W chwili obecnej może się wydawać, że historie osadzone w czasach polowań na czarownice rzadko mają odbiorcom do zaoferowania cokolwiek nowego. Popkultura już rzadko sięga po tę tematykę, nie chcąc popaść w niechciany kicz, co spowodowało, że została ona niejako zawłaszczona przez kiepskie gry video czy drugorzędnych pisarzy – i to z rodzaju tych, których powieści rzadko przebijają się do masowej świadomości. Lecz gdyby podejść do tego settingu bardziej współcześnie, tworząc oniryczny komiks lawirujący na granicy snu i jawy, który swoją przeszywającą atmosferą przywodzi na myśl filmowe dzieła studia A24? Tego właśnie zadania podjęły się Becky Cloonan i Tula Lotay, tworząc „Somna” – folk-horrorową powieścią graficzną, wyraźnie czerpiącą z takich dzieł jak „Midsommar. W biały dzień” czy „Czarownica: Bajka ludowa z Nowej Anglii”. Efekt końcowy to historia nie tylko imponująca wysublimowanym erotyzmem, ale również opowieść doskonale wpasowująca się w dyskurs emancypacji skrytych żądz cielesnych kobiet.
Siły (nie)czyste
Główną bohaterką trzyczęściowej „Somny” jest Ingrid, żona miejskiego baliwa i łowcy czarownic, Rolanda. Gdy mąż kobiety zaczyna coraz bardziej angażować się w codzienne obowiązki oczyszczania okolicy z „heretyków”, Ingrid nawiązuje nieoczywistą relację z demonicznym bytem będącym uosobieniem jej ukrytego pragnienia utraconej bliskości. Ingrid, mając coraz większe trudności w odróżnieniu snu od rzeczywistości, szybko zatraca się we własnym jestestwie, nękana przez uporczywe wizje horroru i rozkoszy. W tym samym czasie w zamieszkanej przez bohaterów wiosce dochodzi do tajemniczego morderstwa, w które zamieszana wydaje się być Maja, najbliższa przyjaciółka Ingrid, spędzająca podejrzanie dużo czasu z niedawno owdowiałym Sigurdem. Atmosfera robi się coraz bardziej gęstwa, wszyscy wokół szybko zaczynają podejrzewać się nawzajem o najgorsze i, zdaniem niektórych, nie można wykluczyć, że w niewyjaśnione wydarzenia zamieszane są również siły nieczyste…

Bedtime story
Becky Cloonan i Tula Lotay, autorki „Somna” często określały stworzoną przez siebie historię mianem „opowieści do poduszki”. I nie znaczy to tylko, że mamy do czynienia z mroczną baśnią, ale również – jak trafnie zauważył w swojej recenzji dziennikarz Polygonu, Joshua Rivera – „poduszkowa” analogia nawiązuje również do seksualnego zabarwienia całej historii. Marzenia i koszmary senne Ingrid bezpośrednio warunkują narrację wizualną komiksu. Ilustracje raz za razem przechodzą z konkretnego, przyziemnego stylu towarzyszącego codzienności bohaterki – z wyraźnie zarysowanymi granicami świata i skupioną kolorystyką – w bardziej rozproszone i frywolne kadry, w których jaźń Ingrid wyswobadza się z okowów narzuconej jej zachowawczości. Mówimy tu w końcu o kobiecie, której obowiązki ograniczają się do wizyty na targu, ugotowaniu kolacji i potulnym oczekiwaniu na powrót męża z pracy. Ingrid jest w swojej rutynie zakotwiczona do tego stopnia, że nawet koszmary senne, stanowiące desperacką próbę eskapizmu, stają się tematem tabu. Będąc żoną Rolanda, wysoko sytuowanej i zapracowanej osobistości w wiosce, kobieta doskonale wie, że nie powinna czuć tego, co czuje; co, oczywiście, tylko bardziej podjudza jej skryte marzenia i frustracje. I choć w „Somnie” sporo jest nagości, nigdy nie jest ona wulgarna. Zamiast tego ścisła współpraca scenarzystki i ilustratorki spowodowała, że seks ma w omawianej pozycji bogaty wymiar symboliczny, łącząc wspomniany dyskurs cielesnej emancypacji z wysmakowanym, ale nie dającym się zignorować demonizmem.
Niebezpieczne namiętności
Bezpośrednio wymusza to zresztą kontekst epoki. Nie bez powodu historia rozgrywa się w czasach, kiedy wszelkie objawy ustępstw od ustalonej normy posądzane były o czarnoksięstwo. Fabuła – polegająca na stopniowym uwikłaniu głównej bohaterkę w intrygę związaną z wstrząsającym lokalną społecznością morderstwem, i to w momencie, kiedy w tle nadal dopalają się jeszcze stosy po rutynowych samosądach – jest prosta, ale skuteczna. Choć „Somna” to przede wszystkim fabularyzowane studium przypadku uwolnionych pokus Ingrid, historia ma łatwą w śledzeniu strukturę, dzięki czemu z łatwością możemy oddać się najważniejszemu – czyli dopracowanym, sensualnym kadrom. Szybko orientujemy się, że niemal wszystkie wydarzenia i decyzje bohaterów motywowane są namiętnością, co nadaje całości trudną do uchwycenia, erotyczną energię. Speszona i ukrywająca się ze swoimi pragnieniami Ingrid zostaje skontrastowana z jej najlepszą przyjaciółką, Mają – kobietą wyzwoloną, która na drodze do osiągnięcia cielesnej satysfakcji gotowa jest na wszystko. Femme fatale, czy może właśnie bezwzględna czarownica, bezwstydnie roztaczająca swój urok na bezbronnych mężczyzn? Roland i miejscowy kleryk, ojciec Gudman, stają z kolei w opozycji nie tylko wobec wizji sił nieczystych, ale kobiecemu seksapilowi samemu w sobie – w ich uporządkowanej, zamkniętej społeczności zwyczajnie nie ma na takie ekscesy miejsca. A im bardziej lokalna społeczność pogrąża się w nienawiści i ostracyzmie, tym łatwiej przebudzić się naszym niebezpiecznym, uśpionym namiętnościom, które mogą jednocześnie doprowadzić nas do ekstazy, jak i w brutalny sposób zerwać wizję świata, którą znamy.
„Somna” to komiks wyróżniający się przede wszystkim płynnym, znakomitym połączeniem przyziemnej codzienności z tabuizowanym, fantazyjnym światem koszmarów sennych. Cloonan i Lotay powiedziały nam „dobranoc” w unikalny wizualnie sposób – i samo to stanowi wystarczający powód, by zapoznać się z proponowaną historią. Opowieść o Ingrid udowadnia przede wszystkim, że warto sięgać po wyświechtane tropy, by pozwolić im wejść w polemikę ze współczesnym dyskursem – efektem końcowym może bowiem okazać się magnetyzująca podróż w głąb ukrytych pragnień, która doskonale odnalazła swój charakter w medium komiksu. Zastrzegam jednak, że jest to historia wysoce symboliczna, a same czarownice odgrywają w niej rolę nader metaforyczną – niech więc czas i miejsce akcji was nie zwiodą.
Komiks do recenzji otrzymałem od wydawcy, Lost in Time, któremu serdecznie dziękuję. Za przekład na język polski odpowiedzialna jest Maria Lengren.
Przeczytaj również: Oficjalny zwiastun „Caught Stealing”. Brud, smród, Austin Butler i Matt Smith