Długo wyczekiwany trzeci sezon serialu „Ginny i Georgia” jest już dostępny na Netflixie. Pierwsze dwie serie trzymały wysoki poziom i wychodziły poza schematy typowe dla „teen drama”. Ostatni odcinek drugiego sezonu zapowiadał kolejne przetasowania w życiu tytułowych bohaterek. Czy trzeci sezon jest równie dobry jak poprzednie? I co będzie dalej? Uwaga! Będą spoilery.
Czy Georgia trafi za kratki?
Główna oś fabularna trzeciego sezonu kręci się wokół pytania „Czy Georgia zostanie surowo ukarana?”
Domowy areszt, chwilowe odebranie dzieci, medialna nagonka, czy odejście nowo poślubionego męża, sprowadza wcześniej pewną siebie bohaterkę w odłamy załamania nerwowego. Karma is bitch – jakby powiedział Georgia. Kiedy jednak upadek bohaterki wydaje się być nieunikniony, Georgia wpada na kolejny misterny plan i oznajmia Paulowi, że jest w ciąży. Ostatecznie intryga z udawaną ciążą szybko wychodzi na jaw i wydaje się, że losy Georgii są już przesądzone. Czy aby na pewno? – patrz kolejne akapity…
Twórcy na przykładzie postaci Georgii ukazują zepsucie mass-mediów, zarówno starych (telewizja), jak i nowych (social media) oraz zwierzęce instynkty, które kierują rządnymi sensacji ludźmi. Moment, gdy na podstawie życiorysu Georgii zostaje zrealizowany serial, jest tyle absurdalny, co przerażający, gdyż opiera się prawdziwych zdarzeniach, które od dawna mają miejsce w medialnej przestrzeni. Istnieją przecież kanały telewizyjne, które opierają swoją ramówkę na produkcjach o morderczyniach tych prawdziwych, jak i domniemanych.
Brianne Howey jak zwykle jest świetna w swojej roli. Nie da się jednoznacznie określić postaci Georgii jako dobrej lub jako złej.
Jak poradzi sobie Ginny?
Na tle dramatu matki, Ginny po raz kolejny próbuje odnaleźć samą siebie. Skomplikowana relacja z Marcusem, przelotny romans z nowo poznanym Wolfem, który kończy się zajściem przez bohaterkę w ciąże. Poddanie się aborcji (nie sądzicie, że ten temat został pokazany zbyt przelotnie i bez głębszego zastanowienia?), samookaleczanie, bycie czarną owcą w szkole, Ginny musi mierzyć się z problemami, które spadają na nią znienacka.
Szach mat, który Ginny dokonuje w obronie swojej matki, w sposobie działania godny jest samej Georgii. Nie daleko pada jabłko od jabłoni.
Dotąd widzowie byli podzieleni w kwestii oceny postaci Ginny. W mojej opinii, w tym sezonie bohaterka wyszła z cienia swojej matki. Zresztą Antonia Gentry jako Ginny jest tak urocza, że trudno jej nie lubić.
Depresja, poszukiwanie miłości i samoakceptacji u nastoletnich bohaterów
Na tle losów Ginny i Georgii rozgrywają się dramaty pozostałych bohaterów. W trzecim sezonie szczególnie dużo czasu poświęcono Marcusowi i Abby. Podoba mi się to, jak twórcy prowadzą postać Marcusa. Felix Mallard w ostatnich minutach dziesiątego odcinka jest świetny, jego „I hate me” wykrzykiwane z łzami w oczach – poruszające. Marcus mogłby być kolejnym przystojniakiem z „teen drama”, a jest bohateram z krwi i kości. Trochę outsiderem jak James Dean, zagubionym artystą i skaterem. Na pozór ma wszystko, a zmaga się z wieloma demonami, które utrudniają mu normalne funkcjonowanie.
W trzeciej serii lekko zmarginalizowano rolę Maxine (wyłączywszy ostatnie dwa epizody, gdzie momentami gra pierwsze skrzypce), poświęcając więcej czasu Abby. Abby podobnie jak Marcus walczy z uzależnieniem, w czym dodatkowo nie pomaga jej trudna relacja z rodzicami, co doprowadza do bulimii. Wydaje się, że jedynie nowo poznana Tris jest w stanie wyciągnąć ją z rozsypki.
Ojcowie: teraźniejsi i przyszli
W trzeciej serii trochę więcej przestrzeni dostaje Zion. Zion, który dotychczas był tym lepszym ojcem, tym razem „wbija nóż w plecy” Georgii, gdy odbiera jej dzieci. Poza tym na ekranie widzimy swoisty miłosny trójkąt Zion-Georgia i nowa partnerka mężczyzny Simone, która dodatkowo za namową Ginny, decyduje się bronić Georgie.
GIl tradycyjnie gra zimnego drania, który zrobi wszystko przeciwko Georgii, a Joe wręcz przeciwnie, zrobiłby wszystko, żeby jej pomóc. Natomiast Paul trochę mnie już drażni, choć emocjonalny monolog w ósmym odcinku podczas kłótni z żoną – chapeau bas. W kolejnych sezonach czeka nas zapewne kolejny miłosny wątek z Georgią, kogo tym razem obstawiacie? Joe, Zion, a może pojawi się jeszcze ktoś inny? No i kto jest właściwie ojcem dziecka?
Zakończenie – co dalej?
Zaskakujący był twist pod koniec dziewiątego odcinka, który nakierował fabułę na zupełnie inne tory. Można powiedzieć, że szybko poszło, ale czy nie za szybko? Przez cały sezon oglądamy walkę Georgii o uniewinnienie, a potem w ciągu pięciu minut, jak za pstryknięciem palca, znienacka, wszystko się zupełnie zmienia. Naprawdę? Wystarczyło tylko, żeby Austin zeznał, że widział swojego ojca w trakcie popełniania morderstwa? I tyle? Rozumiem swoistą metaforę zdrady ojca przez syna, który za namową Ginny nakierowuje podejrzenie na niego, ale Gil po prostu uciekł z sali sądowej i nie próbował się bronić? Za przeproszeniem: średnio to się trzyma kupy.
Podobał mi się ten sezon, dałbym mu mocne 7,5/10. Czekam z niecierpliwością na kolejny, ale główna oś mojej ciekawości spada na dalsze losy Ginny, Marcusa, Abby czy Max, a mniej na Georgie, Paula i pozostałych „dorosłych” bohaterów. Obawiam się, że postać Georgii, jak Joe Goldberg z „You” z czasem może zacząć zjadać swój ogon. Kolejny sezon, a potem jeszcze kolejny i kolejny oparty na jej walce z demonami z przeszłości może okazać się na dłuższą metę trudny do strawienia.
A jaka jest wasza opinia o trzeciem sezonie? No i, czy Georgia faktycznie jest w ciąży?
[…] Przeczytaj również: „Ginny & Georgia” – bohaterki wracają z przytupem [RECENZJA] […]