„Lucky Luke. Zasieki na prerii” jest jedną z wielu historii o Samotnym Kowboju. Najszybszy rewolwerowiec na Dzikim Zachodzie to swego rodzaju Robin Hood. Może nie grabi bogatych, by następnie rozdać biednym. Ale wymierza sprawiedliwość i pilnuje porządku, jak na szeryfa przystało.
Wiek Luke’a od zawsze był dla czytelników zagadką, tak samo jak jego pochodzenie czy rodzina. Jedynymi towarzyszami naszego jeźdźca są wierny koń imieniem Jolly Jumper i pies, Drapichrust (w Polsce zwany także Bzikiem).
R. Gościnny, Morris „Lucky Luke. Zasieki na prerii”, strona tytułowa.
Do Cow Gulch wprowadza się małżeństwo farmerów, Annabelle i Vernon. Ich marzenie o spokojnym życiu na prerii bardzo szybko zostaje zweryfikowane przez dzikozachodnią rzeczywistość. Kiedy tylko Vernon zasiewa pierwsze rośliny i stawia stracha na wróble, przez jego działkę przebiega stado krów lokalnego hodowcy, Cassa Caseya.
Sentymentalna podróż w czasie
Dla mnie spotkanie z tym komiksem oznaczało powrót do dzieciństwa. Choć od tamtego czasu minęło… wiele lat, to doskonale pamiętam poranki, które spędzałam wraz z mamą na oglądaniu jej ulubionej kreskówki. I dlatego miłym zaskoczeniem było, kiedy już pierwsze kadry wprawiły mnie w ten sam śmiech i rozbawienie, jak kiedyś robiła to wspomniana animacja.
R. Gościnny, Morris „Lucky Luke. Zasieki na prerii”, s. 6.
Odstawmy wspomnienia na bok, wróćmy do głównego tematu. Tuż po zdewastowaniu świeżo posadzonych plonów, Vernon udaje się do Saloonu. Chce upomnieć właściciela niesfornego stada i przedstawić mu dowód potwierdzający nabycie kawałka ziemi. Ale hodowca nic sobie z tego nie robi. Uważa, że jeśli zaopatruje lokalną społeczność w mięso i operuje niemałym majątkiem, to może dyktować własne zasady.
Zasieki i kwiaty, czyli Guns 'n’ Roses na dziko
Vernon decyduje się wytoczyć wojnę Caseyowi, a wspiera go w tym nie kto inny, jak Lucky Luke.
R. Gościnny, Morris „Lucky Luke. Zasieki na prerii”, s. 13.
Farmer bez namysłu łamie niepisane zasady rządzące Dzikim Zachodem i postanawia otoczyć działkę drutem kolczastym. To działa na hodowcę niczym płachta na byka. Kiedy wsparcie lokalnych rzezimieszków okazuje się być niewystarczające, Cass Casey organizuje w Cow Gulch uroczysty zjazd. Zaprasza największe osobistości wśród hodowców krów. Oczywiście wraz ze swoimi bydłami.
Odrobina uśmiechu dla każdego
„Lucky Luke. Zasieki na prerii” jest po brzegi wypełniony humorem i dowcipem. Nie jest to żart najwyższych lotów ale on nigdy nie miał taki być. Nie jest skomplikowany ale też nie jest prosty (co niejednokrotnie jest błędnie uznawane za równoważne z prostackim).
R. Gościnny, Morris „Lucky Luke. Zasieki na prerii”, s. 30 i 17.
Sięgając po ten komiks, możecie zapewnić odrobinę rozrywki zarówno rodzicom/dziadkom, jak i własnym dzieciom, tudzież młodszemu rodzeństwu.
Podziękowania dla Egmont Polska, którzy w ramach współpracy udostępnili darmowy egzemplarz!
Sprawdź także, co Adrian myśli o Grammy 2025!




[…] Przeczytaj również: „Lucky Luke. Zasieki na prerii” [RECENZJA] […]