Mówi się, że niektóre filmy nie potrzebują sequeli i jest w tym sporo racji. Jednak jeśli już robić kontynuacje, to właśnie tak! Otóż „Zwierzogród 2” to wyborny film, który jest czymś więcej niż powielaniem wątków „jedynki”.
Fani „Zwierzogrodu” musieli czekać na kontynuację aż 9 lat. Jednak było warto. Za scenariusz animacji odpowiada ponownie Jared Bush, który tym razem współreżyserował obraz z Byronem Howardem zastępując Richa Moore’a. Zmiany nie wpłynęły w żadnej mierze negatywnie na realizację animacji. Głównymi bohaterami ponownie są Nick i Judy, którzy jako policyjny duet stają kolejny raz naprzeciw śmiertelnemu zagrożeniu w sprawie, która powinna ich przerastać. Pojawiają się starzy bohaterowie jak np. komendant Bogo jednak ustępują oni nieco miejsca nowym zwierzakom.

Trzeba być naiwniakiem lub ignorantem aby sądzić, że bajki są tylko dla dzieci. To powinno być oczywiste dla każdego, ale jeśli dla kogoś nie było to mamy to za sobą. Świetnym tego przykładem jest „Zwierzogród 2”. To film, który nie oferuje tej samej rozrywki kolejny raz, idąc bezpieczną ścieżką sprawdzonych środków i motywów. Obraz przede wszystkim rozwija relację między Nickiem i Judy, która wystawiona na próbę walczy o przetrwanie. Zwraca też uwagę jak ważna jest rozmowa i delikatnie przemyca wątki dotyczące terapii jako realnej pomocy. Na pierwszy rzut oka niepasujący do siebie duet, okazuje się być wzorcowym przykładem budowania relacji na fundamentach wsparcia, miłości, zrozumienia i zaangażowania. Właśnie w tym tkwi największa siła tej produkcji. Nie choruje ona na „sequelozę” bo od samego początku wie, jaką historię chce opowiedzieć i co ma być prymarnym wątkiem filmu, a w połączeniu z fantastyczną realizacją, dostajemy kontynuację niemal idealną.
Niemal, bo cała reszta, jest już trochę (nie w pełni!) powtórką z rozrywki w myśl zasady „więcej i bardziej”. Na szczęście tylko trochę, bo jednak część akcji filmu rozgrywa się w nowych lokacjach, zamieszkałych przez zwierzynę i gady, których w pierwszej części nie widzieliśmy. Dobrze się stało bo eksplorowanie nowych rejonów było frajdą. Ponadto, pojawiły się wątki imperializmu, czy (podobnie jak w jedynce) uprzedzeń. Sposób w jaki seria podjęła rękawice w walce z tymi drugimi to dla mnie największa wartość z jaką wyjechałem z wycieczki po Zwierzogrodzie.
Największe zastrzeżenie w stosunku do kontynuacji, czego nie doświadczyłem w pierwszej części, mam do przebiegu akcji. Zbyt często odnosiłem wrażenie, że bohaterowie mają po prostu farta. Biorąc jednak poprawkę na to, że to wciąż film skierowany też (a może i przede wszystkim) do młodych odbiorców, nie mam zamiaru czepiać się tego na siłę.
Przeczytaj również: „Bugonia”. O dwóch takich, co porwali Emmę Stone [RECENZJA]