Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

Powrót Kangura Rzeczpospolitej – Recenzja Kao the Kangaroo po 100% gry na dwa głosy

Szymon: Nie będę ukrywał, że miałem spore oczekiwania co do nowego Kangurka Kao. „Runda druga” była moją pierwszą grą komputerową w życiu i do dziś pamiętam, gdy pierwszy raz mogłem odwiedzić Mroczne Doki i wyruszyć, bo rozprawić się z Hunterem. Od tego momentu minęło ponad 15 lat, a ja w tym czasie setki razy ukończyłem całą kangurzą trylogię. Więc gdy dwa lata temu ogłoszono powrót marki, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie i znów stałem się tym dzieciakiem, który wracając z przedszkola stawał do walki z Szamanem i miał problem z wygraniem wodnego wyścigu (bo młodociany ja nie zdawał sobie sprawy, że da się używać przyspieszenia). Swoje odczekać musiałem, ale w końcu po latach oczekiwań mogę dla was zrecenzować wielki powrót Kangurka Kao.

Robert: I ja mam do „Kao” spory sentyment – moją pierwszą grą była pierwsza część i do tej pory pamiętam na pamięć poszczególne z tejże poziomy. W sequele grywałem już mniej, ale nazwa „Kangurek Kao” działała młodszemu mnie bardzo na wyobraźnię – i z równą co Szymon niecierpliwością wyczekiwałem tego szumnego powrotu, wiernie śledząc wszystkie materiały promocyjne. Dlatego teraz wspólnie usiłujemy odpowiedzieć wam na pytanie: Czy nowy „Kangurek Kao” dowiózł?

Szymon: Fabuła, podobnie jak w poprzednich częściach, jest prosta jak budowa cepa. Siostra i Ojciec Kao – Kaia i Koby – zaginęli, a zadaniem młodego Kangurka jest ich odszukanie. Nie brzmi to zbyt ambitnie, ale powiedzmy sobie szczerze: fabuła w tego typu grach od zawsze była tylko pretekstem do zabawy i tak też jest w tym przypadku. Tak więc po krótkim samouczku czeka nas przeprawa przez cztery strefy klimatyczne, na których przyjdzie nam pokonać aż dziewiętnaście poziomów. Zanim przejdę dalej, muszę was ostrzec, że pierwszym co zwróci waszą uwagę jest grafika. Co prawda wolę stylistykę rundy drugiej, ale nowa uprawa prezentuje się naprawdę ślicznie. Kolory wręcz wylewają się z ekranu, a momentami nie zostaje nic innego jak zrobić szybkiego screena i wrzucić go na tapetę.

Robert: To prawda! Jak pisałem w swoich pierwszych wrażeniach po godzinie gry – oprawa graficzna nowego Kao robi naprawdę imponujące wrażenie i w swojej platformówkowej niszy jest na ten moment zwyczajnie bezkonkurencyjna. Ciężko wskazać równie kolorową grę tego gatunku w ostatnich latach – wielobarwność rozgrywki to jej niepodważalny atut, zwłaszcza w optyce młodej grupy docelowej.

Szymon: Wracając – każda z odwiedzonych przez nas stref posiada osobny hub, w którym możemy zakupywać nowe przedmioty, powtarzać poziomy czy też zbierać znajdźki. Nie będę wam psuł niespodzianki i zdradzał jakie strefy na swojej przygodzie napotkacie, ale bez obaw – nie ma wodnych poziomów! Co najważniejsze – levele są różnorodne i już po pierwszym przejściu tytuły bez problemu mogłem rozróżnić, który jest który. Co ucieszy pewnie starych wyjadaczy serii – część etapów zdaje się inspirować poziomami z poprzednich części, co stanowi miłe do nich nawiązanie. Levele nie są długie – każdy z nich ukończycie w +/- 20 minut, ale ten czas może się wydłużyć, jeśli zajmiecie się zbieraniem znajdziek. Tych mamy tutaj aż sześć rodzajów: runy potrzebne do odblokowania kolejnych poziomów; serca, dzięki którymi jesteśmy w stanie zwiększać żywotność naszej postaci; zwoje odblokowujące runy w kaopedii; złote skrzynie z dukatami; kryształy, które nie wpływają kompletnie na nic i – finalnie – wieczne studnie. Czym są wieczne studnie, zapytacie? Studnie przenoszą do minipoziomów, z których każdy stawia rzed graczem inne wyzwanie. To taki odpowiednik dodatkowych poziomów z serii z „Crashem Bandicootem”.

Robert: Level design w nowym „Kangurku” jest rewelacyjny – poziomy nie dość, że, jak wskazał Szymon, nawiązują stylistycznie do poprzedniczek, to są one również skarbnicą sekretów i odgałęzień. Jedne przejdziemy szybciej, inne wolniej, ale jedno jest pewne: jest czego w nich szukać, co przy tak miodnym gameplayu staje się czystą przyjemnością. Jeśli, podobnie jak ja, kilkakrotnie ukończyliście demo, to w pełną wersję wpadniecie bez reszty.

Szymon: Oprócz poziomów platformowych, w grze znajdziemy również cztery starcia z bossami. Nie liczcie tutaj niestety na poziom trudności z rodem innych gier z tego gatunku. Te są wyjątkowo proste, a odnoszę wrażenie, że są aż nazbyt proste. Najpewniej każdego z bossów pokonacie przy pierwszej próbie, a pewnie tak jak mi już przy pierwszym wyskoczy wam komunikat o pokonaniu go bez otrzymania obrażeń. Każda z walk wygląda podobnie. Boss posiada 2-3 różne fazy, a naszym zadaniem jest wpaść na to, jak go w aktualnej pokonać.

Robert: Pełna zgoda – starcia z bossami są zdecydowanie za proste. Pierwszy z nich jeszcze sprawiał jakieś wyzwanie, ale kolejne – zupełnie nie, a finałowy boss całej gry jest pod tym względem najbardziej rozczarowujący. Kompletnie nie czuć climaxu towarzyszącego zwieńczeniu naszej kilkugodzinnej przygody – mamy raczej do czynienia z „dopięciem ostatniego guzika”. Szkoda, wielka szkoda – bossowie zwyczajnie szybko wypadają z pamięci i jest w tych starciach spore pole do poprawy na przyszłość. W pamięć zapadnie mi jedynie pierwsza walka, która jest naprawdę pomysłowa i wizualnie atrakcyjna.

Szymon: Skoro już jesteśmy przy walce – została ona względem poprzednich części wyraźnie urozmaicona. Kao od teraz potrafi wykonywać efektowne finiszery, a sam system walki zaczyna przypominać ten z serii Arkham. Kolejną dużą zmianą względem poprzedniczek są – paradoksalnie – same rękawice Kao. Dopiero w nowej odsłonie zyskały one głos i moce żywiołów – ognia, lodu i powietrza. Moce odblokowujemy wraz z postępem fabuły, a ich umiejętne wykorzystanie jest nieodłącznym elementem rozwiązywania zagadek środowiskowych i pokonywania sekwencji platformowych.

Robert: Rękawice to doskonały dodatek do serii – przez konieczność używania ich na różne sposoby skutecznie dynamizują one gameplay, niejednokrotnie zmuszając nas do zręczności. Ale, kurcze, zabrakło mi czwartego żywiołu – może w sequelu?

Szymon: Zdobywane w trakcie rozgrywki dukaty możemy wymienić na dodatkowe życia, dłuższy pasek zdrowia czy stroje. Także znów macie okazję wcielić się w Kao Indiana Jonesa czy Kangurka z Rundy Drugiej. Oprócz tego w sklepie znajdziecie też tajemniczy złoty dukat za równowartość 30 000 dukatów. A muszę tutaj dodać, że po skończeniu wszystkich strojów i ukończeniu gry miałem ich na koncie tylko kilka tysięcy – tak że waszej wyobraźni pozostawię, co może kryć się za tak duża kwotą.

Niestety – nie ma gier idealnych i tak też jest w tym przypadku. Chciałbym coś napisać o muzyce, jaka jest w grze, ale jej nie pamiętam. I to nie jest tak, że przebiegłem przez grę, nie zwracając na nią uwagi. Ja przeszedłem ją ponad 6 razy! Przyznam, że to niemałe zaskoczenie, bo część utworów z poprzednich części momentalnie wpadała do głowy i nie chciała z niej wyjść.

Robert: Tutaj się nie zgodzę! Soundtrack nowego „Kangurka” jest bardzo klimatyczny i doskonale przygrywa sobie w tle, zwłaszcza podczas potyczek i w nawiązującym do drugiej części levelu z pościgiem. Moim zdaniem twórcy poradzili sobie z tym elementem rozgrywki świetnie – melodie są minimalistyczne, ale przyjemnie wartkie i dźwięczne. Choć ubolewam, że nie zdecydowano się na zaimplementowanie charakterystycznej muzyczki z menu „jedynki”.

Szymon: Drugim zarzutem w stronę gry są wszechobecne bugi. Mamy tu typowe, towarzyszące niemal każdej grze na premierę błędy, takie jak jak artefakty graficzne, wrogowie odradzający się złych miejscach, niedoczytujące się elementy czy opóźnione skrypty. Początkowo starałem się przymykać na nie oko, ale z każdym kolejnym te stawały się coraz bardziej denerwujące. Kilka razy byłem zmuszony restartować poziom czy też zginąć specjalnie w celu przeładowania checkpointa. Jednak w grze znajdują się również o wiele większe bugi. Powiem krótko – zanim zechcecie kupić nowy strój, to lepiej zapiszcie swój postęp, bo dwa razy zakupy skończyły się na tym, że zmuszony byłem restartować grę, a po powrocie część postępu poziomów po prostu zniknęła.

Robert: Z bólem zgodzę się z Szymonem. I mnie „Kao” nie raz zmusił do powtórki kilku poziomów – co z powodu na wartość rozrywkową całości nie było przesadnie męczarnią, bywało jedynie frustrujące. Jeśli natraficie na poziom, którego nie będziecie w stanie ukończyć, to nie łudźcie się, że coś przegapiliście i warto lizać każdą ścianę – najpewniej po prostu nie wczytał się odpowiedni skrypt. To irytujące i liczę, że w one day patchu te problemy znikną – mam wrażenie, że docelowa grupa odbiorców zniesie takie pomyłki o wiele gorzej, niż my.

Szymon: Z jakiegoś też powodu nie wszystkie znajdźki posiadają swoje statystyki, w wyniku czego spędziłem ponad 10 godzin na szukaniu ostatniej brakującej skrzyni ze złotem. Szczerze mówiąc jestem prawie pewny, że tej ostatniej brakującej skrzyni w grze po prostu nie ma, ale może się mylę. Jeśli nie celujecie w zdobycie 100% ukończenia w tym tytule to interpretujcie tą uwagę jako doszukiwanie się na siłę, ale nic nie poradzę na to, że uwielbiam wyciskać z gier co tylko się da.

Szymon: Ogólnie rzecz biorąc, przy nowym „Kao” bawiłem się wyśmienicie. Nie jest to tylko granie na nostalgii, ale tytuł stojący na własnych nogach, który ma od siebie do zaoferowania coś więcej niż tylko postać znanego Kangurka. Poziomy są w miarę sensownie zaprojektowane, a pokonywanie sekwencji platformowych potrafi być naprawdę przyjemne. Nie liczcie jednak na poziom trudności z rodem gier o pewnym Jamraju. Kao zdecydowanie jest dedykowany dla młodszego odbiorcy. Ukończenie gry zajmie wam +/- sześć godzin i myślę, że to całkiem uczciwe jak na tak tanią grę.

Robert: I ja podobnie – „Kao” to świetny tytuł, w którego zanurzenie się to czysta przyjemność. Zajął mi co prawda trochę więcej czasu (ok. 8h), ale niezależnie od tego gra ma bardzo wysokie replayability i na pewno wybrane poziomy będziecie chcieli ukończyć ponownie. To udany powrót marki i przeniesienie jej na współczesny rynek, w którym jest dla oldschoolowego „Kangurka” bardzo dużo miejsca. Brać i grać!

Plusy

  • zróżnicowanie poziomów (różne strefy klimatyczne) i atrakcyjny level design
  • wyróżniająca się na rynku, przyjemnie kolorowa oprawa graficzna
  • dużo znajdziek dla koneserów, które wydłużają rozgrywkę
  • urozmaicony system walki
  • mechanika żywiołów i towarzyszące im zagadki środowiskowe

Minusy

  • dużo bugów, w tym takie usuwające postęp gracza
  • nie wszystkie znajdźki posiadają swoje statystyki
  • zbyt niski poziom trudności przez przesadne skierowane na młodszego odbiorcę

Recenzja powstała na bazie wersji dla konsoli Playstation 4 oraz PC. Za kopie recenzencką serdecznie dziękujemy deweloperowi, Tate Multimedia!

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

O Autorze

Picture of Szymon Dędek

Szymon Dędek

Student kulturoznawstwa z zapałem do wszystkiego co związane z popkulturą. Nałogowo pochłania filmy, seriale, gry, książki i komiksy, a w szczególności te z uniwersum Star Wars. Hobbystycznie zdobywa osiągnięcia w grach gdzie może się pochwalić niemałymi wynikami. Od 10 lat czynny członek Związku Harcerstwa Polskiego.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy