Kino niezależne – a mainstreamowe tym bardziej – lubi czasem nieco fetyszyzować cierpienie bohaterów na ekranie. Często robione jest to po prostu dla narracyjnej dramaturgii, rzadziej w celu eksperymentów formalnych (czego dobrym przykładem jest zaproponowana przez Kristen Stewart ekranizacja „Chronologii wody”), a gdzieniegdzie po prostu, aby wykorzystać talent zaangażowanych w produkcję aktorów (co wcale nie wyklucza się z powyższymi). Eva Victor w „Sorry, Baby” podchodzi do tego zagadnienia jednak zgoła inaczej. Choć jej bohaterka doświadcza w młodym wieku nieopisanej tragedii, młoda kobieta nie godzi się, aby to wydarzenie permanentnie zdefiniowało jej dotychczasowe i przyszłe jestestwo. Eksploracja tych starań to główny temat filmu, poprzez które reżyserka proponuje odmienną od najczęstszych narrację na temat przeżywania i pokonywania wewnętrznego cierpienia.
Główna bohaterka, Agnes, to nieco nieśmiała społecznie studentka literatury, wiążąca swoją przyszłość z karierą akademicką w Nowej Anglii. Kilka lat później, gdy rozpoczyna się akcja filmu, wiemy, że osiągnęła swój cel, i gdy odwiedza ją wieloletnia przyjaciółka, Lydie (Naomi Ackie), Agnes jest już profesorką literatury w rodzinnym Fairpoint. Atmosfera wokół spotkania przyjaciółek, mimo silnej, łączącej ich więzi, pełna jest jednak subtelnego bólu i przemilczeń na temat bolesnej przeszłości. Widz czuje, że w tej pozornej, sielankowej historii sukcesu kryje się pewna gorycz związana z czasami studenckimi, gdy Agnes przygotowywała pracę licencjacką pod okiem swojego mentora, Prestona (Louis Cancelmi). „Sorry, Baby” lawiruje linią czasową życia Agnes. Raz za razem prezentowana nam jest chwila obecna i jej akademicka codzienność, pełna tęsknoty za Lydie i rozwoju relacji ze świeżo przygarniętym kotem oraz sąsiadem Gavinem (Lucas Hedges), a także wyrywki z przeszłości, które spowodowały ciężkie do wyleczenia rany na sercu bohaterki. Składa się to na obraz niełatwej codzienności, pełnej w podobnym stopniu walki z własnymi demonami, co leczniczych interakcji z najbliższymi.

I to właśnie ta przerywana narracja, pozornie dosyć dla tego typu dramatów typowa, stanowi o sile obrazu. Wynika to z tego, że Eva Victor ma wiele interesujących pomysłów formalnych na opowiedzenie o tragedii. Agnes jest ofiarą, nigdy jednak nie akceptuje w pełni tej łatki, przez co metraż nie narzuca nam takiej perspektywy. „Sorry, Baby” to historia przede wszystkim o młodej kobiecie i ważnych w jej życiu relacjach, a nie o stygmatyzującym ją wydarzeniu. Film unika w ten sposób dążenia do taniej, dramaturgicznej sensacji – stawia zamiast tego na realistyczne przedstawienie rozterek swoich bohaterów. Reżyserka ufa im do tego stopnia, że niektóre z kluczowych wydarzeń funkcjonują tu przede wszystkim w formie relacji świadków. Z jednej strony można uznać to za złamanie skostniałej zasady „show, don’t tell”, z drugiej – to naturalne dla obrazu w tak dużym stopniu stawiającym na tematy przyjaźni i bezgranicznego zaufania, na którego szali stawiane są zarówno te dobre, jak i złe uczucia i doświadczenia. Reżyserce zależy na stworzeniu historii w lekki sposób podchodzącej do ciężkich chwil, jednocześnie oddającej niemal cały głos tym, którzy tych przykrych wydarzeń doświadczyli. A ludzie, jak to ludzie, radzą sobie z problemami bardzo różnie – i Eva doskonale wie, że ciężko doszukiwać się w tych reakcjach szablonowości.
Ukazane jest to w interesujący sposób. Przede wszystkim: mimo niekwestionowanej warstwy dramatycznej, „Sorry, Baby” to w wielu momentach czarna komedia, sarkastyczna i ironizująca wobec absurdów rzeczywistości ofiar czy kruchej męskości. Jasne, jest tu sporo o przyjaźni i siostrzeństwie, ale nie zabrakło szpili wbitej w „kobiecą solidarność”, gdy ta funkcjonuje jedynie hasłowo, zamiast oferować realną pomoc. Sporo tu również żartów dotyczących relacji czy seksu, co w filmie o tak ciężkim temacie dla wielu może wydać się wybijające. Humor nie pełni tu jednak roli rozładowania napięcia czy tworzenia kontrastu, a pozwala bohaterom na chwilę oddechu, zebranie myśli i dalsze procesowanie trudności. Jednocześnie scenariusz Evy raz za razem podkreśla to, jak ważna jest szczera rozmowa oraz okazanie empatii, nawet w odniesieniu do nieznajomych – co sygnuje rewelacyjna scena z drugoplanowym udziałem Johna Carrolla Lyncha. Tonalnie blisko temu debiutowi do „Bojacka Horsemana” – nawet, gdy nad postaciami wisi cierpienie, to nigdy w całości nie przykrywa on ich dążeń do stawienia czoła kolejnemu dniu. Zwłaszcza, gdy odnajdujemy bliskość w najbliższym otoczeniu, które może stanowić plaster na doznane zło. A zło to wtedy nie dotknie nas, jeśli na to nie pozwolimy.

Poza wspomnianym Johnem Carrollem, cała obsada spisuje się tu zresztą znakomicie. Naomi Ackie doskonale odnajduje się w roli wspierającej „live or die” przyjaciółki, Lucas Hedges przyjemnie odgrywa daną mu rolę situationshipu z sąsiedztwa, a Agnes (nawiasem, ucieleśniona przez samą reżyserkę) to ciekawa, bardzo mało pierwszoplanowa, zagubiona bohaterka, przyjmująca rzeczywistość ze spora dozą niepewności i cynizmu. Agnes nieustannie próbuje zrozumieć to, co ją spotkało, co prowadzi z kolei do interesujących przemyśleń na temat krzywdy, jej zasadności i jednoznaczności winy. Jeśli doznamy cierpienia, łatwo ulokować nam nienawiść w winowajcy – ale czy to faktycznie skuteczny sposób na uzdrowienie, czy jedynie zrealizowanie pokładanych w nas oczekiwań? „Sorry, Baby” zadaje wiele podobnych pytań i choć nie oferuje jednoznacznych odpowiedzi, reżyserka – a co za tym idzie, widz – widzi dla swoich bohaterów sporo nadziei, nawet jeśli potrafi przyjąć to formę uśmiechu przez łzy.
„Sorry, Baby” to minimalistyczny formalnie film o najważniejszych wartościach – przyjaźni, oswojeniu cierpienia i spoglądaniu naprzód. O tym, jak nieunikniony w życiu każdego jest ból oraz jak ważne jest wsparcie, które pozwoli nam go zniwelować. O tym, że czasem niemożliwe jest przeciwdziałanie złu, ale zawsze możemy dążyć do odebrania mu mocy poprzez ciepłe słowo. Oprócz tego wszystkiego, debiut Evy Victor oferuje również ciekawą zmianę narracji na temat ofiar, oddając pierwsze skrzypce właśnie im, a nie napotkanym przez nie trudnościom. Składa się to na bardzo czuły komediodramat, których w kinach jest zdecydowanie za mało.
Film „Sorry, Baby” obejrzycie w kinach dzięki uprzejmości dystrybutora Forum Film Poland.
Przeczytaj również: „Rosario” – nastrojowy horror z Davidem Dastmalchianem w kinach od 31 października