Nie będę owijał w bawełnę – postać Sierżanta Rocka (oryginalnie zwanego Sgt. Rock), żołnierza z czasów II wojny światowej  występującego w historiach spod szyldu DC, to dla mnie czarna magia. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym imieniem i nazwiskiem przy okazji nieoficjalnych doniesień na temat niepotwierdzonego jeszcze filmu kinowego, w którym w tytułowego żołdaka ma wcielić się Colin Farrell. Dlatego też do lektury nowego tomu z serii „DC Historie”, zatytułowanego „Sierżant Rock i armia trupów”, zasiadałem z zupełnie czystą głową, zaintrygowany konceptem sieczki zombie-nazistów w Berlinie roku 1944. I choć w gruncie rzeczy dostałem to, czego można się po tak zatytułowanej pozycji spodziewać, czyli wypełnioną akcją i flakami niepoprawną politycznie historię ala „Wolfenstein”, trudno ukryć mi rozczarowanie. „Armia trupów” bowiem, mimo spełnionej obietnicy krwawej masakry, to komiks do bólu zachowawczy i w żadnym momencie nie podejmujący ryzyka.

Autorem scenariusza jest nie kto inny, a sam Bruce Campbell, niemal całą swoją karierę związany z serią „Martwe zło”. Za ilustracje odpowiada zaś Eduardo Risso, argentyński rysownik, przez lata związany z licznymi seriami Vertigo i samego DC; w kolorach za to wsparł go Kristan Rossi (.  Przenosimy się do wspomnianego już Berlina roku 1941, w którym to naziści, przyparci do muru przez aliantów, podejmują ostateczną próbę odwrócenia losów nieuchronnie dobiegającej końca wojny. Mianowicie: zespół naukowców Hitlera opracowuje serum mające moc wskrzeszania poległych żołnierzy, dzięki czemu armia nazistowska zostaje z dnia na dzień zasilona szeregiem umarłych rekrutów. Sierżant Rock, wraz z wierną mu kompanią Easy Company, niezwłocznie wyruszają na wrogi teren, aby stawić czoła zombie nazistom, co szybko doprowadzi ich na trop samego Führera. Komiks jest zbiorczym wydaniem sześciu zeszytów opublikowanych pierwotnie w ramach serii „DC Horror Presents: Sgt. Rock vs. The Army of The Dead #1-6” (2023-2024).

Kadry z „Sierżant Rock i armia trupów”, wydanego w Polsce za sprawą Świat Komiksu, filli Egmontu

I… to w zasadzie tyle, jeżeli chodzi o fabułę. Komiks ma bardzo żywe tempo, przez co akcja niezwykle szybko – nawet nieco za szybko – zaczyna gnać, rozwijając się jak po sznurku. Nie ma tu za bardzo zwrotów akcji, momentów na poznanie bohaterów i ich motywacji lub dylematów, czy nawet szerszego zarysowania kontekstu wojennego, a jak na horror brakuje też odpowiedniego stopniowania napięcia. Wrogowie momentalnie się pojawiają, bohaterowie stawiają im czoła i tak niemalże w kółko. Struktura narracyjna składa się z mocnego początku i konkluzji – brak tu jakiegokolwiek środka i momentu zwrotnego, przez co lektura szybko staje się monotonna. To trochę tak, jakbyśmy mieli do czynienia z misją poboczną w grze czy spin-offem, tylko problem polega na tym, że „Sierżant Rock i armia…” stanowi danie główne same w sobie, a całość średnio radzi sobie z uniesieniem odpowiedniej wagi narracyjnej. Nie łudźcie się również, że z lektury dowiecie się czegokolwiek na temat tytułowego bohatera – ot, to kolejny mięśniak z akcyjniaka, bardzo związany ze swoją drużyną i sypiący one-linerami jak z rękawa. Wiadomo, taka konwencja ma swój urok, ale gdy w gąszczu kompanii ubranych w identyczny sposób mężczyzn nawet ich lider zlewa się z tłem, to ciężko nabrać do bohaterów jakiejkolwiek sympatii.

Nie jestem też największym fanem rysunków Risso. Są poprawne, ale mimo ciekawych sposobów na kadrowanie, zbyt mało szczegółowe i statyczne. Rzuca się to w oczy zwłaszcza w przypadku tytułowej armii trupów, która po interesującym wprowadzeniu kadrowana jest cały czas na jedno kopyto i bez nowych pomysłów. Ciężko wyobrazić sobie, aby ktoś faktycznie mógł przechylić szalę konfliktu za sprawą bezmózgich truposzy, ale no, może czepiam się już za bardzo. Gdy dodamy do tego mało błyskotliwy scenariusz, w którym Easy Company walczy z wrogiem zbiorowym za pomocą na zmianę broni palnej, miotaczy ogni czy granatów, w pewnym momencie pozostaje nam już tylko westchnąć ze znużenia. I nie chodzi o to, że oceniam negatywnie historię rozgrywającą się w czasach wojennych za to, że jest wierna ograniczeniom swojego gatunku – uważam jedynie, że scenariusz zbyt wiele razy poszedł na łatwiznę, bardziej chcąc odhaczyć kolejne starcia z zombie, niż w jakikolwiek odróżnić je od siebie. Końcowe dwa zeszyty co prawda wprowadzają do historii coś świeżego w postaci odmiennego spojrzenia na starcie z samym Hitlerem, ale na tym etapie to już za mało, by bardziej zaangażować odbiorcę. Trzeba jednak przyznać, że kilka kadrów bliżej końca jest na tyle mięsistych i uroczo campowych, że ciężko się nie uśmiechnąć. 

Jeżeli więc oczekujecie prostego jak but akcyjniaka, w którym żołnierze rozprawiają się z zombie nazistami – jasne, można w tym zbiorze znaleźć trochę taniej radochy. Jeśli liczycie jednak na jakiekolwiek poznanie głównego bohatera, zróżnicowane sceny akcji czy tło społeczne historii rozgrywającej się, jakby nie patrzeć, w czasach wojny – to lekturę skończycie z poczuciem sporego niedosytu. Jatka jest całkiem przyjemna, ale „Sierżant Rock i armia trupów” to ten najgorszy rodzaj opowieści, które stylizują się na trafienie do dorosłego odbiorcy, nie oferując przy tym jakiejkolwiek głębi poza brutalnością. No, i jak już wspomniałem – jak na serię zatytułowaną „DC Horror przedstawia”, to jakiejkolwiek grozy tu zwyczajnie brak. Dlatego też pierwsze spotkanie z Sierżantem Rockiem zaliczam niestety do średnio udanych, ufając, że to kwestia przeciętnego zbioru, niż potencjału drzemiącego w samym bohaterze.

Przeczytaj również: „Play Nice. Powstanie, upadek i przyszłość Blizzarda”. Burza w szklance wody? [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy