Sukces serialu „Fallout” to dla mnie wciąż fenomen. Uważam, że w ostatnich latach dostaliśmy kilka zaskakująco dobrych adaptacji gier, jednak to niekwestionowany sukces „Fallouta” jest dla mnie chyba najbardziej zaskakujący. Serię gier można zinterpretować bardzo różnie, np. w bardziej poważnym tonie. Jednak ten przerysowany, ale nie przeszarżowany świat oraz jego głupkowaci i uroczy w swojej naiwności bohaterowie, kupują mnie najbardziej.

Drugi sezon serialu „Fallout” jest bezpośrednią kontynuacją wątków z pierwszej serii. Co jednak najistotniejsze, pierwszy odcinek sugeruje równie wysoki poziom. Choć osią fabuły serialu są zupełnie nowi bohaterowie, to jest tutaj masa nawiązań do gier. Na przykład w lokacjach czy ważnych dla uniwersum postaciach.

Pierwszy odcinek kontynuacji w znacznej mierze przypomina nam w jakim miejscu jesteśmy. Pozostaje uzupełnieniem finału pierwszego sezonu i nakreśla cel głównych bohaterów. Skupia się na Ghulu i Lucy. Ich relacja się rozwija, a wspólny cel kształtuje. Przede wszystkim widać jak Lucy coraz lepiej rezonuje ze światem zewnętrznym, który nie tak dawno był jej zupełnie obcy. Lubię ten duet, tych bohaterów, którzy w dalszym ciągu są dla siebie antagonistami, ale współpracują z jakiegoś dziwnego i pokrętego powodu. Wyznający zupełnie inne wartości, mające kompas moralny skierowany z przeciwnych kierunkach.

Na chwilę wracamy do krypty aby przypomnieć o trwającym tam konflikcie, jednak ten wątek jest w odcinku pierwszym ograniczony. Jednak należy uważnie go śledzić, ponieważ odnoszę wrażenie, że działania Norma (młodszego brata Lucy), będą miały olbrzymie konsekwencje. Nie ma w tym odcinku Maximusa ale niewątpliwie jego wątek będzie nie mniej ciekawy, co historia Lucy i Ghula. Jestem fanem tego rozwiązania. Odcinek mógłby być niepotrzebnie zbyt długi. W kolejnym odcinku już na pewno zobaczymy adoratora Lucy.

Fallout
fot. Prime Video

Jest krwawo, bez cackania się i slapstickowo. Uwielbiam wiarygodność tego świata i tych szalonych bohaterów. Sezon drugi jest póki co nawet lepiej oceniany w serwisie Rotten Tomatoes, niż debiutancki. Ponadto, cała masa nawiązań do „Fallouta: New Vegas” i „Fallouta 4”.

Przeczytaj również: „Gry, których nie było”. Upadek idei, czyli wysypisko gamedevu [RECENZJA]

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze