Oficjalny debiut Ryana Reynoldsa oraz Hugh Jackmana za nami. Film, wobec którego było sporo nadziei. Jaka będzie to kontynuacja serii i jak wypadnie chemia Jackmana i Reynoldsa. Również obaw, czy Disney ugrzeczni Deadpoola, czy będzie to festiwal cameo. Już teraz mogę optymistycznie odpowiedzieć na te pytania, dlatego zapraszam państwa do recenzji filmu „Deadpool & Wolverine”.

Na samym początku chciałbym przedstawić swój stosunek do obu postaci. Wolverina oczywiście znam z filmów Foxa. Bardzo lubiłem występy tej postaci również w serialach animowanych i to właśnie najnowsza interpretacja w „X-Men ’97” jest moją ulubioną. Deadpoola znam tylko z filmów, których jestem fanem. Jedynka nieco bardziej mi się podobała, ponieważ jest lepiej zwartym filmem. I tak oto doczekaliśmy się filmu gdzie te dwie postaci, które raczej nie przepadają za pracą w zespole, łączą siły, by uratować wszechświat. Od początku gdy Jackman i Reynolds przedstawili nam na kanapie pomysł na film, czekałem na niego. Mniej lub bardziej, bo kondycja Marvela była różna w tych czasach, jednak wiedziałem, że przy „Deadpool & Wolverine” otrzymamy w najgorszym wypadku dynamiczny duet dwóch dobrych aktorów.

Deadpool w barze
Żródło: Disney, Ryan Reynolds jako Deadpool

Zacznijmy od fabuły. Deadpool po swoich perypetiach z poprzednich filmów i zabawie w pyskatego najemnika, zaczyna czuć pustkę, chce zrobić coś ważnego, chce zaistnieć. Tymczasem zostaje schwytany przez TVA aby pomóc agencji ochrony świętej linii czasowej w problemach z multwiersum. Typowy film superhero, po prostu bohater dostał robotę, musi ubrać się w spandex i wykonać misje. Jednak jak wiemy w przypadku Deadpoola, nie jest to takie oczywiste, bo jednak woli działać jak dotychczas – po swojemu. Tak jak w poprzednich filmach, nasz główny bohater ciągle rozmawia, komentuje, naśmiewa się z konwencji czy innych postaci. To może być dla kogoś minus, ale ja lubię bardzo ten humor Deadpoola. Reynoldsowi praktycznie w tym filmie nie zamyka się „jadaczka”, jednak nie są to tylko oklepane suchary, pojawiają się żarty sytuacyjne, które przy takiej ilości postaci w MCU, da nam materiał do skeczów na lata. Oczywiście ktoś może powiedzieć, że idzie na film, a nie na kabaret, jednak dopóki nie psuje to za bardzo fabuły filmu, a miesza tylko w jego dynamice, nie mam zastrzeżeń. „Deadpool & Wolverine” przedstawia dość prostą fabułę, która jest tylko po to, by bohaterowie mieli co robić, jednak finalnie jest tutaj dużo scen gdzie widać czystą miłość twórców do postaci.

Deadpool i Wolverine przed zagrożeniem
Żródło: Disney+, Ryan Reynolds jako Deadpool i Hugh Jackman jako Wolverine

A propos dynamiki. Rzecz, która nie mogła zawieść w tym filmie, to duet Hugh Jackman i Ryan Reynolds. Widać, że panowie się znają i to co widzimy na ekranie to ich realna chemia z prawdziwego życia. Film to po prostu podróż tych obu panów po piaskownicy MCU. Kiedy trzeba, pożartują, kiedy nadchodzą kłopoty, wyciągają bronie, a kiedy trzeba przepracować fobie, to walczą na śmierć i życie. Powrót samego Wolverina również mi się podoba. Było wiele obaw czy film nie zbezcześci pamięci Logana z filmu Jamesa Mangolda z 2017 roku. „Deadpool & Wolverine” nie tylko miło wspomina o tym występie, ale również oddaje mu hołd tak jak całemu uniwersum FoxaWolverine w filmie jest innym wariantem postaci, który również szuka swojej drogi odkupienia. Tytułowi bohaterowie mają swoje wątki, które przez tempo filmu mogą umknąć, jednak moim zdaniem wybrzmiewają poprawnie. Często przy akompaniamencie klasyków muzycznych co wypada wyśmienicie.

Poza Wolverinem było oczywiste, że film przedstawi nam również inne postaci z uniwersum Foxa, nie będę wymieniał tutaj konkretnych bohaterów, by nie psuć zabawy. Natomiast te powroty postaci są udane i tak powinno się je robić. Przeciwnie do np. „Spider-Man: No Way Home”, tutaj postacie są w akcji, ich interakcje z Deadpoolem czy Wolverinem są wyjaśnione i wynikają bezpośrednio z fabuły, nie są to specjalnie wyczekane scenki, gdzie bohaterowie muszą pogadać ku uciesze fanów. To znacząca różnica i właśnie tak chciałbym widzieć gościnne występy innych postaci. Nie są tylko marketingową zaczepką dla fana, ale również elementem fabuły. Oczywiście wątki tych postaci nie są przesadnie dramatyczne i wielowarstwowo pokazane, jednak to nie oni są głównymi postaciami. Dostają swój czas. W kontekście multiwersum, lubię to komiksowe podejście, gdzie bohater po prostu idzie i sam trafia na inne postaci. Wychodzi to naturalnie. Czuć wtedy, że oglądamy film z bagażem całego uniwersum i właśnie od tego typu filmów tego oczekuje. Jest jednak trochę niejasności w sprawie działania multiwersum. Twórcy tłumaczą, że każdy wszechświat ma swoją postać, bez której ta konkretna linia czasowa nie przeżyje. Jednak takich zasad od czasów pierwszego sezonu Lokiego jest coraz więcej i powoli można zacząć się w tym gubić, nie traktuje tego jako poważną wadę filmu, a raczej ostrzeżenie, że w przyszłości może to się odbić na innych projektach.

Deadpool z pieskiem
Żródło: Disney+, Ryan Reynolds jako Wade Wilson

Mieszane uczucia mam co do złoczyńcy, Marvel jak wiadomo poza nielicznymi przypadkami, nie potrafi tworzyć dobrych złych. Od Cassandry Novy nie wymagałem wiele, mało tego, jestem fanem złych charakterów do szpiku kości, bez wytłumaczenia. Emma Corrin wypada w tej roli znakomicie, tym bardziej szkoda, że nie dostała więcej pola do manewru. Scenariusz ją ogranicza tylko do stworzenia finałowego zagrożenia dla naszych bohaterów. Szkoda, bo Emma świetnie bawi się rolą przez cały film i czuć tutaj niewykorzystany potencjał.

Cassandra Nova używa mocy
Żródło: Disney+, Emma Corrin jako Cassandra Nova

Bardzo ważnym elementem filmu, który mnie w kinie osobiście zaskoczył, jest warstwa techniczna. Spodziewałem się klejonych na szybko scen akcji, tragicznych efektów specjalnych rodem z najnowszego Ant-Mana, a jednak Deadpool poza samym sobą, przyniósł również do Marvela jakość w tych aspektach. Scena otwierająca film jest fenomenalna, krwawa i brutalna rozgrzewka Deadpoola, przy akompaniamencie kawałka „Bye Bye Bye” zespołu NSYNC. Bardzo możliwe, że już gdzieś na social mediach widzieliście jakiś urywek tańca Deadpoola do właśnie tego kawałka. I takich scen jest w tym filmie mnóstwo, gdzie po prostu odpinamy pasy szablonu MCU i zaczynamy kreatywną zabawę. Wszystkie pojedynki tak naprawdę mi się podobały, ponieważ, nie były zlepkiem cięć i efektów dźwiękowych uderzania pięścią. W MCU bardzo często dostawaliśmy świetną choreografię walk, które były partaczone słabą realizacją kamery. Tutaj sceny akcji są kręcone ciągiem i widzimy wszystkie wymachy jak na dłoni. Co do reszty, rzeczywiście scenografia w Voidzie (czyli nicość i złomowisko dla złych wariantów postaci z MCU), nie jest zbyt ciekawa, ciągle pustkowia i pojedyncze ciekawostki z innych filmów. Powinno być ich znacznie więcej, ponieważ miejsca na to jest sporo. Na pierwszych zwiastunach ten film wyglądał kiepsko pod względem światła czy color gradingu. W post produkcji udało się to znacznie poprawić i film wygląda ładnie.

Cassandra Nova w bazie
Żródło: Disney+, Emma Corrin jako Cassandra Nova

Podsumowując, to nie jest film dla każdego. Deadpool przyzwyczaił nas do swojej maniery i żeby dobrze się bawić, trzeba po prostu ten typ humoru lubić. To nawet nie jest kwestia tego, czy komuś film się podoba, czy nie podoba, po prostu te nieco skeczowe podejście Deadpoola, musi trafić w 100%, nic pomiędzy. Ja idąc na film, spodziewałem się przeciętnego Marvelka z humorem Raynoldsa. A otrzymałem naprawdę kawał dobrego blockbustera, z charyzmatycznymi bohaterami i kreatywnym podejściem do scen akcji, konwencji, a na seansie śmiałem się chyba najwięcej ze wszystkich części Deadpoola. Pomiędzy komedią otrzymujemy sporo scen ważnych dla tych postaci. Fabuła jest banalna, ale nie przeszkadza w dobrym oddaniu charakterów postaci, a przede wszystkim nie przeszkadza przy dobrej zabawie w trakcie seansu. Oczywiście to nie znaczy, że film nie byłby lepszy z dobrze napisaną fabuła, byłby, jednak dopóki dostaje coś kreatywnego w zamian, w zupełności mi ta prostota wystarcza.

Moja ocena to: 7/10

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Robert Downey Jr. wraca do MCU! Aktor wcieli się w kultowego antagonistę

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Krzysztof Grabowski

Krzysztof Grabowski

Fan Marvela i teorii spiskowych na temat tego uniwersum. Uwielbiam gry kompetytywne wieloosobowe, lecz nie pogardzę dobrą fabułą jak Life is Strange lub świetnymi relacjami i akcją jak seria Uncharted.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy