Muszę przyznać, że Wydawnictwo Egmont ma świetne wyczucie czasu, bowiem wraz z nadejściem chłodnych, jesiennych wieczorów, postanowili uraczyć mnie nową grą planszową. Ale czy złośliwe i dość szkaradne gobliny mogą być dobrym kompanem do gry? Sprawdziłam to, a moją opinię znajdziecie poniżej.

„Goblin Coaster” jest debiutem dwójki autorów – Jaya Mayberga i Ursuli Hermens-Mayberg. Z kolei ilustracje to miły, polski akcent, bo za stronę wizualną odpowiada Piotr Sokołowski. Ten natomiast dał się wcześniej poznać przy okazji innej planszówki, „Chemicy Magicy”, która swoją premierę miała całkiem niedawno, bo na początku września. Zdobił również książki Marcina Mortki, a nawet Jakuba Ćwieka.

goblin
Zdjęcie własne

Cel gry wydaje się być banalny. Tworząc jedną, zgraną drużynę, należy zbudować trasę kolejki górskiej, dzięki której rzeczone gobliny będą mogły dotrzeć do skarbu. Ale jak wspomniałam, tak się tylko wydaje. Po drodze na uczestników gry czeka szereg przeszkód, takich jak nietoperze, pajęczyny i stosy kamieni. Jednak Waszym największym nemezis jest czas. Ten płynie nieubłaganie i nie ma na niego żadnej rady.

goblin coaster
Zdjęcie własne
No dobrze, ale o co właściwie w tym wszystkim chodzi? W jaki sposób buduje się kolejkę? W dowolnym miejscu na stole ustawiacie kafelek będący początkiem rollercoastera. Tym samym zauważycie, że na torach znajdują się okrągłe pola – tam ustawiacie klepsydrę. Następnie każdy z graczy po kolei losuje kafelek z kolejnymi częściami toru. Jeśli wylosowany element nie pasuje do ułożonego już wzoru, należy zwrócić kafelek do woreczka i oddać ruch następnemu graczowi.
goblin coaster
Zdjęcie własne
Jednocześnie kątem oka trzeba pilnować klepsydry, która odlicza czas Waszej gry. Piasek nie może całkowicie się przesypać, gdyż to oznacza klęskę całej drużyny – a jeden za wszystkich, to wszyscy za jednego. Dlatego zanim to się stanie, możecie obracać klepsydrę i od nowa mierzyć czas, jednak wówczas trzeba przesunąć ją o jedno pole do przodu. A tych macie do dyspozycji tyle, ile zdążycie zbudować odcinków drogi. Gra „Goblin Coaster” jest podzielona na 5 poziomów trudności, co pozwala stopniowo zaznajomić się z jej regułami. Jest ona też na tyle elastyczna, że pozwala wprowadzać własne zasady. Na przykład poziom 2 wprowadza utrudnienie w postaci przeszkód, o których wspominałam wyżej. Aby je pokonać, musicie wylosować kafelek z odpowiednim narzędziem – do dyspozycji macie kilof, lampę albo nożyczki. Zgodnie z instrukcją, jeśli narzędzie nie pozwala Wam rozwiązać problemu, przed którym akurat stoicie, należy zwrócić kafelek do woreczka. My jednak układaliśmy wylosowane pomoce od razu na trasie, zgodnie z ich przeznaczeniem, co czasami ratowało nas od całkowitej porażki.
coaster
Zdjęcie własne
Wszystkie elementy gry są dwustronne, dzięki czemu nie traci się cennych sekund na odszukanie grafiki i dopasowanie jej. Ale to niestety tylko w teorii… Są niewielkie różnice w cięciach poszczególnych krawędzi, przez co trudno jest połączyć płaską stronę kafelka z tą delikatnie wypukłą. Tak więc czas, który miał być zaoszczędzony dzięki dwustronnym ilustracjom, jest tracony w zwiększonej ilości na próbę dopasowania krawędzi, które powinny być zupełnie uniwersalne.
Wydawca sugeruje, że optymalna liczba graczy powinna wynosić od 2 do 6 osób, a ich wiek mieścić się w granicach od 8 do 108 lat. Jednak jeśli jesteście społecznymi wyrzutkami jak ja, a Wasze ukochane psy (lub inne sierściuszki!) zamiast emocjonującej rozgrywki preferują relaksującą drzemkę, to spokojnie możecie zagrać ze swoim odbiciem w lustrze (psst… aktu urodzenia też nikt nie będzie sprawdzał).
goblin coaster
Zdjęcia własne
Zatem odpowiedzmy sobie na postawione wcześniej pytanie – czy gobliny pomimo swoich niecnych charakterków umilą Wam czas grudniowej niepogody? Zdecydowanie tak. Gra dostarcza wielu emocji i śmiechu, a przede wszystkim wzmacnia umiejętności komunikacyjne i pracy w zespole. Może posłużyć jako forma integracji na luźnej imprezie ze znajomymi albo jako rozrywka po niedzielnym obiedzie z rodziną. Jeśli jesteście fanami takich gier jak „Carcassone” albo klasyczne domino – „Goblin Coaster” może być idealne dla Was.
Recenzja „Goblin Coaster” była możliwa dzięki uprzejmości Wydawnictwa Egmont, które w ramach współpracy bezpłatnie udostępniło nam grę. Dzięki! Natomiast Was serdecznie zachęcam do zakupu własnego egzemplarza!

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Dominika Mucha

Dominika Mucha

Z jednej strony kryminolog, a z drugiej miłośniczka popkultury szeroko rozumianej. Po uszy zakochana w Austrii. Najlepiej dogaduje się z tymi, którzy już nie żyją – Falco, Jimem Morrisonem, Michaelem Hutchencem, Ianem Curtisem, etc. Jej formą ekspresji jest nie tylko słowo pisane, ale również tatuaże, o których może mówić bez końca. Stała bywalczyni rockowych i metalowych koncertów. Prywatnie szczęśliwa mama dwóch psów i maniaczka górskich wędrówek.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy