozstawia pionki na fabularnej planszy, aby zbudować przed czytelnikiem wszystkie niezbędne elementy intrygi. I kiedy już nam się zdaje, że całość „Wszystkiego dla N” przebiegać będzie tak linearnie, jak sam początek, rozpoczynają się frustrujące zabawy z narracją. Gdy bowiem poznamy jedną stronę opowieści, historia – zamiast rozwijać – cofa czytelnika w czasie, aby przybliżyć mu wszystkich bohaterów i ich kluczowe dla całości punkty widzenia i motywacje. I gdy znowu przybliżymy się do nocy morderstwa, wskazówki zegara ponownie cofną nas do samego początku – bogatszych jednak tym razem o o nową, kluczową wiedzę. Oznacza to, że dotarcie do prawdy będzie drogą wypełnioną wspomnieniami i wątpliwościami, a nasze pierwsze wrażenia dotyczące konkretnych wydarzeń szybko ujawnią się jako zasłona dymna przed ukrytym bólem i psychologiczną niepewnością bohaterów. Lecz co jest w tym wszystkim bardzo ważne – autorka doskonale wie, że historia o morderstwie ma w sobie ograniczoną ilość fabularnej pary, przez co książka nie nadużywa swojej gościnności i bardzo zgrabnie zamyka się w nieco ponad 200 stronach. I ta ograniczona rozpiętość powoduje, że wiele eksperymentów Minato, które w bardziej rozległych powieściach mogłyby zmęczyć, tutaj uchodzą autorce zdecydowanie na sucho.

Lecz co właściwie jest zasadniczą treścią „Wszystkiego dla N”? Zagadka morderstwa to tylko pretekst, aby opowiedzieć o przede wszystkim trzech emocjach: strachu przed przyszłością, tęsknocie za domem rodzinnym i samotności. Bohaterowie, którzy szykują plan „uratowania księżniczki z wieży”, pozornie są od siebie bardzo różni, lecz prawie wszyscy z nich wyrośli z ubogiego środowiska, do którego za wszelką cenę nie chcą powrócić. Motywowani trudną sytuacją finansową i ambicją, zmuszeni będą zmierzyć się m.in. z niełatwą, rodzinną przeszłością i życiem z dnia na dzień – nie bez znaczenia Sugishita, Ado i Nishizaki poznają się podczas tajfunu, który uszkodzi dach zamieszkałego przez nich, leciwego budynku. Kluczowy jest również aspekt ich pochodzenia – w dużej mierze są to młodzi dorośli z japońskich wysp, rozpaczliwie próbujący znaleźć swoje miejsce w wielkim i obcym dla nich Tokio, mieście szans, ale również rozczarowań. Historia – w ramach której to właśnie zamożni, na skutek splotu okoliczności, ostatecznie stracą życie – momentami przypomina przy tym „Parasite”, czyli energiczne i pełne zwrotów akcji zderzenie ze sobą dynamiki skrajnych klas społecznych. Lecz w odróżnieniu od filmu Bonga, opowieść zaproponowana przez Minato jest znacznie bardziej sentymentalna – równie ważne, co portrety psychologiczne bohaterów, są tu retrospekcje, które z każdym kolejnym rozdziałem zyskują na głębi w kontekście starannie utkanej całości. Każdy kolejny krok do przodu wiąże się tym samym z dwoma w tył, co niekoniecznie przypadnie do gustu czytelnikom oczekującym wartkiej, zwrotnej akcji.
Ci jednak, którzy czerpią przyjemność z cierpliwych narracji, poczują się tu jak w domu. Choć zmiany tonalne, wynikające z przeskoku między perspektywami odmiennych bohaterów, momentami mogą wytrącić nieco z tropu, przez większość czasu „Wszystko dla N” nie traci przyjemnego skupienia, pozwalając nam z łatwością odkrywać kolejne warstwy tej wielowymiarowej historii. I choć łatwo tu o poczucie niedosytu – jak wspomniałem, mówimy tu o zaledwie 200 stronach, na przestrzeni których rozlewa się sporo, mniej lub bardziej pogłębionych, indywidualnych wątków postaci orbitujących wokół zasadniczego, głównego – całość nie traci dzięki temu lekkości do samego końca. Czyni to z „Wszystkiego dla N” idealną lekturę w podróży – czy to do śledzenia wzrokiem, czy słuchania, gdyż audiobbook starannie czytany przez Izabelę Szelę również sprawdzi się tu bardzo dobrze. No, mówimy o pozycji azjatyckiej, więc w przypadku wersji słuchanej na początku skłamałbym, gdybym nie przyznał, że nie myliły mi się nieco ze sobą imiona bohaterów, ale bez obaw – bardzo szybko połapiecie się, kto jest kim. I niech ta niewielka objętość Was nie zwiedzie, gdyż za tą pozornie lekką opowiastką kryje się naprawdę sporo wartych szerszej uwagi refleksji i emocjonalnej głębi.
Książkę „Wszystko dla N” autorstwa Kanae Minato zrecenzowaliśmy na podstawie egzemplarza recenzenckiego zapewnionego przez Wydawnictwo Tajfuny – dzięki!
Przeczytaj również: „Tik-tak”. Bijące serce mechanicznej przyszłości [RECENZJA]