Zapewne większość z was kojarzy buty o nazwie Air Jordan. Kultowy model zawładnął ulice większości światowych miast. Jednak jeśli znajdują się tu osoby, które nie znają historii Air Jordan, z pomocą przychodzi im Ben Affleck i jego film „Air”. 

Ben Affleck – reżyser z odpowiednim kunsztem i nieudanym debiutem

W kwestii umiejętności aktorskich Bena Afflecka odbiorcy są podzieleni. Jednak w przypadku reżyserii, Affleck otrzymuje najczęsciej przychylnie opinie zarówno od krytyków, jak i widzów. Na marginesie warto przytoczyć tu nieoficjalny reżyserski debiut Afflecka pod skomplikowanym tytułem „I Killed My Lesbian Wife, Hung Her on a Meat Hook, and Now I Have a Three-Picture Deal at Disney” z 1993 roku. Film powstawał jeszcze przed „Uczniowską balangą” Richarda Linklatera, czyli pierwszą produkcją, dzięki której Ben Affleck zyskał rozpoznawalność. Po latach aktor wyznał, że wstydzi się „I Killed My Lesbian Wife, Hung Her on a Meat Hook, and Now I Have a Three-Picture Deal at Disney”, wyznając, że był to jeden z kilku krótkometrażowych filmów, które robił z myślą o zostaniu reżyserem, a na jego nieszczęście powyższy tytuł trafił do Internetu i prześladuje go do dziś, w przeciwieństwie do paru innych produkcji, które zostały jedynie na głęboko skrytych taśmach osób biorących w nich udział. Dlatego za pierwszy oficjalnym film wyreżyserowany przez Bena Afflecka należy uznać „Gdzie jesteś, Amando?” z 2007 roku. 

„Air Jordan” – historia buta, który zmienił grę

Na początku lat osiemdziesiątych liga NBA przeżywała odrodzenie po kilku latach zapaści. Było to powiązane z rywalizacją Los Angeles Lakers i Boston Celtics, a w szczególności pojedynku pomiędzy Magicem Johnsonem i Larrym Birdem. Na tle tego konfliktu rodziła się nowa gwiazda, która na imię miała Michael a na nazwisko Jordan. Młodzian już od czasów draftu z 1984 roku, rozpychał się łokciami i walczył o swoje. W tym czasie, w kwestii butów dla koszykarzy brylowały dwie marki: Converse i Adidas. Converse było związane z NBA od początku jej istnienia. To właśnie Converse miało w swojej „stajni” Magica i Larry’ego. Natomiast Adidas na początku lat osiemdziesiątych stawał się znakiem rozpoznawczym dla młodych i modnych. Nike przy obu firmach wypadł blado, ale m.in. dzięki Jordanowi z czasem stało się numerem jeden.

„Air” – idealne kino do niedzielnego obiadu

Prawie dwie godziny seansu z filmem Afflecka minęły mi w mgnieniu oka. Dobrze prowadzona oś fabularna, ponad przeciętne aktorstwo, sam Ben w roli lekko zwariowanego szefa bawił. Matt Damon solidnie rozpracował postać Sonny’ego Vaccaro. Viola Davis w roli matki Michael’a mogłaby stanowić wzór silnej i nieugiętej kobiety, która walczy o przyszłość swojego syna. Ben Affleck z twórcami odrzucili zaaranżowanie specjalnej ścieżki dźwiękowej, zamiast tego postawili na kompilacje największych hitów z lat osiemdziesiątych. Użyta tu muzyka idealnie oddaje klimat tamtej epoki. 

Film o Jordanie bez Jordana

Największym mankamentem „Air” albo po prostu absurdem, który razi w trakcie oglądania, była sama postać Michaela Jordana. Z początku myślałem, że Jordan nie dał zielonego światła na projekt i stąd jego postać odgrywa „duch”. Jak się okazało Michael brał czynny udział w produkcji filmu i to on zasugerował, żeby na pierwszy plan w rodzinie Jordanów wysunąć postać jego matki. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że ciężko jest w sensowny sposób ominąć osobę Jordana w kontekście filmu, który w dużej mierze opiera się na jego osobie.

Scena, gdy rodzina Jordanów przychodzi na specjalne spotkanie w firmie Nike, a Michael jak jakiś zawstydzony sześciolatek odwraca się plecami i w kącie spogląda na obrazy na ścianie jest pozbawiona sensu. Znając historię Michaela Jordana, trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, że MJ w trakcie tak ważnego spotkania odwraca się plecami, gdy do niego mówią i filuje ściany sali. O ile w innych fragmentach byłem jeszcze w stanie zaakceptować zmarginalizowanie Jordana, to sami zobaczcie powyżej opisywaną sekwencję, po prostu źle to wygląda. 

Jednak poza powyższym aspektem, mogę wam w stu procentach polecić „Air”. Szczególnie jeśli interesujecie się: NBA, sneakersami albo lubicie klimat lat osiemdziesiątych. Ben Affleck po raz kolejny potwierdził, że jako reżyser reprezentuje poziom więcej niż przyzwoity, a obyczajowe historie, które bierze na warsztat potrafi umiejętnie zobrazować. 

Czytaj także: „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat” już na Disney+

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Damian Kaźmierczak

Damian Kaźmierczak

Od dziecka zafascynowany popkulturą, w szczególności kinematografią, muzyką, literaturą i sztuką. Wciąż nie może zdecydować się, czy jego ulubionym filmem jest „Wolny dzień Ferrisa Buellera” czy „Ludzie honoru”. W tekstach stara się łączyć różne elementy popkultury i analizować je pod kątem historycznym, socjologicznym. Montażysta, scenarzysta, człowiek renesansu. Nie wyobraża sobie życia bez aktywności fizycznej, ostatnio szczególnie pochłania go koszykówka i tenis.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy