Dziś na ekrany kin wchodzi „Innego końca nie będzie” – debiut pełnometrażowy reżyserki Moniki Majorek. Film z Mają Pankiewicz, Sebastianem Delą i Klementyną Karnkowską w rolach głównych zdobył Nagrodę Publiczności na zeszłorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym, a teraz, za pośrednictwem Kina Świat, trafia do kin w całej Polsce. Obraz, opowiadający historię rodziny zmagającej się z traumą po nagłej śmierci, traktuje m.in. o takich uniwersalnych tematach, jak nadzieja (lub jej brak) na przyszłość, siła wspomnień i trudności w przeżywaniu żałoby. Z okazji premiery zapraszam was do lektury wywiadu, który dla Kącika przeprowadziłem z Moniką Majorek, reżyserką filmu.

Poniżej wklejam oficjalny opis dystrybutora:

Po dłuższej nieobecności, Ola, najstarsza z trójki rodzeństwa, postanawia wrócić w rodzinne strony. Chociaż na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo, to w rzeczywistości życie jej bliskich ruszyło dalej. Mama ma nowego partnera, w garażu brakuje ulubionego samochodu taty, a rodzinny dom wkrótce ma zostać sprzedany. Relacje z bratem, siostrą i matką są dalekie od ideału. Ola wie, że to ostatni moment, aby pogodzić się z przeszłością i zacząć żyć na nowo. Pomogą w tym pełne ciepłych wspomnień rodzinne kasety video i zdjęcia znalezione na strychu.

Robert: Monika, w twoim filmie dużą rolę odgrywają wspomnienia, często te ciepłe, beztroskie, w których sielanka dzieciństwa kontrastuje z bólem i tragizmem chwili obecnej. Bardzo skojarzyło mi się to z Aftersun” Charlotte Wells – i tu, i tu mamy do czynienia z bohaterkami, które niejako zmuszone są skonfrontować się z własną pamięcią. Co zainspirowało Cię do opowiedzenia historii w taki sposób i czy były to narracje wyłącznie filmowe?

Monika: Przez kilka lat pisania scenariusza obudowałam się różnymi referencjami. Pomysł na film rozpoczął się jednak od zdjęcia – zestawienia starej fotografii przedstawiającej troje małych dzieci i nowej, niemal identycznej fotografii przedstawiającej troje dorosłych. Choć stoją obok siebie w tych samych pozach, to biją od nich odmienne emocje. Mam wrażenie, że ten właśnie pomysł, czyli aby główna bohaterka w pewnym momencie filmu przymusiła rodzeństwo do odwzorowania zdjęcia z przeszłości, pociągnął za sobą dalsze wątki. Zadawałam sobie pytania: Kim jest Ola? Może jest fotografką? A jeżeli fotografką, to czy spełnia się w swoim zawodzie, czy wręcz przeciwnie? Co ona może znaleźć w tym domu, co skrywają te wszystkie albumy? I tak dalej, i tak dalej. Wtedy w naturalny sposób sięgnęłam też po taśmy VHS. Ja sama, jako dziecko lat 90., pamiętam, że tego typu kasety były w wielu domach, często towarzyszyły rodzinnym spotkaniom lub rodzina spotykała się tylko po to, by obejrzeć nagrania z ważnych uroczystości i wydarzeń. Pisząc „Innego końca nie będzie”, pomyślałam w pewnym momencie: A co, gdyby takimi nagraniami były migawki i ujęcia z życia codziennego?. Sytuacje typu pierwsza lekcja jazdy samochodem, ale też bardziej przyziemne chwile. Sięgnęłam więc po kilka filmów, które używały tego nośnika albo w bardzo podobny sposób prowadziły kamerę, jak „Rachel wychodzi za mąż” Jonathana Demmego. Pamiętam, że w trakcie pracy nad scenariuszem przeczytałam również „Taśmy rodzinne” Macieja Marcisza, w której to powieści rola kaset VHS i ich wykorzystanie, w charakterze pewnego rodzaju „wyjścia” z prywatnymi nagraniami na zewnątrz, również pełniło bardzo ważną rolę narracyjną.

Robert: Co sprawiło, że to właśnie Ola jest główną bohaterką? Nie kusiło Cię, aby opowiedzieć tę historię z trzech równoległych perspektyw, oczami każdego z rodzeństwa? W końcu jednym z głównych tematów filmu są różne sposoby przeżywania żałoby.

Monika: Pewnie, że kusiło <śmiech>. Przez te kilka lat pracy nad filmem pamiętam, że raz za razem zastanawiałam się: A co, gdyby to była historia mamy? A ojca? A młodszej siostry?  Może jednak brata? I choć każda z tych perspektyw byłaby inna, punkt wyjścia mojego filmu – czyli sytuacja wyjściowa, polegająca na konfrontacji w trakcie spędzonego po latach weekendu rodzinnego – pozostałby niezmienny. Odpowiadając na pytanie, Ola wydała mi się najbardziej sprawcza, a jej zachowanie – konfliktowe i dyskusyjne. Gdy rozmawiałam o tej postaci z Mają [Maja Pankiewicz, odtwórczyni głównej roli – przyp. tłm.], napotkałam u niej opór do postaci. Że jest niesympatyczna, trudna. Cały proces wspólnej pracy nad jej kreacją był fascynujący, ale również stresujący. Zadawałam sobie pytanie: Dlaczego ta postać jest trudna do polubienia? Przecież ja ją rozumiem, ona strasznie cierpi, po prostu nie ma żadnych narzędzi do radzenia sobie z żałobą. Z drugiej strony ja spędziłam z tą postacią kilka lat, dlatego też świeże spojrzenie Mai wydało mi się takie cenne. Pamiętam, że po pierwszym spotkaniu z nią wróciłam do domu z dużym poczuciem ulgi. Ulgi, że nie jestem z tą bohaterką już sama, że Maja nada jej teraz głosu, ciała. I choć było to bardzo magiczne, zadziało się w gruncie rzeczy bardzo naturalnie – po prostu w pewnym momencie już wiedziałam, jak Ola ma wyglądać i zachowywać się po tym, jak przekazałem ją Mai. A z racji, że od wejścia na plan dzieliły nas jeszcze wtedy dwa lata, w oparciu o tę wiedzę powstało kolejne kilka wersji scenariusza. Zupełnie nie wiem, czy to odpowiada na twoje pytanie <śmiech>.

Monika Majorek na planie „Innego końca nie będzie” / materiały prasowe

Robert: W wywiadzie dla magazynu „Kino” wspominałaś o scenie obiadu rodzinnego, której nie było w scenariuszu, ale zrealizowała się w trakcie zdjęć w ramach integracji aktorów. Jak dużo pozwoliłaś sobie na improwizację na planie? Czy ważniejsze jest dla Ciebie trzymanie się ściśle scenariusza, czy to, w jaki sposób aktorzy interpretują swoje role, w tym przypadku – w sytuacji pojednanej po dłuższej przerwy rodziny? Miałaś sztywne ramy na temat jako, jak ma przebiegać ta historia, czy w niektórych sytuacjach pozwoliłaś nieco prowadzić się aktorom?

Monika: Raczej sztywne ramy, choć też nie do końca. Założyłam sobie, że scenariusz powinien być dla nas wszystkich punktem odniesienia i porządkować dni zdjęciowe. Myślę, że w gruncie rzeczy chciałam w ten sposób zdjąć z siebie trochę presji, która jest naturalna przy kręceniu pełnometrażowego debiutu. Ale już to, kiedy na planie powiem sobie i aktorom „stop”, nie było takie oczywiste. Przed planem mieliśmy z obsadą wiele możliwości odbycia indywidualnych spotkań. Dzięki tym rozmowom i późniejszym próbom poznaliśmy się, a obsada nawiązała ze sobą pierwsze relacje. Zależało mi, żeby w trakcie produkcji nie zabić tych relacji, żeby dać im możliwość rozwoju, zarówno w sztucznym środowisku castingowym, jak i podczas zdjęć. Dać szansę na to, by aktorzy poznali lokację i siebie nawzajem w postaciach. I ostatecznie myślę, że to był dobry proces – „Innego końca nie będzie” to film, który istnieje dzięki relacjom stworzonym na planie i widocznym później na ekranie.

Robert: Często mówi się, że oczy to okno, zwierciadło duszy. W twoim filmie takim oknem jest przede wszystkim kamera – oglądanie starych nagrań rodzinnych funkcjonuje jako proces pogodzenia się ze stratą, znalezienia odpowiedzi na niedopowiedzenia przeszłości, również te dotyczące nas samych. Czy można więc powiedzieć, że bohaterowie Twojego filmu spoglądają na własną duszę przez przedmioty martwe, w tym przypadku: kamerę?

Monika: Odnoszę wrażenie, że klasyczna, zmysłowa percepcja doprowadziła ich do trudnych emocji. I oni teraz potrzebują tej kamery, żeby spojrzeć na wydarzenia z pewnego dystansu. To wiąże się zresztą z doświadczeniem pracy jako filmowiec na planie – ja widzę jedno, ale kamera widzi co innego. I to jest ciekawe, bo patrzymy pozornie dokładnie na to samo, ale kamera przepuszcza to w zupełnie inny sposób, narzuca inną perspektywę. Moje osobiste doświadczenie z prywatnymi nagraniami domowymi jest zresztą bardzo podobne. Ja pamiętam pewne rzeczy w konkretny sposób, moje rodzeństwo w inny, a potem, oglądając wspólnie nagranie, zdajemy sobie sprawę, że rzeczywistość wyglądała jeszcze inaczej. Świadomość, że pewne sytuacje zaczęły żyć własnym życiem w naszych głowach, jest orzeźwiająca. W przypadku tego filmu i tej konkretnie historii kamera jest więc tym przedmiotem, tym elementem, który pozwala bohaterom odpuścić i poczuć ulgę. Zapewnia ich, że to, co było, zostało zarejestrowane, a co za tym idzie – istnieje i jest materialne.

Monika Majorek na planie „Innego końca nie będzie” w towarzystwie Bartłomieja Topy i Agaty Kuleszy

Robert: Bardzo lubię w filmach obserwować przestrzeń i analizować to, w jaki sposób oddziałuje ona na bohaterów. W twoim filmie główne miejsce akcji, czyli rodzinna miejscowość Oli, jest dla niej bardzo opresyjna i ciasna – dom pełen jest przedmiotów przypominających jej o ojcu, a postawienie kroku na zewnątrz prawie zawsze wiąże się z przypomnieniem dawnego życia. Spacerując po okolicy spotyka m.in. przyjaciółkę rodziny czy była miłość z nastoletnich lat. Czy to celowy zabieg, czy może chciałaś w ten sposób rzetelnie oddać specyfikę małych miast?

Monika: Postrzegam to trochę jako zabawę kontrastem. Gdy Ola w Warszawie jedzie tramwajem, jest jedną z wielu i może swobodnie przyglądać się otoczeniu, nie wybija się ponad tłum. Lecz gdy wraca do domu, z każdej strony otaczają ją znajome twarze. I myślę, że jest to dla niej coś kojącego. Fakt, że po latach spędzonych w stolicy, gdzie samotność potrafi przenikać aż do kości, nagle wyjeżdża do ciszy, do gór i słyszy tak naprawdę tylko swoje myśli. Ten kontrast był dla mnie bardzo ciekawy, zwłaszcza, gdy weźmiemy pod uwagę, że Ola, wyjeżdżając, nieco traci swoje miejsce w świecie. Nie ma go w Warszawie, z którą wiązała duże nadzieje, i nie ma go też w rodzinnej miejscowości, gdzie uznana jest za tę, co wyjechała, tej, co „udało się” wyrwać, i w świadomości innych nie ma na co narzekać. To naprawdę potrafi odcisnąć silne piętno na człowieku. Ja sama jestem z małej miejscowości. Zdarzyło mi się zostać zapytaną przy okazji pokazywania filmu, dlaczego zdecydowałam się na taki sposób przedstawienia prowincji. A prawda jest taka, że ja po prostu nie znam innego. Tego typu rodzina, jak ta przedstawiona w „Innego końca nie będzie” może mieszkać zarówno w dużym mieście, jak i małej miejscowości. Te małe miasteczka i wsie, które często portretowane są w filmach nieco przaśnie, oczywiście też istnieją – natomiast to nie jest moje doświadczenie. Moje doświadczenie jest takie, że różni nas adres, ale tak naprawdę wszyscy mamy bardzo podobne problemy i bardzo podobne buty na nogach.

Główni bohaterowie „Innego końca nie będzie”, czyli Ola (Maja Pankiewicz), Pipek (Sebastian Dela) i Klementyna Karnkowska (Ajka)

Robert: Ważnym tematem Twojego filmu jest depresja. Nie jest to jednak depresja prezentowana w sposób bezpośredni, a funkcjonuje obok wspomnień, maskuje się przed spojrzeniem bohaterów.  

Monika: Mnie to osobiście bardzo porusza. Fakt, że możemy siedzieć obok kogoś przy jednym stole i tak naprawdę nie mieć pojęcia, jak mu ciężko, z jakimi mierzy się demonami. Jednocześnie mój film rejestruje ten moment historii, w którym bohaterowie, w tym wypadku cała rodzina, decydują się zadać niewygodne pytania, orientują się we wzajemnej żałobie. Robią to jednak bardzo pokracznie, nie mają odpowiednich narzędzi, by przeprowadzić ze sobą terapeutyczne rozmowy. I ta pokraczność wydała mi się bardzo prawdziwa i szczera, zgodne z tym, jak podobne interakcje mogłyby wyglądać w rzeczywistości. Cieszę się, że upór filmowej Oli doprowadził do tego, iż bohaterka ostatecznie wzięła na siebie ten ciężar emocji, odpowiedzialność, której nie chciał wziąć nikt inny. Dla mnie jednoznacznie to był film o tych, co zostają pozostawieni sami sobie w obliczu rodzinnej tragedii. Usłyszałam od innego dziennikarza, że to jest film katastroficzny, w takim sensie że zostawia zgliszcza, pogorzelisko. I tym pogorzeliskiem są ludzie. Oni się uśmiechają, robią rzeczy, ale w głębi duszy już dogasają, i to mi się wydaje przepięknym porównaniem, żałuję, że nie wykorzystałam go w pitchingu <śmiech>.

„Innego końca nie będzie” – Monika Majorek za kamerą / materiały prasowe

Robert: Moniko, bardzo dziękuję ci za rozmowę. Ostatnie pytanie – czy planujesz kontynuować eksplorację tematu rodzinnych emocji i trudności z nimi związanych w swoich kolejnych filmach?

Monika: Zdecydowanie. Czuję, że zagadnienia relacji rodzinnych sprzyja wydobyciu ogromu konfliktów i ciekawych sytuacji, które można eksplorować w filmie. Teraz jednak szczególnie interesuje mnie eksploracja relacji z najstarszymi w rodzinie, czyli pokoleniem babć i dziadków. Bardzo ciekawi mnie to zagadnienie w kontekście szeroko rozumianego kryzysu rodziny.

„Innego końca nie będzie” dostępne jest w kinach w całej Polsce.

Przeczytaj również: „W drodze” [RECENZJA]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback
10 miesiące temu

[…] czas temu na łamach Kącika opublikowałem wywiad z Moniką Majorek, reżyserką filmu „Innego końca nie będzie”. Teraz zapraszam was do rozmowy, w której na moje pytania odpowiedziała Maja Pankiewicz […]

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy