Do odważnych świat należy, a twórcy 1670 są bardzo odważni. Drugi sezon jednej z najbardziej wyczekiwanych polskich produkcji to zdwojona dawka metatekstowości serialu i jego bezkompromisowości w ocenie, nie XVII wieku, a obecnego społeczeństwa.

Do kontynuacji podchodziłem ze sporymi oczekiwaniami. Sequel w niektórych momentach zaliczył wyraźny regres, a w innych ewidentny skok jakościowy. Bez spoilerowo recenzuję drugi sezon 1670!

Mniej śmiesznie…

W drugiej serii, tego wciąż świetnego serialu, żarty częściej są nietrafione, niż trafione. Nowe odcinki mają wyraźnie wyższy próg wejścia niż sezon pierwszy, który był czymś nowym dla widzów. Możliwe, ze względu na zbyt wysoko postawioną poprzeczkę, muszę przyznać, że przy większości żartów nawet kącik ust mi się nie ruszył. Być może zdążyłem zdziadzieć, a być może te zostały gorzej napisane. Mam na myśli te, które padają w dialogach lub są, typowymi dla tego serialu, monologami.

… ale nie zawsze!

Natomiast chylę czoła przed wszystkimi odniesieniami twórców do rzeczywistości: stacja postojowa w drodze na wakacje Adamczewskich, odzież patriotyczna Bogdana… Tak dokładne, często łatwe do przeoczenia nawiązania są najzabawniejszym elementem drugiej serii. Jako polski widz, nie mogę być bardziej dumny.

1670
W rozszyfrowaniu tego hasła chyba nie muszę pomagać / fot. Netflix

Rozwój postaci

Serial poszedł w kierunku, którego bym się nie spodziewał. A przynajmniej nie w takiej skali. Otóż twórcy stawiają na wyraźne zaakcentowanie drogi jaką przechodzą bohaterowie po wydarzeniach z sezonu pierwszego. Drugi sezon 1670” staje się nieco bardziej obyczajowy.

Najciekawszą postacią drugiego sezonu jest Amelia. Wyrozumiałość i chęć kumania się z niższą klasą społeczną, zaprowadziło ją do miejsca, w którym ciężko jest jej zaakceptować fakt, że pośród zepsutej szlachty, do której należy, też może znaleźć wartościowe osoby. Nie znosiła wrzucania wszystkich do jednego worka, a nieświadomie sama zaczęła szufladkować ludzi, tylko ze względu na ich pochodzenie. Emocje wyrażone przez Martynę Byczkowską, zwłaszcza w ostatnich odcinkach zasługują na wyróżnienie. Aktorka rośnie na naszych oczach.

Wraz ze zmianą aktora w roli Stanisława, nieznacznie zmienił się też charakter bohatera. Stanisław „czuje, że może lepiej” zarządzać folwarkiem od swojego ojca. Staje się doroślejszy. Choć nie zapominajmy, że to wciąż serial „1670”, więc lepsze prowadzenie folwarku, możemy przetłumaczyć sobie jako robienie lepszej komedii niż ojciec. Natomiast Bogdan przechodzi kryzys. Wizja świata mu się posypała, kiedy zorientował się, że mimo materialnego bogactwa, nie ma nic, ani nikogo. Zawsze wydawało mu się, że pieniądze zapewnią mu wszystko. Jednak jedyne co mu zapewniły, to żal. Mimo wszystko wyrażany w komiczny sposób. Motyw wyboru partnerki na wzór polskich programów typu Rolnik szuka żony to peak humoru drugiego sezonu. Do tego Maciej, jako chłop z poczuciem niższości chce zaimponować Anieli i inni, mniej istotni bohaterowie, też jakąś drogę w tym sezonie przechodzą.

Jan Paweł wciąż jest tym samym Janem Pawłem. To też jeden z dwóch bohaterów, którzy nie mogą się zmienić. Właściciel wsi Adamczycha swoją arogancją nie ustępuje takim postaciom jak Michael Scott z serialu The Office”. Na szczęście, on jest nadal w tym samym miejscu. Jego niezmienny portret jest kluczem do sukcesu tego serialu, fundamentem, na którym stoi cały dom. W drugim sezonie, twórcy mogą sobie przemalować ściany, ale fundament musi zostać (i zostaje) taki sam. Bartłomiej Topa ponownie jest bezbłędny. Tym drugim jest ksiądz Jakub. Bezczelny typ, który, jeśli chodzi o postać, zalicza największy regres względem pierwszego sezonu. To już wina scenariusza, bo aktorsko Michał Sikorski ponownie jest bezbłędny. Potrafi nam sprzedać postać zepsutego klechy jak nikt inny by tego nie zrobił.

Zdjęcia

Muszę przyznać, że drugi sezon 1670” to jedna z najlepiej wyglądających polskich produkcji. Paleta barw, kostiumy, fasony, rekwizyty, scenografie i ujęcia są wyjątkowe w skali polskiej kinematografii. Nawet hollywoodzkie kino nie powstydziłoby się takiej realizacji. Pod tym kątem serial przypominał mi ostatni film Pawła Maślony „Kos” (nasza wideo recenzja). Ten serial, i kilka innych produkcji ostatnich lat, każą mi sądzić, że polskie kino ma się całkiem dobrze. Ogromne brawa dla odpowiedzialnej za kostiumy Katarzyny Lewińskiej, scenografa Mirosława Koncewicza i autora zdjęć Nilsa Croné’a.

drugi sezon 1670 recenzja
Takie kadry robią ogromne wrażenie / fot. Netflix

Podsumowanie

Odważnym posunięciem scenarzysty Jakuba Rużyłło i reżyserów Macieja Buchwalda oraz Kordiana Kądzieli, było obranie kierunku na serial bardziej obyczajowy. Postawili oni na budowanie bohaterów i ciekawie obserwowało się ich rozwój. Straciła na tym jednak komedia. Choć nie uważam, że żartów jest mniej, są one jednak zbyt często nietrafione. To na pewno w jakimś stopniu wynika z tego, że Ci bohaterowie są bardziej… ludzcy. Jeśli w trzecim sezonie, Rużyłło znajdzie złoty środek to możemy bawić się tak dobrze jak nigdy wcześniej.

Ocena: 6

Przeczytaj również: Powrót do szkoły! „Gen V” 2. sezon, odcinki 1-2 [RECENZJA]

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze