Historia „Saturday Night Live” zasługuje na osobny i wielowątkowy artykuł. Program zrewolucjonizował amerykańską telewizję i po dziś dzień cieszy się niesłabnącą popularnością. Dlatego postanowiłem przyjrzeć się filmowi Jasona Reitmana pt.„Saturday Night”. Produkcja przybliża kulisy pewnego wieczoru, kiedy to grupa wcześniej nieznanych komików przedstawiła się milionom odbiorców po raz pierwszy.
„Saturday Night Live” – kultowy program
O programie „Saturday Night Live” wspominałem już w kilkunastu zdaniach w tekście o „In Living Color”. W skrócie: stacja NBC w 1975 roku powołała do życia show opierające się na skeczach, które parodiowały amerykańską popkulturę, polityków i celebrytów. To właśnie „Saturday Night Live” wypromowało takich aktorów jak: Eddie Murphy, Chevy Chase, Dan Aykroyd czy Adam Sandler. Dla wielu początkujących artystów dołączenie do obsady programu było marzeniem i jednym z najważniejszych zawodowych celów. Mimo niewątpliwego talentu sztuka ta nie udała się chociażby takim komikom jak: Jim Carrey (wspominałem o tym w tekście o „In Living Color”), Lisa Kudrow (o której pisałem przy okazji „Przyjaciół”) czy Steve Carell.
Dla wielu artystów (jak np. Andy Warhol), choćby krótki występ w „Saturday Night Live” stanowił nobilitację.
Niezapomniany i przełomowy wieczór
Film w reżyserii Jasona Reitmana przenosi nas do magicznego wieczoru 11 października 1975 roku. To właśnie tej nocy „Saturday Night Live” zadebiutowało na antenie stacji NBC. Jesteśmy świadkami setek napięć, które wybuchają za kulisami programu. Widzimy lęki i dylematy, które targają twórców, aktorów, osoby z produkcji, jak i zwykłych pracowników. To szalona podróż do lat siedemdziesiątych, gdzie hipisi mieszają się ze starą, konserwatywną gwardią, żyjącą według zasad rodem z filmów Johna Wayne’a. W tym całym zgiełku, kreator programu – Lorne Michaels, próbuje utrzymać nerwy na wodzy i nie zmarnować życiowej szansy.
Niesamowity Cory Michael Smith
Jason Reitman twierdził, że pomysł dotyczący realizacji filmu o początkach „Saturday Night Live” tkwił w jego głowie od wielu lat. Główną przeszkodą było znalezienie odpowiednich aktorów, którzy potrafiliby umiejętnie oddać charakterystyczne osobowości pierwowzorów. Uważa się, że pierwszą, wielką gwiazdą programu był Chevy Chase. Jednak ego Chase’a było punktem zapalnym wielu konfliktów na planie, a z czasem doprowadziło do odejścia aktora. Dlatego Cory Michael Smith w roli pewnego siebie, aroganckiego, ale przede wszystkim zabawnego Chevy’ego jest świetny. Podobnie jak prawdziwy Chase, Smith kiedy tylko pojawia się na ekranie kradnie show dla siebie. Znakomity jest również William Defoe w drugoplanowej kreacji Davida Tebeta – przedstawiciela NBC. Przyjemnie patrzy się na Rachel Sennott, która jako Rosie Shuster jest po prostu urocza. Natomiast Tommy Dewey w roli Michaela O’Donoghue’a (swoją drogą postać warta przybliżenia) idealnie odwzorowuje tamtejszą epokę swoim stylem bycia i wyglądem.
„Saturday Night” to idealny film na sobotni wieczór lub niedzielne popołudnie. Dzieło Jasona Reitmana i Gila Kenana to unikalna kapsuła czasu, która przenosi widza do połowy lat siedemdziesiątych. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana amerykańskiej popkultury z XX wieku.