Miesiące lecą, a my dalszej nie zakończyliśmy runu Nicka Spencera. „Amazing Spider-Man. Spisek Kameleona” to czternasty tom niesławnej wydmuszki, która wydaje się ciagnąć w nieskończoność. To niesamowite, jak po dobrym starcie, run ten staje się z tomu na tom coraz gorszy.
Tablica Linii Życia wpadła w łapy Wilsona Fiska, a ten nie wahał się, jak jej użyć: ożywił swojego syna Richarda. Jego wątły sojusz z Normanem Osbornem stracił więc rację bytu. Łatwo przewidzieć, jakie mogą być tego konsekwencje.
Tymczasem Kameleon knuje złowieszczy plan. Żeby go powstrzymać, Spidey będzie musiał połączyć siły ze swoją… siostrą Teresą. A podobno z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. Czy zatem ta współpraca oznacza, że szczęście Parkera się podwoi? Nie wróży im to powodzenia, tym bardziej że Kameleon też zjednał sobie całkiem potężnych sojuszników. Cóż, nikt nie mówił, że superbohaterom łatwo zadbać o szczęśliwe zakończenia.
Z racji tego, że po mału kończymy serię, to Nick Spencer zaczyna domykać przedstawione w niej wątki. Po zakończeniu relacji Petera i Boomeranga przychodzi moment na zwieńczenie historii tytułowego Kameleona. Co więcej, scenarzysta przypomina czytelnikom wiele różnych wątków, które przewijały się przez cały czas wydawania tej serii. Niestety, po raz kolejny okazują się one jedynie zapychaczem, które mają na celu dociągnąć serie do końca w wyznaczonej ilości zeszytów. Po raz kolejny obserwujemy zatem grzechy Nicka Spencera, który przesadza z ilością otwartych wątków, nie skupiając się na odpowiednim rozwinięciu i zakończeniu przynajmniej jednego z nich. Nie otrzymujemy zatem wciąż ciekawego zwieńczenia historii syna Wilsona Wiska oraz Kindreda. Zamiast tego istotną postacią jest Kameleon, ale główne skrzypce gra tutaj Teresa Parker.

W komiksie pojawia się również wątek zmartwychwstałego Neda Leedsa, a Spider-Man musi mierzyć się z innymi wrogami, takimi jak Change czy Jack O’Lantern. Po co tyle tego Panie Spencer? To mój główny zarzut do komiksu, który bardzo szybko stał się bezsensownym zapychaczem, który mocno niszczy obraz, który w przeszłości stworzyły inny komiksy o Spider-Manie. Obraz kapitalnych komiksów, z cudownym storytellingiem i włożonym w to serduchem. Ja tutaj tego serca i zaangażowania absolutnie nie czuję, co jest dla mnie o tyle przykre, że Spider-Man to przecież mój ulubiony bohater Marvela.
Zdecydowanie lepiej to wygląda od strony wizualnej, albowiem rysunki trzymają poziom. Nie są co prawda nad wyraz wybitne, jednak historia pokazuje, że może być gorzej. Są one dynamiczne i pasują do fabuły. Kolorystycznie też wypada to dobrze. Niestety, rysunki to nie wszystko, a przynajmniej nie dla mnie. Wcale nie ratują komiksu, który w ostatecznym rozrachunku wypada po prostu słabo.
Niewątpliwie podczas początkowego procesu pisania komiksu Nick Spencer miał na niego jakiś pomysł. Niestety, pomysł ten abolutnie nie poradził sobie z rzeczywistością, z którą zderzył się dosyć brutalnie. Nie wiem od czego to zależy, czy to zły dobór scenarzysty, czy po prostu totalne przekombinowanie i próba upchania w fabułę tysiąca wątków. Z bólem serca, ale cieszę się, że po mału dochodzimy do końca tej odsłony „Amazing Spider-Mana”.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Egmont Polska, za co serdecznie dziękujemy. Recenzowany komiks znajdziecie tutaj.
Przeczytaj również: „Lucky Luke. Zasieki na prerii” [RECENZJA]
[…] PrevPoprzedni„Amazing Spider-Man. Spisek Kameleona” – tom 14 PrevPoprzedni […]