Non Stop Comics serwuje nam kolejny komiks superbohaterski. Dopiero co recenzowałam świetny „Radiant Black”, a teraz miałam okazje przeczytać „Rogue Sun”. Niestety, nie mam aż takich pozytywnych odczuć, co w przypadku wspomnianego komiksie – ale nie jest też źle.

Tytułowy Rogue Sun jest superbohaterem, który broni mieszkańców Nowego Orleanu. Ten super potężny heros zostaje pewnego dnia pokonany przez nieznanego przeciwnego, w wyniku czego umiera. Jego śmierć to pewna zguba dla miasta, które zostaje bez swojego obrońcy. Rogue Sun był nie tylko bohaterem, ale także mężem i ojcem. Również ojcem, który porzucił syna ze swojego poprzedniego związku — Dylana. Na nieszczęście chłopaka, który szczerze nienawidzi swojego taty, ten przekazał mu super moce i dziedzictwo superbohatera. Od tego momentu to właśnie Dylan staje się nowym Rogue Sunem.
Chłopak nie ma wyjścia i przyjmuje nową rolą, a wraz z nią obecność ducha swojego ojca, który na nowo wkracza do jego życia, tym razem w roli znienawidzonego mentora. Tym samym Ryana Parrotta poza superbohaterszczyzną oferuje czytelnikowi historie skomplikowanych więzów rodzinnych i relacji, których nie da się naprawić. To duży plus, ponieważ bardzo lubię, jak komiksy wykraczają poza tą superbohaterską warstwę i oferują coś więcej niż tylko mordobicie z potworami. Mam jednak pewne zastrzeżenia…
Pomimo ciekawej historii rodzinnej i wewnętrznych intryg „Rogue Sun” nie porwał mnie na tyle mocno, by się tym komiksem zachwycać. Akcja, choć niewątpliwie ciekawa, nie była dla mnie do końca dynamiczna i momentami fabuła po prostu mnie nudziła. Zresztą, tych wewnętrznych intryg odnoszę wrażenie, że było wciąż za mało, żeby wyszły poza typowa historie o herosie. A szkoda, bo pod tym względem „Rogue Sun” ma ogromny potencjał. Mam jednak nadzieje ze kolejne tomu nieco mi ten niedosyt wynagrodzą. Również rysunki Abela nie porywają. Nie ma w nich nic ponad to, co już w wielu innych komiksach widzieliśmy.
Podsumowując, „Rogue Sun” to fajny i przyjemny komiks z dużym potencjałem, który jak na razie nie został w pełni wykorzystany. Do kolejnych tomów podejdę z lekkim kredytem zaufania, ze może ta historia jeszcze nam się rozkręci na lepsze.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Non Stop Comics, za co serdecznie dziękujemy.
Przeczytaj również: „Wujek Sknerus i Dziesięciocentówka Nieskończoności” [RECENZJA]
[…] PrevPoprzedni„Rogue Sun” [RECENZJA] PrevPoprzedni […]