Jeremy Renner ma na swoim koncie co najmniej kilka ról, w których wcielił się w niezniszczalnego twardziela. Burmistrz, sierżant, członek Avengers, agent, najemnik to tylko wybrane przykłady z jego aktorskiego CV. Dodatkowo nie stroni od kaskaderskich popisów na planie. 1 stycznia 2023 roku stanął twarzą w twarz ze śmiercią i bez przygotowanego scenariusza, bez dyrygującego reżysera brał udział w „zdarzeniu”, na które nie da się w żaden sposób przygotować. Książka „Mój następny oddech” przenosi nas do miejsca wypadku i pozwala przejść razem z autorem drogę do odzyskania zdrowia.
„Zdarzenie” – tak o wypadku mówi sam Jeremy. Pierwszego dnia 2023 roku, podczas odśnieżania posiadłości, gdy uruchomiony ratrak zmierzał w kierunku jego siostrzeńca Alexa, Renner rzucił się z zamiarem dosięgnięcia przycisku, który zatrzyma ruch maszyny jednak skok był na tyle nieudany, że wpadł pod koła i gąsienicę pojazdu.
„Mój następny oddech” to książka, w której autor dzieli się szczegółowymi informacjami na temat zdarzenia zaczynając od problematycznej drogi do górskiej posiadłości, przez akcję ratunkową i rekonwalescencję aż po powrót do pełnej sprawności. Z jednej strony Jeremy podkreśla na samym początku, że nie chciał wracać do tych dni ani przywracać wspomnień swoim bliskim a z drugiej – po przeczytaniu książki – jestem wdzięczny i myślę, że wiele osób również będzie, iż mimo wszystko zdecydował się ją napisać i podzielić najdrobniejszymi szczegółami. Jest to bardzo poruszająca i emocjonująca lektura a z tej historii płynie ogromna miłość i troska o rodzinę i bliskich, udowadnia niesamowitą siłę i ludzkie możliwości a także może dać nadzieję i być świetnym wsparciem dla osób, które znalazły się w podobnych sytuacjach co rodzina Rennerów.
Jeremy Renner opisując poszczególne etapy (książka dzieli się na trzy rozdziały: Zdarzenie, Pacjent, Rekonwalescencja) wspomina o różnych wydarzeniach z życia, które według niego mogły pomóc i przygotować go (jakkolwiek to brzmi) na uniknięcie śmierci. Sam odniosłem wrażenie podczas czytania, że jeśli ktokolwiek miał szansę przeżyć taki wypadek to musiał być to właśnie Jeremy. Małe rzeczy, które ukierunkowały go w danym momencie życia by skupił swoją uwagę na przyswojeniu, nauczeniu się, zrozumieniu czegoś – zaowocowały w tym kluczowym momencie gdy umierał na lodzie ze zwisającym z oczodołu okiem, gdy walczył o każdy oddech i gdy przez moment był martwy. Będąc dzieckiem towarzyszył mamie podczas zajęć dla ciężarnych kobiet, nie zdawał sobie sprawy, że kilkadziesiąt lat później wykorzysta techniki oddychania by przetrwać będąc na straconej pozycji.
Aktor dzieli się bardzo intymnymi przeżyciami i emocjami. W obliczu tego zdarzenia nie próbuje ani przez moment zgrywać bohatera czy niezniszczalnego. Cały czas podkreśla jak wielką rolę odegrali jego bliscy a także sąsiedzi, którzy wpadli w wir wydarzeń całkowicie przypadkiem a okazali się pierwszymi z wielu bohaterami akcji ratunkowej. „Mój następny oddech” to świetny materiał motywujący: by żyć pełnią życia, czerpać garściami, edukować się i rozwijać, gdyż nigdy nie wiemy co nam się może przydać albo nawet uratować życie. To także wspaniała opowieść o potędze rodziny, sile miłości i wdzięczności.
Dziękujemy za egzemplarz recenzencki wydawnictwu Media Rodzina.
Polecamy również: „Play Nice. Powstanie, upadek i przyszłość Blizzarda”. Burza w szklance wody? [RECENZJA]

