Oczekiwaliśmy świetnych scen akcji, politycznej intrygi i pokazania jak ucieleśnienie amerykańskich wartości zamienia słowa w czyny. To największe zalety poprzednich filmów o Kapitanie Ameryce, które zasłużyły na bycie najlepiej ocenianą trylogią w MCU. Aktor Anthony Mackie (Sam Wilson) ma zatem nie lada wyzwanie by unieść oczekiwania jakie pozostawił Chris Evans (Steve Rogers), grając filmowego Kapitana przez ponad dekadę.

Jak zwykle zaznaczę swój stosunek do tytułowego bohatera filmu. Kapitana Amerykę znałem z kreskówek takich jak „Avengers: Potęga i moc”, gdzie uważa się, że to najlepsza serialowa adaptacja, nie tylko samej postaci kapitana, ale ogólnie grupy Avengers. Filmowy Steve Rogers jest również świetnie odwzorowany, przez wielu uważany za dużo milszego niż w komiksach, będąc tym samym fuzją Kapitana i Supermana. Chris Evans zrobił kawał solidnej roboty, uwielbiam go na ekranie, a jego rola wniosła sporo jakości do filmów Marvela. W drugiej części przygód ulubieńca Ameryki, został wprowadzony Sam Wilson, czyli nasz obecny Kapitan Ameryka. Anthony Mackie przyzwyczaił nas do swojej nietuzinkowej charyzmy i pięknie ukazano jego dojrzewanie do roli Kapitana w serialu „Falcon i Zimowy Żołnierz”. Gdy oficjalnie zapowiedziano 4. część Kapitana Ameryki, wtedy jeszcze pod nazwą „Captain America: New World Order”, uważałem, że to naturalna kontynuacja. Sam Wilson stał się kapitanem w serialu, a więc w filmie zobaczymy jak radzi sobie w tej roli jako ugruntowany już Kapitan. Niestety film, a raczej jego produkcja, to było istne piekło logistyczne. Ciągłe dokrętki, zmiany scenariuszów, początkowe doniesienia o tym, iż ma się pojawić ogrom postaci około Hulkowych, np. She Hulk, Bruce Banner, czy Red Hulk i The Ledder. Dwóch ostatnich panów, załapało się na finalną wersję filmu, nieco uspokajając fanów, że nie będzie to sequel filmu o „Hulku”. Bo przecież te dwie postacie jednak mają coś wspólnego z Kapitanem Ameryką, chociażby fakt iż obaj padli ofiarą pogoni za serum super żołnierza.

Kapitan Ameryka (Sam Wilson) w stroju z vibranium
Anthony Mackie jako Kapitan Ameryka w pełnym stroju z Vibranium. / Źródło: Disney+

Jeśli chodzi o koncepcje czy fabule filmu, widać tutaj ogromną chęć powtórzenia sukcesu filmu „Kapitan Ameryka: Zimowy Żołnierz”. W zwiastunach dostawaliśmy lekki zarys politycznej intrygi, pokazywano nam dużo scen akcji, a wszystko utrzymywano w tajemniczym, szpiegowskim klimacie. Zarys fabuły również jest bardzo podobny, ponieważ Sam Wilson podobnie jak Steve Rogers będzie musiał polegać na swojej moralności w starciu niekoniecznie jasnymi intencjami rządu USA, czy też agencji wywiadowczych takich jak Tarcza. Tym razem jednak świat jest dużo bardziej skomplikowany, ludzkość dopiero co cieszyła się z powrotu połowy populacji wszechświata, a nim się obejrzeli, to ogromna przedwieczna istota (znana z filmu „Eternals”) wychodzi z jądra ziemi. Stając się przynętą dla wojsk państw z całego świata, bo przecież wszyscy chcą zbadać potencjał nowego pierwiastka, odkrytego w skorupie Celestianina. Brzmi świetnie, Kapitan Ameryka będzie musiał pogodzić nie tylko USA, ale również cały świat, przed wojną o nowy pierwiastek. Niestety w samym filmie, ta ciekawa koncepcja została wypłaszczona. Mianowicie, cała polityczna intryga nie jest wątkiem samym w sobie, a staje się prostym narzędziem by pewna postać mogła się wkurzyć i zrobić to co przewidział złoczyńca. Brakuje tutaj jasno przedstawionej stawki o jaką walczy Kapitan Ameryka, oczywiście możemy sobie dopowiedzieć bo przecież widzimy, że dyplomaci prawdziwych państw rozmawiają o podzieleniu nowego surowca. Jednak gdy dochodzi do bitwy, nie widzimy jej skutków. Film promuje się na następcę Zimowego Żołnierza” jednak brakuje mu odwagi, by choć trochę nadać mu jakiegoś politycznego komentarza, co sprawia, że całość może wydawać się nieco infantylna. Po prostu udana misja Kapitana i lecimy dalej. Nie widzimy reakcji krajów zamieszanych w konflikt, a i przyczyny nie były zbyt solidnie przedstawione. Sam finał filmu, czyli walka do bólu reklamowana w zwiastunach, Red Hulk kontra Kapitan Ameryka, wypada całkiem dobrze pod względem fabuły i podobało mi się zakończenie tego wątku, jednak tutaj również powód walki wygląda jakby został napisany na kolanie, czy nawet łokciu.

Harrison Ford jako Red Hulk
Harrison Ford jako Red Hulk / Źródło: Disney+

Jednym z bardziej udanych aspektów filmu jest wątek Red Hulka. Choć motywacja stojąca za jego przemianą jest dość powierzchowna, to jednak jego rola w finale nadaje całości odpowiednią wagę. Harrison Ford w tej roli wypada fenomenalnie – czuć od niego grozę i siłę, momentami nawet bardziej niż klasyczny Hulk. Sama walka Red Hulka z Kapitanem, jest dobrze zrealizowana, Sam wykorzystuje siłę przeciwnika przeciwko niemu, dzięki sprytowi i technologii. Jednak jeśli śledziliście wszystkie materiały promocyjne, walkę możecie w większości uznać za obejrzaną. Anthony Mackie jako nowy Kapitan Ameryka radzi sobie świetnie w tej roli, jednak brak tu bardziej złożonych dylematów moralnych czy dyplomatycznych problemów do rozwiązania. Zamiast tego konflikty rozwiązywane są głównie siłą i technologią, co odbiega od tonu poprzednich filmów z serii. Twórcy zdawali się nie mieć konkretnego pomysłu by pokazać charakter postaci, dodając do tego słabą intrygę fabularną, Mackie nie ma tutaj czego grać, gdyż nawet dialogi między postaciami nie są próbą urealnienia filmu, tylko czystą ekspozycją z scenariusza mówioną przez aktorów.  Na plus wypadają postacie poboczne. Nowy Falcon oraz Isaiah Bradley mają swoje momenty i, mimo że ich wątki nie są szczególnie pogłębione, są obecne przez cały film i dobrze wspierają główny wątek. Największym rozczarowaniem jest The Leader. Jego koncepcja mocy, oparta na przewidywaniu prawdopodobnych zdarzeń, jest interesująca, jednak realizacja pozostawia wiele do życzenia. Plan antagonisty upada w sposób nieprzystający do postaci obdarzonej geniuszem intelektualnym, co sprawia, że jego rola sprowadza się do mechanizmu popychającego fabułę do przodu, zamiast angażującego przeciwnika, który jest o krok do przodu. Nie wspomniałem jeszcze postaci granej przez Giancarlo Esposito, która okazała się zwykłą przynętą dla fanów aktora, ponieważ jego rola w filmie, totalnie sprowadza się do jednej walki i przekazaniu kluczowych informacji. Żadnej historii, motywów, po prostu mówi jak jest i przepada.

Sam Wilson i Szira Has jako Kapitan Ameryka i Sabra
Sam Wilson i Szira Has jako Kapitan Ameryka i Sabra/ Źródło : Disney+

Od strony technicznej film prezentuje solidny poziom, chociaż w niektórych momentach można dostrzec sceny, które zostały dokręcone i sklejone na siłę podczas wielokrotnych powrotów na plan. Efekty specjalne są na dobrym poziomie, a choreografia walk przywodzi na myśl klasyczne starcia Kapitana Ameryki. W szczególności wyróżnia się scena bitwy powietrznej nad oceanem, w której Sam Wilson wykorzystuje swóje skrzydła oraz tarczę z Vibranium w efektowny sposób, pokazując unikalny styl walki nowego, latającego Kapitana. Ku mojemu zdziwieniu wiele scen walki, odbywa się bez zaawansowanego kostiumu Sama. Kapitan Ameryka często musiał walczyć na gołe pięści i dodając do tego fakt iż Wilson nie ma serum, musi wykorzystywać swój spryt i elementy otoczenia, co daje nam kilka satysfakcjonujących scen.

Podsumowując, „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat” to film, który może nie dorasta do poziomu poprzednich odsłon serii, ale wciąż oferuje przyzwoitą rozrywkę. Brakuje mu konkretów jeśli chodzi o przedstawianie konfliktu politycznego. Seans może przypominać oglądanie typowego akcyjniaka, gdzie zapominamy o krytycznym myśleniu, by chłonąć wybuchy i eksplozje na wielkim ekranie. Jest tutaj parę scen dobrze zrealizowanych, chociażby walka na morzu, jak i również pomniejszych momentów gdzie spychamy płaski konfilkt na bok, dajemy postaciom rozmawiać i być sobą. Mam nadzieję, że to ostatni film Marvela, który był tworzony w erze, gdzie Disney wolał ilość niż jakość. Gdyż to właśnie jakość spowodowała, że MCU wyrosło na gigantyczną markę, która ściągała nas wszystkich do kin. Ocena 6,5/10.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback
11 miesiące temu

[…] „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat” oczami (i słowami) Krzyśka.  […]

trackback
11 miesiące temu

[…] Przeczytaj również: „Kapitan Ameryka: Nowy wspaniały świat” [RECENZJA] […]

O Autorze

Picture of Krzysztof Grabowski

Krzysztof Grabowski

Fan Marvela i teorii spiskowych na temat tego uniwersum. Uwielbiam gry kompetytywne wieloosobowe, lecz nie pogardzę dobrą fabułą jak Life is Strange lub świetnymi relacjami i akcją jak seria Uncharted.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy