Doceniam te biograficzne produkcje, które nie są tylko laurką dla głównego bohatera historii. Między innymi dlatego tak bardzo spodobał mi się „Kompletnie nieznany” w reżyserii Jamesa Mangolda, który wyświetlany jest właśnie w kinach, a kilka dni temu nawet załapał się do oscarowych nominacji w kilku kategoriach.

W główną rolę, muzyka Boba Dylana, wciela się Timothée Chalamet i to kolejna udana rola w jego wykonaniu. Obok niego wystąpili między innymi: Edward Norton, Elle Fanning, Monica Barbaro, Boyd Holbrook i Dan Fogler.

Kompletnie nieznany
Timothée Chalamet jako Bob Dylan / Źródło: Searchlight Pictures

Wspomniałem, że rola Boba Dylana to kolejny udany występ Chalameta. Tak właśnie jest, natomiast czy w przypadku tak utalentowanego aktora, który przyzwyczaił nas w ostatnich latach nie do udanych, a wyśmienitych występów, to nie trochę za mało? Choć mogę być przesadnie czepialski, to niestety, ale uważam, że 29-latek wypadł najsłabiej z całej głównej obsady filmu. Jednak taka, a nie inna moja opinia wynika z ogromnej jakości aktorskiej, którą zaserwowali przede wszystkim Edward Norton i Monica Barbaro. Norton wcielił się w Pete Seegera, który de facto „odkrył” Boba Dylana. Wyśmienicie odegrał rolę opiekuna z ogromną słabością do swojego podopiecznego. Natomiast Barbaro kapitalnie pokazała wiele emocji, które targały jej bohaterką ze względu na burzliwą relację z Bobem Dylanem. Zdecydowanie zasłużone nominacje Oscarowe w kategoriach drugoplanowych dla obydwojga.

Kompletnie nieznany
Monica Barbaro jako Joan Baez / Źródło: Searchlight Pictures

Produkcja bez dwóch zdań wygląda i brzmi świetnie. O ile to drugie wydawałoby się oczywiste, w końcu to film o artyście muzycznym i jego rewolucyjnym dla ameryki lat siedemdziesiątych talencie, to bardzo doceniam zdjęcia filmu „Kompletnie nieznany”. Fantastycznie oddano klimat minionych lat i kreatywnie wykorzystanie światła i rekwizyty. Po kilku dniach od seansu w głowie nadal mam scenę, w której Dylan gra na fortepianie w zadymionym pomieszczeniu, w półmroku. Pomieszczenie nie było zadymione sztucznie, jakby znikąd, a spowodowane papierosem, który odłożony przez muzyka na bok fortepianu, intensywnie kadził całą scenę. Prawdopodobnie każdy kadr z filmu mógłby posłużyć mi jako tapeta monitora.

„Kompletnie nieznany” to dla mnie świetny film również ze względu na to, że nie opowiada tylko o Bobie Dylanie jako osobie, pokazując jak bardzo złożonym jest człowiekiem. Akcent pada przede wszystkim na muzykę Boba. To właśnie obserwując jego występy, artystyczne uniesienia, czy wspomniany wcześniej talent niosący muzyczną rewolucję poznajemy tego artystę. Wszystko dla muzyki i wszystko przez muzykę. Uważam, że to jeden z ciekawszych filmów biograficznych o artystach muzycznych. Intrygujący i co wydaje mi się ogromnym sukcesem, zachęcający do tego aby poznać lepiej Boba Dylana. Jednak nie wczytując się w pozycje biograficzne, a słuchając jego muzyki. W domowym zaciszu, skupiając uwagę na każdym brzmieniu.

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback
1 rok temu

[…] PrevPoprzedni„Kompletnie nieznany” – poznajmy muzykę Boba Dylana, nie Boba Dylana [RECENZ… PrevPoprzedni […]