Co kilka lat w kinematografii pojawiają się filmy, które swoją oryginalnością przykuwają uwagę zarówno krytyków, jak i widzów. Jedną z takich produkcji był „Slacker” w reżyserii Richarda Linklatera. Produkcja nadała ton amerykańskiemu kinu niezależnemu z lat dziewięćdziesiątych. Dzieło nie posiadało mrożącej krew w żyłach akcji, zamiast tego ilustrowało losy przypadkowych ludzi, którzy po prostu ze sobą rozmawiali. „Slacker” był głosem pokolenia X, które wchodziło w dorosłość w świecie szybkich i nieuchronnych zmian. 

Droga Richarda Linklatera 

Ten niespełniony baseballista zakochał się w magii kina w okresie pracy na platformie wiertniczej na morzu w Zatoce Meksykańskiej. Początkowa fascynacja kinematografią z perspektywy widza z czasem przerodziła się w zakup kamery Super-8. W 1985 roku Linklater wspólnie z kilkoma innymi osobami założyli Austin Film Society, organizację non-profit, której celem było prezentowanie niezależnego, zagranicznego, czasami również eksperymentalnego kina. Pomiędzy 1985 a 1990 rokiem Richard Linklater stworzył sporo (tak przynajmniej twierdzi sam twórca) krótkich form filmowych, które dla reżysera stanowiły element prób i błędów. Nigdy nie zostały one jednak rozpowszechnione na szeroką skalę. Trochę większy rozgłos uzyskało dzieło „It’s Impossible to Learn to Plow by Reading Books” – oficjalnie uznawane za filmowy debiut Linklatera. „It’s Impossible to Learn to Plow by Reading Books” reprezentowało minimalistyczny sznyt reżysera, który za chwilę stanie się jego znakiem rozpoznawczym. Produkcja przedstawiała świat „szaraków” i ich zwyczajnych problemów. 

Generacja X

O generacji X wspominałem już m.in. w tekście o Kevinie Smithie. Również to właśnie temu pokoleniu poświęciłem w dużej mierze pierwszy odcinek z serii „Z popkulturą na ty!”. Zapraszam już w najbliższą środę na kanał Kącika Popkultury. W materiale wideo omówiłem szerzej znaczenie generacji X, „Slackera” i poruszyłem wiele innych tematów związanych z amerykańską popkulturą i historią. Pokrótce: do generacji X zaliczano osoby urodzone pomiędzy 1965 a 1980 rokiem. Uważano, że w przeciwieństwie do „Cichego pokolenia” i „Baby-Boomerów” nie mieli oni na barkach żadnej traumy jak np. krach na Wall Street, II wojna światowa, wojna w Wietnamie. Opisywano ich jako zmanierowanych młodzieńców, którzy nie są skorzy do działania, czy poświęcenia na rzecz kraju, ogółu społeczeństwa. Młode „iksy” często wychowywały się w niepełnych rodzinach (co było kontrastem do modelu rodziny nuklearnej z lat pięćdziesiątych), spędzając dużo czasu przed telewizorem i w małych kinach. Nazywano ich m.in. „pokoleniem MTV” i „pokoleniem z kluczem na szyi”, ale o tym wszystkim usłyszycie w moim środowym materiale na YouTube. 

Richard Linklater zródło: The Hollywood Reporter

Slacker czyli obibok

Pierwotna etymologia terminu „slacker” (tłumaczone jako „próżniak”, „leniwiec”, „obibok”) pochodzi z początków XX wieku. Opisywała ona młodych ludzi próbujących wymigać się od służby wojskowej i ewentualnego wysłania na front. Owe „wymigiwanie się” było motywem przewodnim wchodzących w dorosłość „iksów”. Richard Linklater za sprawą filmu zamierzał odmienić dotychczasowe znaczenie pejoratywnego dotąd słowa. Reżyser opisywał swoich „slackerów” w następujący sposób: „Slackerzy mogą wyglądać na odrzuconych przez społeczeństwo, ale w rzeczywistości są o krok przed nim, odrzucając większość społeczeństwa i hierarchię społeczną, zanim ona odrzuci ich.” Linklater wielokrotnie twierdził, że bohaterowie jego filmu nie chcą po prostu brać udziału w wyścigu szczurów, robiąc przy tym rzeczy, których zupełnie nie czują i wielce prawdopobnie że nie przyniosą im w dłuższej perspektywie szczęścia. Warto nadmienić, że po erze rozbuchanej konsumpcji lat osiemdziesiątych, w 1989/90 doszło do poważniejszego kryzysu na rynku. Nie był on równie brutalny jak krach z 1929 roku, ale w dużym stopniu zakończył złote lata ery Ronalda Regana i Gordona Gekko. 

„Slacker” – czy to na pewno film o niczym?

O czym jest więc „Slacker”? Szczerze? To o niczym. Po prostu przez ponad półtorej godziny oglądamy dziesiątki bohaterów, którzy jedynie ze sobą rozmawiają. Na dłuższą metę nie mamy możliwości utożsamienia się z jakąkolwiek postacią. Dialogi owych „Slackerów” również nie prowadzą mieszkańców Austin do konkretnego celu. Już w pierwszej sekwencji, w której pasażera taksówki zagrał sam Linklater, dostajemy przedsmak ironicznego klimatu dzieła. Młody mężczyzna trochę jakby wyjęty z „Kronik Seinfelda” wpada w istny słowotok, który kontrastuje z milczącą postawą taksówkarza. W produkcji nie ujrzymy profesjonalnych aktorów, aczkolwiek wśród obsady znalazło się kilka lokalnych gwiazd z Austin. Richard Linklater utrzymywał, że większość scen, które widzimy w filmie powstała na bazie prawdziwych zdarzeń, który doświadczył on sam/jego znajomi lub przeczytał o nich w lokalnej prasie. Reżyser dał również możliwość lekkiej improwizacji swoim podopiecznym. Może dlatego „Slacker” wypada autentycznie, ale też nie da się ukryć, że bardziej niż umiejętności aktorskie w tym przypadku liczyła się dykcja i swoboda przed kamerą. Niektóre osoby, które widzimy na ekranie, trafiły do filmu z przypadku, po prostu reżyser zauważył ich charakterystyczny wygląd, styl i zaprosił na plan zdjęciowy. 

Richard Linklater jako pasażer pogrążony we własnym monolog

„Slacker” – głoś dużej części pokolenia

Bohaterowie „Slackera” posługiwali się językiem, który na co dzień autentycznie używali ówcześni młodzi dorośli. Poruszali również problemy, które trapiły dwudziestolatków np. brak możliwości znalezienia odpowiedniej pracy, miłości, niezrozumiałe działania polityków. Z drugiej strony w filmie mamy także dużą dawkę absurdu m.in. wątki bohaterów, którzy wierzą w różne teorie spiskowe, sekwencja dwudziestokilkulatka, który próbuje włamać się do czyjegoś domu, a zamiast tego „zaprzyjaźnia” się ze starszym właścicielem owego lokum, który nie ukrywa swoich anarchistycznych poglądów i przede wszystkim bohaterka, która próbuje sprzedać dość osobistą i osobliwą „rzecz”, która podobno jest dziełem samej Madonny. Trzeba jednak przyznać, że w tej masie postaci (by nie nazwać niektórych z nich „dziwakami”) otrzymujemy zestaw ciekawych ludzkich profili. Ten obecny tu cynizm, nihilizm, brak konkretnego celu, szczególnie przypadł do gustu dwudziestolatkom i trzydziestolatkom, którzy w bohaterach filmu widzieli siebie albo swoich znajomych. Również krytycy spojrzeli przychylnym okiem na „Slackera”, zauważając dużą dozę realizmu i umiejętnego ilustrowania codzienności zwykłych (na pozór) mieszkańców. Nie sposób także nie docenić wpływu jaki „Slacker” miał na rozwój i kierunek amerykańskiego kina niezależnego. Dzięki Linklaterowi za kamerą stanął m.in wspomniany wcześniej Kevin Smith. „Slacker” były w tamtym czasie czymś wyjątkowym, ale czy w stu procentach innowacyjnym? Hmm, chociażby „Nieustające wakacje” Jima Jarmusha nakręcone dekadę wcześniej, w dużej mierze podejmowały wątek bezcelowej wędrówki, poszukiwana siebie. Ten sam motyw stanie się nieodłącznym elementem wielu filmów spod ręki Richarda Linklatera.  

Czy chcecie kupić intymną rzecz od samej Madonny?

Generacja X według Douglasa Couplanda 

Tym czym dla „iksów” w kinematografii był „Slacker”, tym samym w literaturze była książka „Generation X: Tales for an Accelerated Culture” Douglasa Couplanda. To właśnie Couplandowi przypisuje spopularyzowanie w popkulturze hasła „generacja X”, ale również takich pojęć jak „MCJob”. Jeden z bohaterów książki (Andy) pracuje jako barman i właśnie w taki sposób opisuje swoją pozycję na rynku pracy. „McJob” określano zajęcia, które były słabo płatne, pozbawione prestiżu i perspektyw na awans w społecznej hierarchii. Pierwszy człon „MC” był powiązany z McDonaldem i chaktaternstynczmy klimatem pracy w restauracji z fast-foodem. „McJob” stanowiły kontrast do modnego w latach osiemdziesiątych pojęcia „Yuppie”. Zamiast garniturów od Armaniego i wielkich korporacji, w których pieniądze leciały jak woda z kranu, na młodych dorosłych z lat dziewięćdziesiątych czekały obskurne uniformy i praca za najniższą krajową. Powieść Douglasa Coupland podobnie jak „Slacker” Linklatera jest specyficzna, ale warta przeczytania. Dzięki niej możemy poznać rzeczywistość amerykańskich dwudziestolatków w ostatniej dekadzie XX wieku. 

Na koniec pozostaje mi jeszcze raz zaprosić wszystkich do sprawdzania pierwszego epizodu „Z popkulturą na ty!”, w którym poruszam wątki związane z generacją X, Richardem Linklaterem, Douglasem Couplandem i wiele, wiele innych…  

Czytaj także: „Sorry, Baby”. Odbieranie mocy złu [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Damian Kaźmierczak

Damian Kaźmierczak

Od dziecka zafascynowany popkulturą, w szczególności kinematografią, muzyką, literaturą i sztuką. Wciąż nie może zdecydować się, czy jego ulubionym filmem jest „Wolny dzień Ferrisa Buellera” czy „Ludzie honoru”. W tekstach stara się łączyć różne elementy popkultury i analizować je pod kątem historycznym, socjologicznym. Montażysta, scenarzysta, człowiek renesansu. Nie wyobraża sobie życia bez aktywności fizycznej, ostatnio szczególnie pochłania go koszykówka i tenis.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy