Wraz z początkiem roku Wydawnictwo Replika zaprasza w pasjonującą podróż po Stanach Zjednoczonych. W programie wycieczki znajdują się same najważniejsze, wręcz symboliczne miasta, poczynając od Nowego Jorku, przez Detroit i Tucson, a na San Francisco kończąc. Przewodnikiem „W drodze” jest Sal Paradise, młody i całkiem beztroski pisarz, który nie stroni od pięknych kobiet i dobrych trunków. To co, ruszamy?

Cienka linia pomiędzy autobiografią, a fikcją

Już z pierwszych stron książki można łatwo wywnioskować, że „W drodze” przynajmniej częściowo stanowi zapisek własnej historii autora. Wskazuje na to choćby lekkość w nawiązaniu relacji między odbiorcą i narratorem, który jednocześnie jest głównym bohaterem. W jego relacji można bezpośrednio wyczuć specyficzną szczerość i realizm doświadczanych wydarzeń. Inną wskazówką jest sporadycznie pojawiający się strumień świadomości. Z niego dowiadujemy się o zewnętrznych przeżyciach bohatera i poznajemy to, co jednocześnie dzieje się w jego głowie.
Żeby dodać całości większego smaku i pobudzić Waszą wyobraźnię, zdradzę Wam, że reszta bohaterów również jest mocno stylizowana na prawdziwych osobach z życia autora.
Zatem które z opisywanych wydarzeń działy się naprawdę, a które zostały podkolorowane przez autora? Cóż, to już na zawsze pozostanie słodką tajemnicą Jacka Kerouaca…

Szaleniec ogarnięty szałem życia

Jack Kerouac urodził się w marcu zaraz na początku lat 20 XX wieku. Przedstawia się go jako amerykańskiego pisarza, jednak często wskazuje się na jego kanadyjskie korzenie. Zresztą jego pełne personalia brzmią Jean-Louis Lebris de Kérouac. Ciekawe jest, że przez pierwsze lata życia, pisarz w ogóle nie mówił po angielsku. Jedynym językiem, jakim posługiwano w rodzinnym domu, był francuski.
Początkowo Kerouacowi wróżono świetlaną karierę sportowca. Wykazywał się szczególnym talentem piłkarskim, co nawet uczyniło z niego lokalną gwiazdę. A to z kolei przełożyło się na stypendium sportowe i naukę na Uniwersytecie Kolumbii w NYC. I tam poznał bohaterów omawianej książki, którzy permanentnie odmienili jego życie – Neala Cassady’ego, Williama S. Burroughsa oraz Allena Ginsberga. Razem tworzyli naczelnych przedstawicieli bitników (albo beat generation).

„w drodze"

źródło: https://peterkurtz.wordpress.com/2022/03/21/yes-jack-kerouac-still-matters/

Beat – beat – beaten

Bitnicy stanowili pewien specyficzny ruch wśród amerykańskiego społeczeństwa. Trochę literacki, trochę kulturowy. Przede wszystkim anarchistyczny, indywidualny, pełen beztroski i buntu. Idealną do ich określenie wydaje się być sentencja „carpe diem”, bowiem ludzie identyfikujący się jako bitnicy żyli pełnią życia, czerpali z niego pełnymi garściami i nie zamartwiali się jutrem.
Aby móc nazywać się bitnikiem w latach 50, nie wystarczyło tylko buntować się wobec wszystkiemu i wszystkim. Przedstawiciela tego ruchu charakteryzował ściśle określony wygląd i ubiór. Bitnicy byli zbyt pochłonięci rozważaniami filozoficznymi i wewnętrznymi przeżyciami, aby dbać o schludny ubiór. Niejednokrotnie można było spotkać ich w towarzystwie alkoholu i w oparach dymu papierosowego. No i narkotyki. Te miały pomagać im w odkrywaniu prawdy o życiu, zwłaszcza podczas niezliczonych podróży.

„w drodze"

źródło: https://www.poetryfoundation.org/collections/147552/an-introduction-to-the-beat-poets

„Życzę Ci, żebyś dotarł tam, dokąd jedziesz, i żebyś tam zaznał szczęścia.”

Skoro już znamy najważniejsze fundamenty „W drodze”, to skupmy się teraz na samej książce.
Już pierwsze strony sprawiają wrażenie, jakbyśmy znaleźli się w samym środku jakiegoś szalonego i bardzo ożywionego umysłu. Główny bohater bez żadnego wprowadzenia opowiada nam historię poznania Deana Moriarty’ego, co miało miejsce tuż po jego rozstaniu z żoną (swoją drogą, Kerouac w ciągu swojego niespełna 50-letniego życia był żonaty aż 3-krotnie). Krótka historia Deana i już pojawia się kolejna postać, Chad King. Ledwo przeczytamy o pobycie Deana w poprawczaku i jego zaślubinach z niejaką Marylou, jak następne zdania zdradzają nam nowych bohaterów. W międzyczasie pojawia się Nietzsche, kryzys w małżeństwie państwa Moriarty, wyprowadzka z Nowego Jorku do Hoboken, chęć napisania książki, Goethe. Po 10 stronach, które odpowiadają dokładnie pierwszemu rozdziałowi, pomyślałam sobie „to nie dla mnie” i zamknęłam książkę. A za chwilę do niej wróciłam.

„W drodze” ma swój start w Nowym Jorku, gdzie autor studiował na Uniwersytecie Kolumbii. Przenosimy się do końcówki lat 40. Amerykanie zakończyli udział w II wojnie światowej, żołnierze wrócili z frontu, a państwo wypłaciło im należne pieniądze. Nasz bohater zdaje się nie mieć większego pomysłu na siebie i życie. On chce tylko pisać książki. Nie dzieli życia z żadną partnerką, pomieszkuje kątem u cioci, która w niczym go nie ogranicza, a nawet wspiera. Dlatego gdy stary przyjaciel wysłał mu list z zaproszeniem do San Francisco i propozycją rejsu po Atlantyku, ten pakuje swój dobytek w marynarski worek i wkrótce rusza na przeciwległy kraniec Stanów Zjednoczonych.

„w drodze"

źródło: grafika stworzona z użyciem AI

Autostop i szarlotka z lodami

Sal Paradise, bo tak nazywa się narrator opowieści, zapowiada swoje przybycie w ciągu 10 dni. Realizacja jednak okazuje się być daleka od tego założenia. Problemem jest nie tylko odległość, która wg Google Maps wynosi blisko 3 000 mil (niespełna 5 000 km). Problemem jest także sam transport.

Paradise nie jest bogaczem, którego stać na własne auto. Zresztą taki sposób komunikacji nie przystoiłby prawdziwemu bitnikowi. Z 50$ w kieszeni i sandałami na stopach, mężczyzna podróżuje autostopem lub piechotą. W chwilach większego zwątpienia i bezsilności, zdarza mu się kupić bilet na autobus. Podczas dłuższych postojów oddaje się on nadludzkim przyjemnościom pod postacią… szarlotki z lodami. Jak deklaruje, im dalej od NYC, tym porcje są większe.

Sal opisuje swoje przygody w tak barwny i nieraz szczegółowy sposób, że czułam się, jakbym była tam razem z nim. To świetny trening dla naszej wyobraźni. Nawet bez większej znajomości amerykańskiej geografii czy realiów życia w połowie XX wieku, z dużą łatwością możemy zobrazować sobie rozkład dróg, architekturę poszczególnych miast albo wystrój przydrożnych barów dla kierowców. Dzięki stylowi językowemu, który przecież był tak charakterystyczny dla Kerouaca, równie łatwo jest nam przeżywać emocje Paradise’a i jego przyjaciół.

„W drodze”, czyli manifest, bestseller i najważniejsza książka XX wieku (67/100)?

Chociaż „W drodze” jest jednym z całego wachlarza książek, poezji i antologii napisanych przez Jacka Kerouaca, to właśnie ta pozycja jest uważana za jego wiekopomne dzieło. Sam pisarz nie miał szczęścia dożyć tych sukcesów. Zmarł u schyłku 1969 roku na wskutek długotrwałej choroby alkoholowej. Okrzyknięta manifestem bitników, światowym bestsellerem, najważniejszą książką XX wieku wg „Le Monde”, narzędziem rewolucji literackiej, od blisko 70 lat konsekwentnie poszerza swoje grono miłośników. A ja jestem jednym z nich.

„w drodze"

źródło: https://replika.eu/tytul/w-drodze/

Powyższą recenzję mogłam przygotować dzięki współpracy z Wydawnictwem Replika, które przekazało mi bezpłatny egzemplarz. Klikając tutaj, możecie zakupić własny.

 

Przemek twierdzi, że zespół Avenged Sevenfold ma w Polsce najbardziej oddaną rzeszę fanów. Sprawdźcie, jak to argumentuje!

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 1 głos
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback
10 miesiące temu

[…] Czytaj także: „W drodze” [RECENZJA]  […]

O Autorze

Picture of Dominika Mucha

Dominika Mucha

Z jednej strony kryminolog, a z drugiej miłośniczka popkultury szeroko rozumianej. Po uszy zakochana w Austrii. Najlepiej dogaduje się z tymi, którzy już nie żyją – Falco, Jimem Morrisonem, Michaelem Hutchencem, Ianem Curtisem, etc. Jej formą ekspresji jest nie tylko słowo pisane, ale również tatuaże, o których może mówić bez końca. Stała bywalczyni rockowych i metalowych koncertów. Prywatnie szczęśliwa mama dwóch psów i maniaczka górskich wędrówek.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy