Batman to tego typu bohater, o którym w zasadzie powiedziano już raczej wszystko, co można powiedzieć. Od lat solowe przygody człowieka-nietoperza często kręcą się w kółko i nie dodają żadnych ciekawych elementów do mitologii tej postaci. Niestety Batman po prostu stał się już na tym etapie nudny.
Tak, Powiedziałem to. Na szczęście są scenarzyści, którzy doskonale wiedzą, że najciekawszym elementem całej mitologii mrocznego rycerza są te wszystkie postacie wokół niego. To powiedziawszy mam na myśli, że ciekawsza od samego Batmana, jest bat-rodzina, a Batman wypada najlepiej gdy możemy zestawić go z tak barwnymi postaciami jak Dick Grayson, Damian Wayne, Stephanie Brown, Jason Todd, czy oczywiście – Alfred Pennyworth. Dlatego „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” było dla mnie pewnym komiksowym objawieniem praktycznie od samego początku gdy ta seria zaczęła wychodzić w USA.

Byłem przeszczęśliwy, że w końcu ktoś postanowił przedstawić Batmana i bat-rodzinę w tak bardzo uroczy i masujący serce sposób. Przez lata marzyłem o tym żeby dostać tego typu bezpretensjonalną i urokliwą historię. Najwidoczniej nie tylko ja potrzebowałem w swoim życiu takiego komiksu, ponieważ komiks ten odniósł ogromny sukces! Co ciekawe, początkowo seria „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” ukazywała się tylko i wyłącznie na platformie Webtoon i nikt nawet nie myślał o wydaniu fizycznym, a co dopiero wydaniu tego komiksu na innym rynku niż ten amerykański. Nominacja do nagrody Eisnera oraz ogrom pozytywnych opinii sprawiła, że „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” stało się ogromnym hitem oraz sporym sukcesem, co mnie osobiście bardzo cieszy.
Przeczytaj również: „Star Wars. Kanan. Ostatni padawan” [RECENZJA]

Nie zrozumcie mnie zle, to nie jest wielkie arcydzieło pokroju „Strażników” Alana Moore’a lub „Animal Mana” Granta Morrisona. „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” to po prostu przeurocza i bezwstydna historia o różnych często absurdalnych perypetiach i trudach życia codziennego członków bat-rodziny. Podczas lektury miałem ogrom skojarzeń z serialem „Ted Lasso”, więc jeśli tego typu „wholesome” opowieści w pełni skupione na relacjach postaci to coś, co wpisuje się w wasze gusta, to „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” jest serią stworzoną dla was.

Ze świeca szukać tak wyjątkowych i bezpretensjonalnych komiksów. Mało jest takich serii, które będą w stanie z miejsca was rozweselić i poprawić wam humor. Kocham kiedy czytając komiks czuję, że scenarzysta ma ogrom serca do postaci o których pisze. Podczas lektury „Batman: Przygody rodziny Wayne’ów” czułem to przy każdym pojedynczym rozdziale.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Egmont Polska, za co serdecznie dziękujemy. Recenzowany komiks znajdziecie tutaj.