Jest kwiecień, rok 1990. Wśród flagowych produkcji stacji NBC znajdują się m.in. „Saturday Night Live” i „Bill Cosby Show”. Oba programy mają za sobą długą historie i rzeszę wiernych fanów. „Saturday Night Live” kierowane jest przede wszystkim do białej publiczności z klasy średniej. Bill Cosby próbuje natomiast zaoferować widzom historię o wesołej, zasymilowanej afroamerykańskiej rodzince. W tym samym czasie włodarze niedawno powstałej stacji Fox, wpadają na szalony pomysł – a co gdyby połączyć format zabawnych skeczów z humorem typowym dla afroamerykańskiej społeczności? W tej sprawie szefostwo Foxa zgłasza się do Keenena Ivorya Wayansa, który po krótkich negocjacjach przyjmuje ofertę. Dzięki temu 15 kwietnia 1990 telewizja Fox emituje pierwszy odcinek „In Living Color”. Program, który postanowił łamać dotychczasowe bariery i konwenanse, a także pozwolił Jimowi Carrey’owi stać się gwiazdą. Show, które wstrząsnęło nawet włodarzami Super Bowl. Czas na długą podróż do odległych z dzisiejszej perspektywy czasów.
Wielka rodzina Wayansów
Zaczynamy od lat sześćdziesiątych i rodziny Wayansów. Między rokiem 1956 a 1972, Howell i Elvira Wayans doczekali się aż dwanaściorga potomstwa. Damon Wayans żartował w jednym z wywiadów, że jego matka przez szesnaście lat „zachodziła zawodowo w ciążę”. Jego brat Keenen Ivory Wayans (urodzony w 1958 roku) od zawsze marzył o zostaniu komikiem. Jako nastolatek podglądał wystąpienia Richarda Pryora i pragnął mu kiedyś dorównać. Po skończeniu szkoły Keenen parał się stand-upem, powoli rozwijając również karierę jako scenarzysta. W między czasie pobierał szlify przed kamerą, grając epizodyczne role w serialach. Młodszy od niego o dwa lata Damon, także pragnął zaistnieć w Hollywood. W 1984 roku pojawił się w hitowym „Gliniarzu z Beverly Hills”, a chwile później został członkiem obsady jedenastego sezonu „Saturday Night Live”. Jednak jego pięć minut sławy miało dopiero nadejść.
W „In Living Color” ważną role odegrała również urodzona w 1961 roku Kim Wayans, a także najmłodsi z całej tej gromadki Shawn Wayans (1971) i Marlon Wayans (1972), którzy po latach byli odpowiedzialni m.in. za pierwsze dwie części „Strasznego filmu”. Jak tu nie docenić roli tej rodziny w kontekście dzisiejszego tematu.
Jim Carrey – długa droga do Hollywood
Powiedzieć, że w 1990 roku Jim Carrey był nikim, stanowi małe nadużycie, ale prawda jest taka, że lata osiemdziesiąte nie były pasem sukcesów dla komika. Wystąpił w kilku hitach („Peggy Sue wyszła za mąż”, Różowy Cadillac”, „Pula śmierci”), ale tylko w rolach drugoplanowych, epizodycznych. W tym samym czasie udało mu się zagrać w dwóch dość specyficznych komediach. Pierwszą z nich był „Pocałunek księżniczki”, który łączył elementy typowej komedii młodzieżowej z horrorem i sci-fi. Było to jedyne głośne dzieło kinowe, z którego aktor zasłynął w tamtej dekadzie. Drugą ważną produkcją były „Ziemskie dziewczyny są łatwe”, gdzie Carrey’owi przyszło pracować z Damonem Wayansem, co ostatecznie okaże się kluczowe w jego dalszej karierze. Kino nie za bardzo wywindowało Jima, a w telewizji? Było jeszcze gorzej. Dość powiedzieć, że jedyna jego telewizyjna produkcja „The Duck Factory” (Carrey grał tam główną rolę) zeszła z ekranów po 13 odcinkach. Jak po latach wspominał Marlon Wayans, jego starsi bracia wyciągnęli rękę do Jima, w momencie, gdy nikt poważny w Hollywood nie chciał dać mu już szansy. Kto wie, jak potoczyłyby się losy aktora, gdyby nie „In Living Color”. Może dalej byłby znany tylko jako mało znaczący komik, a takie hity jak: „Maska” czy „Głupi i głupszy” nigdy by nie powstały?

FOX – na przekór wszystkim
Od połowy lat dwudziestych XX wieku, amerykańskim biznesem telewizyjnym rządziły trzy stacje: NBC, CBS i ABC. Wydawało się, że taki układ sił przetrwa przynajmniej do końca tysiąclecia. Jednak rok 1986 zmienił dotychczasowe zasady gry w tej branży. FOX, a właściwie firma 20 Century FOX, od lat pięćdziesiątych była producentem wielu filmów, seriali, z których duża część cieszyła się sporą popularnością. Jednak pomysł na stworzenie własnej stacji, która stawi czoła trójce gigantów, pojawił się dopiero w latach osiemdziesiątych. 9 października 1986 roku telewizja FOX rozpoczęła swoje oficjalnie nadawanie. Początkowo stacja docierała swoim sygnałem do 1/4 odbiorców, aby dalej przetrwać potrzebowała dobrej strategii. Włodarze postanowili w taki sposób konstruować ramówkę, aby wyróżniała się ona na tle bardziej utytułowanej reszty. Miało być kontrowersyjnie, niekonwencjonalnie, tak żeby móc trafić do młodszej widowni i mniejszości. To właśnie w 1987 roku na antenie Foxa zadebiutował serial „Married with Children” (znany w Polsce pod tytułem „Świat według Bundych”). Produkcja, która obalała słodki image szczęśliwej, amerykańskiej rodzinki. Podobnie z „American dream” drwili „Simpsonowie”, którzy zadebiutowali na antenie stacji dwa lata później. Choć NBC emitowało hitowego „Bill Cosby Show”, ale to właśnie FOX na początku lat dziewięćdziesiątych zaczął inwestować w produkcje, w których główny trzon obsady stanowili Afroamerykanie.
Homie don’t play that
Kiedy Keenen Ivory Wayans otrzymał propozycję stworzenia komediowego show dla Foxa, zgodził się, ale postawił kierownictwu stacji kilka warunków. Przede wszystkim obsada miała być „kolorowa” i różnorodna, stąd też tytuł „In Living Color”, który nawiązywał do produkcji z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w kolorze, w których pojawiali się afroamerykańscy aktorzy. Keenen zdecydował, że oprócz niego w programie występować będą Damon i Kim jako stali aktorzy, oraz Shawn jako DJ. Rozpoczęto castingi, w których wyłoniono dodatkowych sześciu członków obsady. W większości byli to nieznani aktorzy, którzy występowali w teatrze, klubach ze stand-upem, czy grali epizodyczne role w filmach i serialach. Jim Carrey został wybrany m.in. dzięki temu, że znał się dobrze z Damonem, który po filmie „Ziemskie dziewczyny są łatwe” zachwalał aktorskie umiejętności komika swojemu bratu. Wśród członków pierwszej obsady znaleźli się jeszcze m.in. Tommy Davidson, David Alan Grier czy Kelly Coffield.
„Homie don’t play that” wypowiadane przez clowna nienawidzącego białego establishmentu, granego przez Damona Wayansa, idealnie obrazuje podejście twórców „In Living Color” do groteskowej rzeczywistości. Zasady programu były proste: zero cenzury i odgórnych interwencji w scenariusze skeczy. Program stał się głosem, tej części społeczeństwa, która dotąd była marginalizowana.

Saturday Night Live – enklawa klasy średniej
Powróćmy jeszcze na chwilę do roku 1976, kiedy to NBC wyemitowało pierwszy sezon „Saturday Night Live”. Wielkimi gwiazdam audycji zostali Chevy Chase, Dan Aykroyd, John Belushi. Gdzieś w tle znajdował się Garrett Morris (po latach znany z serialu „Dwie spłukane dziewczyny”) czarnoskóry aktor, odgrywający w programie najczęściej role stereotypowych Afroamerykanów. Ponieważ skecze pisali głównie biali scenarzyści z klasy średniej, trudno było uznać „SNL” za coś więcej niż głos pochodzący z amerykańskich przedmieść. Garrett Morris mając dość powielania niekorzystnych stereotypów, odszedł z programu, i kto wie, jakby potoczyły się losy czarnoskórych aktorów w show NBC, gdyby nie pewien, pewny siebie młodzieniec, który nazywał się Eddie Murphy. W 1980 roku, w trakcie szóstego sezonu „SNL”, Murphy dołączył do obsady programu. Początkowo jego rola była maryginalna, ale talent komediowy aktora i jego charyzma sprawiły, że z czasem Murphy dostawał coraz więcej tekstu, a potem stał się główną gwiazdą programu. Eddie opuścił „Saturday Night Live” w trakcie dziewiątego sezonu. Kilka miesięcy przed zagraniem głównej roli w „Gliniarzu z Beverly Hills”, gdzie jak już wspomniałem w epizodzie wystąpił Damon Wayans.
„Nie bądź Garretem Morrisem”
Eddie Murphy jeszcze za nim stał się wielką gwiazdą, dobrze znał się z klanem Wayansów. W momencie, gdy dowiedział się, że Damon dołączy do ekipy „Saturday Night Live” dał mu jedną radę: „Nie bądź Garrettem Morrisem”. W skrócie oznaczało to – nie daj zrobić z siebie czarnej pacynki. Wayans, który zawsze był pewny siebie, wziął tę radę mocno do serca. O jedenastym sezonie (1985/86) „Saturday Night Live” można byłoby zrobić osobny tekst, tak dużo się tam działo. Twórcy pragnąć trafić do młodszej widowni zatrudnili gwiazdy filmów dla nastolatków m.in.: Roberta Downeya Jr., Anthony’ego Michaela Halla. W obsadzie znalazł się również Terry Sweeney – pierwszy wyautowany gej w produkcji. Między całą tą gromadką różnych osobistości znalazł się właśnie Damon Wayans ze swoim temperamentem. Jedenasty sezon „SNL” według krytyków i widzów był jednym z najgorszych (jeśli nie najgorszym) sezonem w historii programu. Było blisko, jak nigdy wcześniej, żeby szefostwo NBC skasowało kultowy i emitowany po dziś dzień program. Za kulisami show rozgrywało się piekło podsycane narkotykami, alkoholem, rasizmem, homofobią. Zirytowany Wayans, który otrzymywał najczęściej role typowego afroamerykanina w świecie zdominowanym przez białych, w pewnym momencie zaczął nosić ciemne okulary, tłumacząc to: „Tutaj jest za biało/za jasno, bolą mnie oczy”. Kulminacja jego frustracji przyszła przy okazji dwunastego epizodu i skeczu „Mr. Monopoly”. Według scriptu Damon miał zagrać zwykłego, przeciętnego policjanta. Jednak niespodziewanie Wayans zmienił scenariusz i nawiązał do postaci, którą odgrywał w „Gliniarzu z Beverly Hills”, czyli stereotypowego, zniewieściałego geja. Główny architekt programu „SNL” – Lorne Michaels natychmiast po zakończeniu epizodu zwolnił Wayansa. Po latach Damon stwierdził, że jego rola nie miała symptomów homofobii, a raczej była przejawem buntu wobec nijakich lub rasistowskich postaci, w które przyszło mu się ciągle wcielać.
In Living Color – obiecujące początki
Chociaż epizod w „Saturday Night Live” był dla Damona Wayansa nieudany, część pomysłów/postaci, które tam aranżował trafiły później do „In Living Color”. Między innymi kultowy tekst: „Mo’ money, mo’ money, mo’ money!”, który z czasem stał się tytułem jednego z pierwszych kinowych hitów Wayansa.
O ile w przypadku większości starych odcinków „Saturday Night Live”, obecny tam humor może okazać się po latach niezrozumiały, to „In Living Color” bazowało przede wszystkim na skeczach opartych na popkulturze. Jeśli interesujecie się amerykańskimi serialami, filmami, gwiazdami, to z łatwością zrozumiecie puenty większości numerów z „In Living Color”. Twórcy programu obśmiewali wszystko, co uznali za warte wyśmiania. Keenen Ivory Wayans naraził się nawet na krytykę afroamerykańskiej społeczności, która obwiniała go o tworzenie skeczów bazujących wyłącznie na stereotypach. Wayans na krytykę odpowiedział następująco: „Połowa komedii to wyśmiewanie stereotypów, a krytykują tylko wtedy, gdy ja to robię. Woody Allen bawi się swoją kulturą od lat, a nikt nic o tym nie mówi. Martin Scorsese, jego filmy zasadniczo dotyczą włoskiej społeczności, a nikt nigdy nic mu nie mówi. John Hughes, wszystkie jego filmy parodiują życie na przedmieściach białych. Nikt nic mu nie mówi. Kiedy ja to robię, nagle staje się to kwestią rasową. Rozumiesz, o co mi chodzi? To moja kultura i mam prawo wyśmiewać stereotypy, których nie stworzyłem na samym początku. Nawet nie przejmuję się tego typu krytyką, ponieważ sama w sobie jest rasistowska.”

Pomimo pojedynczych, negatywnych głosów, pierwsze sezony „In Living Color” były ciepło przyjęte przez większość amerykańskiej społeczności i krytyków. Na marginesie z programem Foxa związana jest również kwestia kultowego w Stanach – Super Bowl. W 1992 roku, mecz Super Bowl transmitowała stacja CBS, a w trakcie przerwy pomiędzy kwartami, wyemitowano występ Glorii Estefan, już wtedy lekko przebrzmiałej gwiazdy. Właściciele Foxa i twórcy „In Living Color” postanowili zaryzykować i w tym samym momencie puścili najnowszy odcinek programu. Efekt? Rekordowa oglądalność telewizyjnego show, a w kolejnym roku nauczeni zeszłoroczną porażką szefowie Super Bowl zaprosili jako główną gwiazdę samego Michaela Jacksona.
Wszystko co dobre, szybko się kończy
Choć z początku współpraca pomiędzy rodziną Wayansów a przedstawicielami Foxa układała się bez większych zarzutów, to z czasem sprawy uległy znacznemu pogorszeniu. Nowi decydenci programowi stacji, na przełomie 1993/94 roku postanowili zmienić dotychczasową strategię. Foxowi miało być bliżej do trójki telewizyjnych hegemonów. Ograniczono przez to ilość programów z afroamerykańską obsadą. Dodatkowo w połowie czwartego sezonu twórca „In Living Color” – Keenen Ivory Wayans postanowił opuścić swoje „dziecko” i zrezygnował z prowadzenia/pisania scenariuszy oraz okazyjnego występowania w skeczach. Jeszcze wcześniej, bo po zakończeniu trzeciej serii z programem pożegnał się jego brat Damon. Po pierwsze, chciał się skupić na prężnie rozwijającej się karierze filmowej, po drugiej, miał coraz bardziej dość, wtrącania się w formułę programu tzw. „białych kołnierzyków”. Keenen nie mogąc dojść do porozumienia z szefostwem Foxa, po raz ostatni wystąpił w programie w jedenastym epizodzie czwartego sezonu. W dwunastym, świątecznym odcinku, gdy większość obsady w „mikołajowym” odzieniu uśmiechała się obok śpiewającego Jamiego Foxxa, Kim, Shawn i Marlon ubrani byli cali na czarno z ciemnymi okularami na oczach. Takie same okulary nosił przed laty, ich brat Damon jako przejaw buntu w „Saturday Night Live”. W taki sam sposób, młodsze rodzeństwo Wayansów pokazało również swój sprzeciw wobec niegodziwego potraktowania Keenena przez włodarzy Foxa.
W piątym, ostatnim sezonie żaden członek rodzinny Wayansów nie brał już udziału. Głównym gwiazdami tejże serii zostali Jim Carrey i Jamie Foxx. Foxx, późniejszy laureat Oscara, swoje pierwsze kroki w aktorskie stawiał właśnie w programie „In Living Color”. W trzecim i czwartym sezonie występując gościnie, a w piątym będąc już jedną z głównych gwiazd. Osoba Jamiego Foxxa doprowadziła również do konfliktu z członkiem pierwotnej obsady – Tommym Davidsonem. Davidson, który po sukcesie filmu „Strictly Business”, przejawiał symptomy gwiazdorstwa, nie mógł przeboleć, że Foxx powoli odsuwa go w cień. Dodatkowo wraz ze sława zaczęły się kłopoty aktora z twardymi narkotykami. Mimo to Tommy pozostał w „In Living Color” do końca programu, z przerwami na odwyk.
Komediowy wehikuł czasu
W „In Living Color” ważną role pełniły również tancerki tzw. „Fly Girl”. Wśród nich w trzecim i czwartym sezonie występowała m.in. Jennifer Lopez. A wyłączając ostatnią serie, za choreografię odpowiedzialna była Rosie Perez, znana chociażby z roli w „Rób co należy” Spike’a Lee.
Na tle pozostałych rozrywkowych programów „In Living Color” wyróżniało się świetną piosenką otwierającą show. „In Living Color” w wykonaniu Heavy’ego D, muzycznej gwiazdy przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, brzmi po dziś dzień rewelacyjnie i wprowadza widza w taneczny, lekki nastrój.
Z tego, co mi wiadomo, „In Living Color” nigdy nie było emitowane w polskiej telewizji. Jednak wszystkie odcinki możecie śmiało obejrzeć za pośrednictwem YouTube’a w wersji anglojęzycznej. Jeśli macie trochę czasu i nie straszne są wam niepoprawne polityczne standardy z lat dziewięćdziesiątych, żarty z ówczesnych stereotypów, to szczerze polecam zobaczyć przynajmniej pierwszy odcinek programu rodziny Wayansów z Jimem Carreyem i Damonem Wayansem na początku ich wielkich karier.
Jeśli dotarliście do końca tego tekstu, to życzę wam Szczęśliwego Nowego Roku!
Abyście byli, zawsze tak cierpliwi, wytrwali i ciekawi, jak dzisiaj czytając mój tekst
[…] programie „Saturday Night Live” wspominałem już w kilkunastu zdaniach w tekście o „In Living Color”. W skrócie: stacja NBC w 1975 roku powołała do życia show opierające się na skeczach, które […]
[…] Hipisów, Punków czy Yuppies, poszukując własnej tożsamości jako odrębnego bytu. Ich buntownicze i pozbawione wstydu podejście miało spory wpływ na kolejne pokolenia i rozwój telewizji. Jeden […]
[…] Czytaj także: In Living Color – ważny głos afroamerykańskiej społeczności […]
[…] początkach kariery Keenena Ivora Wayansa pisałem już przy okazji artykułu o „In Living Color”. Program stanowił przepustkę do wielkiej kariery znacznej części rodziny Wayansów. Po […]