Choć od premiery „Columbus” minęło już prawie osiem lat, moje pierwsze spotkanie z filmem Kogonady przypadło dopiero na końcówkę zeszłego roku. Obraz zrobił na mnie jednak spore wrażenie: subtelnością, zdjęciami i świetnie napisanymi dialogami.
Samotność w Columbus
Film ilustruje losy Jina i Casey, którzy choć na pozór zdecydowanie się od siebie różnią, z czasem odkrywają, że łączą ich podobne dylematy i zmartwienia. Jin (John Cho) to czterdziestokilkuletni tłumacz, który przyjeżdża do Columbus, aby zaopiekować się będącym w śpiączce ojcem. Mężczyzna przypadkiem natrafia na świeżą absolwentkę liceum – Casey (Haley Lu Richardson). Dziewczyna pracuje w lokalnej bibliotece, w głębi marząc o dostaniu się na studia wyższe. Brak wystarczających środków finansowych, a przede wszystkim opieka nad chorą matką, nie pozwalają nastolatce na realizację własnych celów. Zarówno Jim, jak i Casey czują się samotni, wyobcowani i przytłoczeni przez życie. Choć między nimi jest wiele różnic: wiek, status finansowy, społeczny, to łączy ich miłość do architektury i pragnienie znalezienia drugiej osoby z którą mogliby szczerze porozmawiać
Zachwycające ujęcia i minimalistyczna gra aktorska
Zamiłowanie bohaterów do pięknych obiektów, znajduje swoje odzwierciedlenie w zrealizowanych zdjęciach. Film oferuje malownicze ujęcia wielkich monumentów, małych budynków i przestronnych lokalizacji. Miłośnicy architektury na pewno nie będą zawiedzeni!

John Cho i Haley Lu Richardson rozgrywają aktorską partię minimalistycznie, idealnie wpasowując się w główny ton filmu. Na drugim planie pojawiają się m.in. Parker Posey i Rory Culkin.
Kogonada – perfekcjonista
Film jest reżyserskim debiutem Kogonady. Artysta dał się poznać wcześniej jako uznany twórca wideo-esejów. Koreańczyk od zawsze zafascynowany był znaczeniem obrazu. Dlatego w jego pierwszej produkcji widzimy dobrze skrojone kameralne ujęcia, dbałość o najmniejsze szczegóły. W „Columbus” Kogonada ukazał się również jako sprawny scenarzysta oraz utalentowany montażysta. W niektórych momentach (chociażby scena rozmowy w samochodzie) możemy odnieść wrażenie, że reżyser postawił kamerę na tylnim siedzeniu i pozwolił bohaterom zabrać widzów w podróż po ich życiu.
Slackerzy XXI wieku
Jeśli interesujecie się historią amerykańskiej kinematografii to pojęcie „Slackerów” zapewne nie jest wam obce. Film „Slacker” był przełomowym dziełem w karierze Richarda Linklatera. Tacy twórcy, jak wyżej wspomniany Linklater, Kevin Smith (o którym napisałem osobny tekst) czy Whit Stillman w swoich pierwszych produkcjach stawiali przede wszystkim na dopracowane dialogi. Analogiczną postawę możemy zauważyć u Kogonady. Powolne, skupione na rozmowach bohaterów dzieło, w którym płynnie prowadzony dialog staje się najciekawszym elementem filmu.
„Columbus” – w poszukiwaniu bratniej duszy
Oś fabuły, która rozgrywa się wokół relacji między czterdziestokilkuletnim mężczyzną i dwa razy młodszą dziewczyną, kojarzy się najcześciej z produkcjami w stylu „Lolita”. Jednak w „Columbus” znajomość Jina i Cassey ma charakter czysto platoniczny, pozbawiony seksualnego kontekstu. Choć obraz Kogonady na pozór wydaje się melancholijny i przygnębiający to jego ostateczny wydźwięk jest budujący i dający nadzieję. To niepozorne dzieło o tym, jak czasami poprzez zrządzenie losu na swojej drodze możemy spotkać kogoś, kto raz na zawsze zmieni nasze życie i postrzeganie świata. Jeśli lubicie „przegadane” filmy to „Columbus” powinien przypaść wam do gustu. Polecam!
Czytaj także: Oficjalnie: Poznaliśmy część obsady „Avengers: Doomsday”. Pojawią się X-Meni!