To bardzo odświeżające uczucie, gdy na przesyconym premierami rynku raz na jakiś czas ukazuje się tytuł, która – choć zupełnie nie słyszeliśmy o nim wcześniej – pozytywnie zaskakuje spełnieniem pokładanych w nim obietnic. „POPUCOM”, gra zręcznościowa od stosunkowo świeżego na rynku studia Hypergryph, zapowiadana była przez wydawcę GRYPHLINE jako kooperacyjna przygoda w zwariowanym świecie sci-fi. I ostatecznie tytuł okazał się być właśnie tym: wciągającym, co-opowym doświadczeniem, który przez cały czas trwania doskonale balansuje na granicy wyzwania i satysfakcji z opanowania nowych mechanik. I niech nie zwiedzie was cukierkowa oprawa – „POPUCOM” stanowi bardzo udane połączenie platformówki i gry logicznej, w którym wielokrotnie wybrzmiewają echa klasycznych produkcji od takich wydawców jak SEGA czy Nintendo. Jednocześnie jest to jednak tytuł na tyle świeży, że w trakcie rozgrywki szybko przestajemy porównywać go z innymi, a zamiast tego coraz bardziej doceniamy pomysłowość szanghajskich twórców.

Sednem rozgrywki w „POPUCOM”, jak w każdej grze kooperacyjnej, jest sprawna współpraca przy pokonywaniu kolejnych przeszkód

Fabuła jest bardzo prosta. Jako poszukiwacz przygód zostajemy wezwani, aby wraz z drugim graczem wyruszyć na wyprawę na egzoplanetę – nieznany system poza Układem Słonecznym. Tam zmierzymy się z różnymi wrogami i wykorzystamy najnowsze cuda techniki, aby wyeliminować zagrożenia, uratować lokalnych, robocich mieszkańców i przywrócić zniszczonemu światu jego dawny błysk. Szybko okaże się jednak, że nasza wyprawa ma również drugie dno. W jednej z pierwszych prerenderowych cutscenek widzimy, jak gigantyczna, astralna kula smoły, zwana właśnie „POPU”, szykuje się do ataku na cały kosmos. Nasze wędrówki na poszczególne poziomy służyć będą tym samym znalezieniu odpowiedniej liczby robotników, by złożyć rakietę mogącą wysadzić wściekłego bossa w powietrze. 

Kolorowe, co-opowe szaleństwo

„POPUCOM” to gra kooperacyjna pełną gębą – co oznacza, że choć z drugim graczem możemy zagrać zarówno na podzielonym ekranie, jak i przez sieć, niemożliwe jest ukończenie tytułu w pojedynkę. Sprawna współpraca przy łączeniu ze sobą umiejętności w celu rozwiązania kolejnych zagadek to sedno trybu fabularnego, w którym raz za razem będziemy zaskakiwani kolejnymi mechanikami. Łączyć będzie je jedno: przywiązanie do koloru. Na początku każdego poziomu graczom zostają przypisane dwie podstawowe barwy, między którymi mogą się swobodnie przełączać, co będzie podstawą zagadek – od strzelenia odpowiednim kolorem w wyznaczone miejsca, po przeskakiwanie kolejnych platform „ubranym” we wskazany kolor. Oczywiście, jak to w najlepszych grach co-opowych rzędu „Portalu 2” czy „It Takes To” bywa, pokonywanie kolejnych poziomów często wymagać będzie refleksu i koordynacji czasowej przy używaniu poszczególnych umiejętności (w czym pomoże opcjonalny, wbudowany timer). Umiejętności tych będzie tylko przybywać – z czasem będziemy mogli np. zamienić się w eksplodującą bombę, przyciągać, przenosić i odpychać interaktywne elementy i stawiać tarcze. Na początku mamy odpowiedni czas aby zaznajomić się, jak każda ze zdolności działa w odosobnieniu, lecz nie minie zbyt dużo czasu, nim będziemy mieli do dyspozycji wszystkie naraz – co w praktycznie każdej z licznych, odwiedzanych w grze lokacji wymagać będzie od nas odmiennego, strategicznego podejścia. Twórcy „POPUCOM” nigdy nie idą jednak na łatwiznę i gdy tylko zaczniemy rozumieć mechanikę nowo zaprezentowanego rozwiązania gameplayowego, chwilę później będziemy zmuszeni do ruszenia szarymi komórkami i odpowiednio zaplanować sekwencje  ruchów (i nas, i drugiego gracza), by wykorzystać je w praktyce – i to najczęściej na więcej niż jeden sposób. Kreatywność przy projektowaniu kolejnych wyzwań jest naprawdę godna podziwu, a pokonywanie ich – choć czasem wymaga naprawdę sporej zręczności – nigdy nie jest przy tym przesadnie frustrujące. I choć na co dzień nie gram zbyt często w gry kooperacyjne, „POPUCOM” skutecznie przypomina, że czasem naprawdę nie ma nic lepszego, niż wspólna, czysta zabawa w kreatywnym, przemyślanym mechanicznie świecie. Dzięki temu rozgrywka angażuje i przykuwa do ekranu; bardzo łatwo wpaść tu w znany wszystkim graczom syndrom „jeszcze jednego poziomu”.

W trakcie rozgrywki największą wagę będziemy musieli przywiązać do odpowiedniego zarządzania danymi kolorami

Pędzle w dłoń

Oczywiście najczęściej wykonywaną przez graczy czynnością, która służy nam również jako podstawowa broń, będzie strzelanie farbą. I nie dajcie się zwieść – starcia z przeciwnikami (swoją stylistyką ewidentnie inspirowane „Splatoonem”) również wymagać będą od nas skupienia i rozwagi. Z początku przypomina to wszystko bardziej rozbudowaną wersję „Candy Crush” – aby pokonać złola, wystarczy dopasować jego kolor do koloru naszej farby, a przy trzech, wystrzelonych obok siebie tych samych kulkach, jego objętość zmniejszy się właśnie o te kulki, co stopniowo pozwoli nam w całości go „wybuchnąć”. Z czasem jednak do starć dołączą liczne przeszkadzajki związane z otoczeniem, co wymusi częste przełączenie się między kolorami w celu unikania ataków, rozbicia tarcz i rozprawienia się z mniejszymi pomocnikami wroga – oczywiście cały czas pamiętając, że między tym wszystkim cały czas mamy za cel rozprawienie się z agresywnym bossem. I choć „POPUCOM” nigdy nie jest przesadnie trudne, a wrogowie operują według dość przejrzystych schematów, koordynacja zręcznościowa – zwłaszcza z drugim graczem – jest tu po prostu niezbędna, aby sprawnie sunąć do przodu. Tym bardziej, że jeżeli nie dopasujemy odpowiednio koloru do słabych punktów przeciwnika, to zwiększymy jego objętość, co tylko wydłuża i komplikuje całe starcie. Jak na tak prostą mechanikę, jak strzelanie farbą, jest tu zaskakująco dużo głębi i konsekwencji, a bitwy dzięki temu potrafią naprawdę przyspieszyć bicie serca i spocić palce. 

Starcia z bossami w „POPUCOM” potrafią dać w kość

Uzależniające minigierki

Oprócz przeznaczonego dla dwóch graczy trybu fabularnego, „POPUCOM” oferuje również tryb imprezowy, w którym 3-4 graczy może zmierzyć się w krótkich wyzwaniach, spore możliwości kustomatyzacji bohaterów oraz umilające czas między kolejnymi poziomami minigry. Z racji, że tego pierwszego nie miałem okazji sprawdzić, a funkcje kupowania kolejnych ubrań czy zmianę fryzur bohaterów traktuję wyłącznie jako kosmetyczny dodatek, wspomnę jedynie o tym ostatnim. Minigry – zawarte w specjalnie do tego przeznaczonym pokoju gier na naszym statku kosmicznym, będącym hubem między kolejnymi lokacjami – są fenomenalne. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z pomysłowym przerobieniem popularnych arcade’ówek, co z racji, że tryb fabularny oparty jest na współpracy, dodaje w grze niezbędnej, wyśmienitej dozy rywalizacji. Szczególnie do gustu przypadła mi pierwsza propozycja, będąca przerobieniem popularnych gier 2D polegających na plażowej siatkówce. Przez zupełnie zmienione względem naszych przyzwyczajeń mechaniki ruchu (zamiast kierować postaciami, możemy nimi jedynie wyskakiwać w górę i wykorzystywać na naszą korzyść rag-doll), łatwo spędzić tu sporo czasu i oderwać się od fabuły na rzecz emocjonujących, krótkich potyczek.

Ze świecą szukać tak absorbujących minigier, jak dostępna w „POPUCOM” wariacja na temat siatkówki

Nawet na świeżo pomalowanym domu znajdą się zacieki…

No dobrze, ale czy w takim razie znalazły się tu również jakieś wady? Oczywiście tak, ale głównie natury czysto technicznej. Choć poziomy – w zależności od ich długości – zazwyczaj zawierają 2 lub 4 checkpointy, nie są one rozmieszczone tak gęsto, jak można by się spodziewać, co potrafi zirytować w przypadku nagłego rozłączenia z siecią. Wtedy gra automatycznie przenosi nas do głównego hubu, z którego możemy na nowo dolecieć na dany teren i wznowić rozgrywkę właśnie od jednego ze wspomnianych punktów zapisu. W teorii brzmi to jak dobre rozwiązanie, w praktyce jednak potrafi dać w kość jeśli, dajmy na to, niestabilne połączenie sieciowe stabilizuje się przez dłuższą chwilę, a my – pozbawieni innej opcji – jesteśmy zmuszeni wznawiać grę raz za razem od tego samego checkpointu. Co więcej – proces ten przebiega dokładnie tak samo w sytuacji, w której w trybie lokalnym rozłączony zostanie jeden z kontrolerów. Przydałaby się tu uwzględnienie albo dodatkowego buforu czasowego, w którym w razie utraty połączenia gra pozwala nam wrócić do rozgrywki od razu do momentu jej przerwania, albo częstsze rozłożenie punktów zapisu – szczególnie w przypadku, gdy ostatni z nich występuje, dajmy na to, dwie zagadki środowiskowe przed minibossem, z którymi walka sama w sobie również potrafi zająć trochę czasu. Do dopracowania jest również czułość interaktywnych obiektów, szczególnie w sekcjach platformowych. Kilkukrotnie zdarzało mi się, że rotująca platforma, która zaledwie musnęła mojego bohatera, powodowała natychmiastowy zgon przez gwałtowne zepchnięcie mnie z planszy. Nie jest to na tyle uciążliwe, by skutecznie przeszkadzać w rozgrywce, niemniej występuje. Średnie wrażenie robią też prerenderowane cutscenki, które co jakiś czas prezentują nam głównego przeciwnika, tytułową kulę smoły „Popu”. Wyraźnie odstają one poziomem płynności i oprawy od zasadniczego, dynamicznego gameplayu.

Samo przejście poziomów to jedno, ale zebranie wszystkich sekretów wymusi na nas jeszcze dokładniejsze korzystanie z mechanik – np podstawiania graczowi tarczy, aby wskoczył na wyżej położone piętra

Podsumowując, „POPUCOM” to naprawdę świetna gra kooperacyjna. Warto dać jej szansę, jeśli szukacie prostego, rozsądnie wycenionego tytułu (w tej chwili, w ramach oferty premierowej -10%, tytuł można na Steamie zakupić za ok. 76 zł), który zapewni naprawdę solidną porcję zróżnicowanej i nie monotonnej rozgrywki. Bardzo pozytywna niespodzianka, z odpowiednim progiem wejścia sprawiając, że jest to tytuł atrakcyjny zarówno do przejścia ze znajomymi, jak i np. pokazania młodszemu rodzeństwu. 

Ocena: 8/10

Grę do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy, GRYPHLINE. Nie miał on jednak wpływu na treść powyższej recenzji.

 Przeczytaj również: Nowy zwiastun i gameplay gry „Wiedźmin 4” zaprezentowane podczas State of Unreal! (demo technologiczne)

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy