Jeszcze do 30 listopada trwa 19. edycja Festiwalu Filmów Azjatyckich Pięć Smaków, największego tego typu wydarzenia w Polsce. Choć pokazy w Warszawie dobiegły końca, przed widzami jeszcze tzw. „repliki” festiwalu w czterech polskich miastach – w Poznaniu, w Łodzi, w Gdańsku oraz we Wrocławiu – oraz trwająca do końca miesiąca edycja online. W przypadku Pięciu Smaków jest ona jednak o tyle istotna, że w odróżnieniu od wielu innych festiwali oferta filmów dostępnych „zdalnie” jest znacznie bardziej okazała, niż moglibyśmy początkowo przypuszczać. Zachęcony różnorodnym programem, w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę szczególnie na sekcję „Odrestaurowana klasyka”, w ramach której widzowie mogą zapoznać się z klasykami kina hongkońskiego w odnowionej cyfrowo formie. Tym samym trafiłem na dwie bardzo niebanalne produkcje – „Panią Dong” (T’ang Shushuen, 1985) i „Pana Wampira” (Ricky Lau, 1985), z czego ten drugi miałem również okazję obejrzeć na wielkim ekranie. I choć są to filmy, poza zbieżnością tytułów, zgoła odmienne, oba są równie interesujące i warte uwagi wszystkich, którzy w coraz chłodniejsze, jesienne wieczory zapragną obejrzeć coś fascynująco nietuzinkowego i na wskroś „smacznego”.
Pani Dong
Hongkoński kandydat do Oscara w 1970 roku. „Pani Dong”, międzynarodowo zatytułowana „The Arch” (a oryginalnie „Dǒng Fūrén”), przenosi nas do XVII wieku i opowiada o tytułowej kobiecie, będącej wdową po zasłużonym w boju żołnierzu. Pani Dong, żyjąca od momentu śmierci partnera w konsekwentnym celibacie, ma wkrótce zostać uhonorowana budowlą: okazałym łukiem cnoty, co momentalnie czyni z niej najznamienitszą osobistość w całej wiosce. Sytuację znacząco komplikuje jednak moment, gdy pod jej dach wprowadza się poszukujący noclegu kapitan okolicznych wojsk, do którego Dong zaczyna przejawiać coraz większą sympatię. Co więcej – mężczyzna wpada również w oko jej nastoletniej córki. Coś, co początkowo może brzmieć jak tania telenowela, szybko zaczyna jawić się jako przejmujący dramat historyczny o złożoności ludzkich uczuć i nie dającej się poskromić samotności.

Film Shushuen to bardzo unikalne dzieło pod kątem formalnym. Choć stanowi przede wszystkim adaptację popularnej, chińskiej opowieści ludowej, historia w „Pani Dong” została opowiedziana za pomocą wielu nowofalowych, eksperymentalnych zabiegów, co czyni z produkcji film nietypowy jak na swoje czasy i po dziś dzień absorbujący. Eksperymentalna forma – przejawiająca się m.in. dynamicznym montażem czy nietypową pracą kamery, szczególnie w przypadku zbliżeń na twarzy postaci – czyni z tej prostej opowieści łatwe w śledzeniu, ale i angażujące, refleksyjne studium charakteru. To poruszający seans, i nawet, jeśli chłodny dystans reżyserii nie pozwoli wam w pełni zanurzyć się w tę historię, warto zobaczyć ją choćby dla tego, by na naocznie przekonać się, jak wyglądały pierwsze, produkowane niezależnie filmy w Hongkongu.
Pan Wampir
Szalenie interesujący film, który momentami wzbudził we mnie wątpliwość, czy nadal przebywam na „Pięciu smakach”, czy może jednak na „Splat! Film Fest”. Nie dajcie się jednak zwieść – choć „Pan Wampir” (a właściwie – „Geung see sin sang”) od Ricky’ego Lau ma w sobie wiele pulpy, jest to film przede wszystkim imponujący ambitną realizacją i zaskakującą, jak na swój gatunek, dbałością o szczegóły. A przy tym wszystkim pozostaje, w gruncie rzeczy, bardzo rozrywkową produkcją opowiadającą o… wampirach, które przemieszczają się, skacząc groteskowo do przodu niczym bohaterowie platformowej gry komputerowej.

Choć, aby oddać sprawiedliwość, należy wspomnieć, że nieumarli w „Panu Wampirze” to nie do końca wampiry, a jiangshi – stworzenia z chińskiego folkloru, stanowiące nieco mieszankę cech przypisywanych dzisiejszym zombie i właśnie szeroko rozumianym wampirom. Tym samym film, który z początku może wydawać się wyłącznie czystą, zabawą gatunkową, stanowi bardzo ważny kamień milowy dla hongkońskiego kina rozrywkowego, a konkretnie: podgatunku komediowego kung fu. Warto wspomnieć, że obraz powstał z inicjatywy Sammo Hunga – jednego z najważniejszych artystów hongkońskiego kina sztuk walki. Nic więc dziwnego, że „Pan Wampir” imponuje choreografią i aranżacją poszczególnych scen – to solidny, kolorowy film, którego nawet raz trafiające mniej, a raz bardziej komediowe wyczucie nie ciągnie za bardzo w dół. To też doskonała okazja, aby zaznajomić z bogatym repertuarem „Pięciu smaków” rodzinę i znajomych, którzy jeszcze nie złapali bakcyla na azjatycką kinematografię. W końcu kto nie chciałby obejrzeć filmu o skaczących wampirach?
19. Festiwal Filmów Azjatyckich Pięć Smaków w edycji online trwa, w ramach której obejrzycie „Panią Dong” i „Pana Wampira”, trwa do 30 listopada. Na oficjalnej stronie festiwalu znajdziecie również informacje o stacjonarnych replikach repertuaru.
Przeczytaj również: „Uciekinier”. Nierówne tempo biegu [RECENZJA]