Zeb Wells przybywa, by uratować postać Spider-Mana po bardzo słabym runie Nicka Spencera. Czy Korporacja Beyond daje nadzieję na wzrost poziomu popularnej serii o pajączku? Cóż… Nie do końca.

Ben Reilly, klon Spider-Mana, znów w akcji! Przeszedł przez piekło, ale teraz, dzięki pomocy korporacji Beyond, wraca do Nowego Jorku i ma ambicję stać się najlepszym Spider-Manem w historii. Benowi na pewno przyda się wsparcie techniczne i dobre szkolenie, ale o to zadbają pracownicy korporacji. Jego działania ściągają jednak uwagę Morbiusa i Kravena, którzy jak zawsze są żądni krwi. Czy z nimi da sobie radę sam? Peter Parker nieprzytomny trafia do szpitala. Lekarze nie potrafią mu pomóc, ciocia May decyduje się więc na bardzo zaskakującą współpracę, żeby go ratować.
Na papierze fabuła prezentuje się… znośnie, choć na pewno z większym potencjałem, niż to co przedstawił nam Spencer. Problemem komiksów ze Spider-Manem jest to, że twórcy na siłę trzymają się utartych schematów i boją się ponieść wodze fantazji. A przynajmniej jest tak w przypadku głównej serii, bo przecież w ubiegłym roku zadebiutował również kapitalny „Ultimate Spider-Man” Jonathana Hickamana, w którym autor zaoferował zupełnie inne podejście do dobrze znanej nam historii i wyszło mu to na olbrzymi plus.
Można Wellsowi zarzucić również to, że Korporacja Beyond do złudzenia przypomina wydarzenia z kultowej Sagi Klonów, w której Ben staje się Spider-Manem, gdy Peter znajduje się w szpitalu. Identyczny motyw, tylko ze zmienionymi szczegółami, zaprezentował w Korporacji Beyond Zeb Wells, a to powoduje u mnie nieco zniesmaczenia.
Nawet o grafice i rysunkach nie jestem w stanie napisać nic odkrywczego, bo ta jest najzwyczajniej w świecie zwykła i niczym nie wyróżniająca się od innych komiksów. Cytując klasyka: niby człowiek wiedział, ale jednak się łudził.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od wydawnictwa Egmont, za co serdecznie dziękujemy. Recenzowany komiks znajdziecie tutaj.
Przeczytaj również: „Tytani. Świat bestii” – tom 1 [RECENZJA]