Znacie to uczucie, gdy wybieracie się na film i na etapie czytania opisu macie już w głowie nieco wyrobiony jego obraz, po czym rozsiadacie się w fotelu, a produkcja z każdą minutą coraz bardziej oddala się od waszego wyobrażenia? W zależności od poziomu efektu końcowego może prowadzić to zarówno do dużego rozczarowania, jak i przyjemnego zaskoczenia, choć wszyscy wiemy, że na festiwalach filmowych ryzyko nacięcia się na coś niezgodnego z naszym gustem bywa spore. Na szczęście obejrzany przeze mnie na 10. Splat! Film Fest „Pożeracz dusz” („Le mangeur d’âmes”) to ten rzadki przypadek, gdy seans znacznie przewyższa pokładane w nim oczekiwania. Spodziewałem się mało angażującego, małomiasteczkowego kryminału, a otrzymałem wciągający i pełnokrwisty dramat, w którym rozbrzmiewają echa m.in. „Detektywa” czy najlepszych produkcji skandynawskich. I choć obraz Alexandre Bustillego i Julien Maury pełen jest klisz, są one użyte z rozwagą i w ramach spójnej wizji.

Fabuła to typowa historia w stylu „osobliwe morderstwo na do bólu zwyczajnych przedmieściach”. Pewne małżeństwo morduje i podgryza się nawzajem, lecz, co ciekawe, na ciele żadnego z nich nie ma śladów obrony. Zupełnie tak, jakby w kluczowym momencie nie byli sobą… Czy ich śmierć może mieć coś wspólnego z lokalną legendą o Pożeraczu Dusz, nocnej zjawie, która pozbawia swoje ofiary jakichkolwiek ludzkich odruchów? Rozwiązania zagadki podejmuje się bezwzględna, niepogodzona z własną przeszłością policjantka Elizabeth, czyli tutejsza Mare z Eastown (Virginie Ledoyen) oraz tajemniczy Franck (Paul Hamy), który bada równolegle sprawę zaginięć nieletnich w okolicy. W sennym miasteczku, jak to już bywa, każdy zdaje się wiedzieć więcej, niż mówi, a prawda ukrywa się pod wieloma warstwami pozorów i niedopowiedzeń. 

Kadr z filmu „Pożeracz dusz” na którym widzimy jednego z odtwórców głównych ról, Paula Hamy’ego

Intryga kryminalna w „Pożeraczu dusz” z początku sprawia wrażenie odtwórczej i pretekstowej, lecz wrażenie to z każdą kolejną minutą coraz skuteczniej się zaciera. Wynika to z prostego faktu: to nie jest kolejny film, gdzie wprowadzenie jest zaledwie nic nieznaczącym prologiem przed thrillero-horrorową gonitwą, a pełnokrwisty i przemyślany kryminał sam w sobie. Twórcy od początku bawią się naszymi oczekiwaniami, podrzucając tropy godne najlepszych przedstawicieli gatunku. Mamy tu, oczywiście, nawiązania do okultyzmu w postaci figurek z podobizną tytułowego Pożeracza, niesnaski między lokalną władzą a mieszkańcami czy policjantkę z tragicznym backstory, a poszukiwanie sprawcy tajemniczych zabójstw szybko zaczyna wpływać na podupadającą psychikę bohaterów, dzięki czemu obraz buduje wrażenie wiecznej niepewności. Brzmi znajomo? Każdy fan gatunku, zjadłszy zęby na podobnych historiach, z przyjemnością rozłoży miks motywów zaproponowanych przez „Pożeracza dusz” na czynniki pierwsze.

Lecz te wszystkie, można by rzecz, typowe chwyty, prowadzą do konkretnego, jasnego celu. Rozwiązanie zagadki nie polega na tanim plot twiście, a doskonale łączy się z prowadzoną od początku narracją, zarówno kryminalną jak i obyczajową. Scenariusz „Pożeracza dusz” może nie zachwyci was oryginalnością – tak naprawdę wszystko to już gdzieś było – ale robi to, co jest nadrzędną rolą kryminału: sprawia, że raz za razem kwestionujemy status quo. Choć początkowe pół godziny upłynęło mi na mentalnym odhaczaniu w głowie tropu za tropem, nawet nie spostrzegłem się, gdy fabuła obrała zupełnie inny od spodziewanego kierunku. Nie dajcie się zwieść; „The Soul Eater” to nie tani straszak, a mocny w swoje dosadności dramat społeczny, który doskonale wie, o czym chce opowiedzieć. I nie jest to jedynie tania groza przed wyimaginowanym, lokalnym straszydłem z legend, a autentyczny strach wynikający z przekroczenia granic niczym nieskrępowanego, ludzkiego okrucieństwa w zderzeniu z bezbronną niewinnością. To, co czeka nas za rogiem, to jedynie okruchy dawno utraconego społeczeństwa. I tak, nieco górnolotny tytuł filmu w tym przypadku zdecydowanie należy rozpatrywać również metaforycznie.

Franck i Elizabeth (Virginie Ledoyen) tworzą typowy dla tego typu kryminałów ekscentryczny duet

Warto wspomnieć również o samej surowości i obrazowości świata przedstawionego. Posługując się truizmem mógłbym napisać, że „Pożeracz dusz” to film dla ludzi o mocnych nerwach, bo…  no, faktycznie trochę tak jest. Co prawda opis festiwalowy obiecuje gruszki na wierzbie względem stanu faktycznego, ale nie zmienia to faktu, że francuska produkcja jest bardzo brutalna i dosadna – nawet, jeśli nie zawsze wprost. W pamięć zapada szczególnie lokacja w końcowym akcie, w której wiele z elementów układanki musimy tak naprawdę ułożyć sobie sami, bazując na narracji środowiskowej. Klasyczne i dobrze wyegzekwowane show, not tell, co w kryminałach, z racji na zagadkowy ton całości, zawsze dodaje tego typu historiom dodatkowych niuansów.

„Pożeracz dusz” to nie jest najlepiej wyprodukowany film, jaki obejrzycie w tym roku – główny duet aktorski jest co najwyżej poprawny, a sekwencje akcji, w których na chwilę zawiesza się kryminalny ton, ujawniają sporo niedociągnięć realizacyjnych i klimat niczym z sensacyjniaka oglądanego po północy w telewizji. Jest to jednak tego typu sensacyjniak nocny, który przykuje naszą uwagę i nie pozwoli zmienić kanału, broniąc się wszystkim innym – zagadką, historią, odcieniami szarości i surowością. A to właśnie to jest w tego typu historiach najważniejsze. Dodajmy do tego również udane i niepokojące z racji na swój realizm elementy grozy, a otrzymujemy ponadprzeciętny dreszczowiec, który powinien zadowolić wszystkich fanów porządnego kina gatunkowego.

Ocena: 8/10

Film obejrzałem w ramach 10. Splat!FilmFest – International Fantastic Film Festival.

Zobacz również: „Cisza nocna”. Przechodni półcień życia [RECENZJA] [SPLAT!FILM FEST 2024]

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
1 1 głos
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze

O Autorze

Picture of Robert Solski

Robert Solski

Student czwartego roku polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim i eskapista, który tak samo jak filmy pożera książki, a ostatnio też coraz częściej gra – i wirtualnie, i planoszowo. Stara się oglądać jak najwięcej kina niezależnego, usilnie jednak przeszkadza mu w tym słabość do blockbusterów i seriali. Lubi pisać o wszystkim, co go otacza – zwłaszcza o popkulturze.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy