Dwóch napakowanych kolesi siedzi obok siebie. Jeden oznajmia drugiemu, że wczoraj spał z jego dziewczyną. Po chwili obaj skaczą sobie do gardeł, a przed bitką powstrzymuje ich ochrona. Trzy laski przekrzykują się wzajemnie, która jest bardziej „hot”, po czym jedna zaczyna ciągnąć drugą za włosy. Czy ten tekst będzie podsumowaniem jednej z ostatnich konferencji tzw. pato-gal? Otóż nie. To tylko stary, „dobry” Jerry Springer Show. Poczciwy wujaszek Jerry, którego program stał się protoplastą wszelakich dzisiejszych naparzanek. W tym miesiącu na Netflixie pojawił się dwuodcinkowy dokument o kontrowersyjnym show, które w Polsce było znane jako „Potyczki Jerry’ego Springera”. Czy warto poświęcić cenne dwie godziny na seans z „Jerry Springer: Kłótnie, kamera, akcja”? Przekonajmy się.
Krzycz „Jerry”
Na początek muszę wam się do czegoś przyznać. Nigdy nie widziałem w całości żadnego odcinka „Potyczek Jerry’ego Springera”. Wiedziałem, że był taki program i jaka była jego tematyka. W polskiej telewizji emitowany był bodajże po godzinie 23 na kanałach „Club TV” albo „TV Puls”. W okresie szkolnym, audycja kilkukrotnie mignęła mi przed oczami, gdy szukałem czegoś ciekawego do obejrzenia przed snem. Jednak nie potrafiłem nigdy spędzić z Jerrym więcej niż kilku minut. Przede wszystkim dlatego, że program wydawał mi się mocno sztuczny i naciągany. Osoby, które tam występowały postrzegałem bardziej jako słabych aktorów aniżeli prawdziwych bohaterów z krwi i kości. Chociaż i na moich szkolnych korytarzach motyw programu związany z krzykami „Jerry! Jerry! Jerry!” pojawiał się czasami, gdy na horyzoncie zbliżał się nieuchronny konflikt.
Wszystko, co wiedziałem o „Potyczkach Jerry’ego Springera” zanim obejrzałem dokument Netflixa, pochodziło z pobocznych fragmentów, kontrowersyjnych wycinków i artykułów. No cóż, najwięksi fani Jerry’ego muszą wybaczyć mi brak głębszej znajomości tematu.
„Jerry Springer Show” – protoplasta patologicznych show
Chociaż z perspektywy czasu mało osób może w to uwierzyć, ale pierwsze odcinki „Jerry Springer Show” z końca 1991 roku, były mało kontrowersyjne, wręcz przypomniały zwyczajny talk-show z lat dziewięćdziesiątych. Jerry Springer znany był dotąd jako poważny dziennikarz, który zajmował się tematami politycznymi, społecznymi. Zanim został prezenterem telewizyjnym pełnił m.in. funkcję burmistrza Cincinnati. Nikt nie uznawał Springera za showmana. I kto wie, jakby potoczył się dalej losy Jerry’ego Springera, gdyby nie osoba Richarda Dominicka. Kontrowersyjny producent, wcześniej przez wiele lat pracował jako dziennikarz w plotkarskich magazynach. Dominick dobrze wiedział, że jeśli „Jerry Springer Show” ma mieć możliwość przetrwania na amerykańskim rynku, musi oferować widzom treści, których dotąd w telewizji nie było. Z tego powodu, z każdym kolejnym tygodniem program zaczął przybierać coraz bardziej prowokacyjny ton.
„Na każdy temat” i „Rozmowy w toku” czyli polscy naśladowcy
Polacy nie gęsi swojego Springera mają… albo chociaż chcieli mieć. 6 października 1993 roku, młoda wtedy stacja Polsat (powstała 5 grudnia 1992) wyemitowała pierwszy odcinek wieczornego talk-show „Na każdy temat”. Analogicznie jak w przypadku „Potyczek Jerry’ego…” początkowe odcinki prowadzone przez Andrzeja Woyciechowskiego poruszały bardziej przyziemne, obyczajowe kwestie. Kiedy w związku z poważną chorobą Woyciechowskiego, stery przejął Mariusz Szczygieł, „Na każdy temat” powoli zaczęło oscylować wokół tematów w stylu: „Widziałem Ufo”, „Miejscy nudyści”, „W moim mieszkaniu żyją duchy” itd. Oczywiście (z tego co mi wiadomo) nie przekraczano tam granic dobrego smaku, nikt na nikogo nie rzucał się z pięściami, ograniczono również używanie nieparlamentarnych słów.
Podobną drogą przeszły „Rozmowy w toku” w TVN. Program na początku prowadziła Ewa Bakalarska, którą po czasie zastąpiła Ewa Drzyzga. To właśnie z osobą Ewy Drzyzgi po dziś dzień kojarzone są „Rozmowy w toku”. Choć początkowo starano się utrzymać poważny ton programu, to z czasem również postawiono na bardziej absurdalne tematy i szukano różnych „oryginalnych” osób lub amatorskich aktorów, którzy odgrywali postacie tzw. „dziwolągów”.
Na potrzeby tego tekstu obejrzałem kilka fragmentów powyższych programów, w większości przypadków były to ciężkie seanse. Jeśli ktoś był widzem „Na każdy temat” albo „Rozmów w toku”, w momencie, gdy emitowano je premierowo, niech da znać w komentarzu, czy w tamtym okresie, faktycznie były to formaty, które wyróżniały się pozytywnie na tle reszty.
Czy warto obejrzeć dokument Netflixa?
Przechodząc do meritum. Dokument Netflixa o show Springera liczy dwa odcinki, chciałoby się rzec – tylko dwa. Osobiście uważam, że niecałe dwie godziny materiału to trochę za mało i można byłoby dorzucić jeszcze kolejne dwie i poruszyć trochę więcej wątków. Oczywiście, jeśli ktoś chce poznać temat „Jerry Springer Show” pobieżnie, to w czasie jednego wieczoru może obejrzeć „Jerry Springer: Kłótnie, kamera, akcja”, które naświetli mu najważniejsze kontrowersje i skandale związane z programem. Mi jednakże czegoś brakowało. Uważam, że można byłoby jeszcze głębiej naświetlić samą osobę Springera, zmianę która dokonywała się w nim podczas trwania show i konsekwencje, które płyneły z podjęcia takiej, a nie innej formuły show.
Trafne słowa pod koniec dokumentu wypowiada Tobias Yoshimura (członek produkcji „Jerry Springer Show”), że tak naprawdę to ludzie wciąż drążą temat show Jerry’ego Springera. Ponieważ zawsze znajdzie się grono osób, które będą z wypiekami na twarzy słuchać informacji, o tym, kto pod wpływem programu popełnił morderstwo, a kto kogo zmasakrował na wizji.
Przemoc, seks, żądza władzy nie pojawiły się wraz z „Potyczkami Jerry’ego…”, one były zakorzenione w ludzkich fascynacjach już wieki wcześniej. Kto wie, może Pani X albo Pan Y, dajmy na to w 2005 roku mieli dwadzieścia/trzydzieści lat, i co wieczór śledzili, jak na oczach milionów widzów, ludzie za ułamek sławy potrafią zrobić wszystko i wystawić samego siebie na pośmiewisko. Tymczasem po dwóch kolejnych dekadach, ich nastoletnie dzieci oglądają internetowych celebrytów, którzy robią to samo dla fejmu i poklasku. Zapomniał wół jak cielęciem był? A może po prostu prawie każdy w młodzieńczym okresie musi się „schamić”, aby później dorosnąć i się ostatecznie „odchamić”?
Czytaj także: Top 10 najlepszych filmów 2024 – Robert Solski