Literaturę – nie tylko sci-fi – od zawsze interesuje relatywizm czasu. Objawia się to na wiele sposobów: zabawą narracją i punktami widzenia, dekonstrukcją chronologii czy częstymi eksperymentami z zasadą trzech jedności. Nic dziwnego, że twórcy tak chętnie podejmują to zagadnienie. Niesłabnąca popularność historii o, dajmy na to, podróżach w czasie, dobitnie udowadnia, że czytelników niezmiennie pociągają opowieści, w których czas – w odróżnieniu od czekającej za oknem rzeczywistości – pozostaje nielinearny i zagadkowy. Xia Jia, autorka wydanego świeżo przez Tajfuny zbioru opowiadań „Tik-tak”, bierze sobie za cel eksplorowanie tych zależności w wielu kontekstach, łącząc zagadnienia społeczne z historycznymi. Jednak to, co przede wszystkim odróżnia ją od wielu podobnych literackich prób, jest intrygująca romantyczność. I choć wrażliwość, z jaką 41-letnia pisarka opisuje rolę i niepewność upływu czasu w kontekście nieuchronnych zmian społecznych czasem może wydać się naiwna, bardzo często porusza do głębi. 

„Opowieści noworoczne”, czyli „Czarne lustro” po chińsku

Pierwszy wydany w Polsce zbiór autorki składa się z różnorodnych krótkich próz. Lekturę otwierają „Opowieści noworoczne” – przewrotne miniopowiadania o pesymistycznych wizjach przyszłości, w przypadku których Xia nie kryje swoich inspiracji formułą „Czarnego lustra” (którego to naszą recenzję najnowszego sezonu znajdziecie tutaj). I choć, siłą rzeczy, nie są one zbyt rozbudowane (średnią liczą zaledwie kilka stron), w dobry sposób wprowadzają czytelnika w motyw przewodni „Tik-tak”, czyli właśnie szeroko pojmowane postawy ludzkie wobec upływu czasu. Mamy tu m.in. humorystyczny komentarz na temat kondycji współczesnych związków, w którym speed-datingiem – zamiast nas – zajmują się nasze klony i klony tych klonów; poruszającą historię urodzin staruszki, która mimo postępu techniki nie potrafi cieszyć się z wirtualnych odwiedzin bliskich; czy gorzką opowieść o zjeździe absolwentów, których obecne, poukładane życie zostaje skonfrontowane z młodzieńczymi marzeniami. Historie te czyta się lekko i przyjemnie, i choć autorka w ich przypadku zaoferowała nam jedynie podstawy kreacji świata przedstawionego, już czuć w nich dużą lekkość i wrażliwość, która w dalszej części zbioru pozwoli wykształcić się bardziej złożonym, dłuższym formom. I w ich przypadku Xia Jia brawurowo rozwija skrzydła, coraz śmielej wiążąc swoje opowieści z kontekstami geopolitycznym, historycznym i mitologicznym jej rodzinnego Wschodu.

Owsiankowe sci-fi

Bardziej eksperymentalne i wymagające opowiadania, takie jak „Nocna wyprawa smoczego konia” czy „Sen o wiecznym lecie”, co prawda z początku mogą przytłoczyć dużą liczbą nazwisk czy odwołań do chińskiej historii, ale w żadnym stopniu nie zaburza to lektury. Wręcz przeciwnie – wzbogaca ją o szereg nowych perspektyw, które ujawniają, jak dużo do powiedzenia ma autorka. Szybko orientujemy się, że zależy jej nie tylko na snuciu pesymistycznych wizji przyszłości (głównie związanych, oczywiście, z rozwojem technologii), ale i oddaniu hołdu własnym korzeniom czy wspomnieniom. Nie bez przyczyny Xia Jia uznawana jest za królową nurtu zwanego „porridge SF” (w wolnym tłumaczeniu moglibyśmy przełożyć to na „owsiankowe sci-fi”), które w odróżnieniu od „klasycznej” fantastyki naukowej stawia nacisk na obyczajowość i lekkość przekazu. Dlatego też historie w „Tik-tak”, nierzadko wymagając od czytelnika zgłębienia dodatkowego kontekstu, często okraszone są krótkim posłowiem samej aktorki, wyjaśniającym niezbędne odwołania czy konkretne decyzje narracyjne. Zazwyczaj nie jestem zwolennikiem takich rozwiązań – lubię, gdy literatura mówi sama za siebie – lecz w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadzało. Xia Jia korzysta z tej formy nie po to, aby dyktować nam interpretacje swoich dzieł, a raczej, aby podzielić się krótką myślą czy wspomnieniem, które bezpośrednio wpłynęły na ich powstanie. Wstawki te – przypominające momentami wpisy w pamiętniku – w interesujący sposób rysują przed nami kontur charakterologiczny autorki. Warto zwrócić na to uwagę, bo „Tik-tak” ewidentnie jest zbiorem mocno ukształtowanym przez jej czułą osobowość.

Xia Jia, autorka zbioru „Tik-tak”, to

A osobowość ta, o czym w przypadku tej recenzji nie można nie wspomnieć, jest również szalenie romantyczna. Xia Jia zupełnie nie dba o to, czy zaproponowana przez nią historia rozwinie wszystkie zapoczątkowane wątki i dotrze do satysfakcjonującego zakończenia – znacznie bardziej interesuje ja, co czują jej bohaterowie i w jaki sposób wzbudzić podobne emocje u czytelników. Najlepszym tego przykładem jest „Czas poza twoim zasięgiem”, historia będąca dla mnie zdecydowanie najjaśniejszym punktem całego „Tik-tak”. Czysto teoretycznie mało w niej sci-fi – to bardziej obyczajówka z błyskotliwym, fantastycznonaukowym pomysłem wyjściowym, niczym gatunkowe odcinki wspomnianego już „Black Mirror”. Mimo tego, byłem i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem, ile wartej uwagi treści znalazło się w pozornie prostej historii miłosnej, która miesza w sobie young adult z konwencją kina drogi („Thelma i Louise” jest tu zresztą bezpośrednio wspomniana). Takich ciekawych eksperymentów jest tu zresztą znacznie więcej. „Nad rzeką Milou” łączy w sobie narrację epistolarną z metakomentarzem na temat tworzenia, „Duet miłosny” w interesujący sposób odnosi się do naukowego dyskursu związanego z odczuwaniem biologicznej i psychologicznej miłości, a „Lato Tongtong” – pod płaszczem historii o opiekujących się seniorami androidach oczami rezolutnej wnuczki – przemyca dosadny przekaz dotyczący codzienności weteranów, którzy w młodości brali udział w rewolucjach społecznych. Ten ostatni to szczególnie niecodzienny jak na science-fiction wątek, który nadaje całości dodatkową wartość antropologiczną. 

Miłości – czy to romantycznej, czy rodzicielskiej, obecnej, przyszłej czy minionej – jest w „Tik-tak” całe mnóstwo, i to pod wieloma, nieoczywistymi postaciami. Momentami jej przedstawienie może wydać się nieco zbyt skrótowe i pretensjonalne, a poszczególne zaprezentowane koncepty sci-fi potrafią zrazić przekombinowaniem, ale autorce nigdy nie można odmówić jednego: szczerości. Nawet, jeśli nie każda puenta nas do siebie przekona, trudno pozbyć się wrażenia, że obcujemy z opowiadaniami, których każde słowo zostało napisane z największą ufnością w istotę własnego przekazu. Xia Jia głęboko wierzy, że gwałtowny rozwój technologii – choć w tej chwili może raczej wydawać się, że wpływa głównie na pogłębienie izolacji społecznej i zatracenie wspólnoty – w ostatecznym rozrachunku pomoże ludzkości wypracować rozwiązania i nastroić bijące serce mechanicznej przyszłości, które pozwolą nam na nowo zbliżyć się do wzajemnych, głębokich uczuć. I dzięki takim historiom, jak najjaśniejsze punkty „Tik-tak”, łatwo oddać się tej wierze razem z autorką.

Książkę „Tik-Tak” autorstwa Xia Jia zrecenzowaliśmy na podstawie egzemplarza recenzenckiego zapewnionego przez Wydawnictwo Tajfuny – dzięki!

Przeczytaj również: 5 filmów o skateboardingu z okazji Dnia Deskorolki

 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy