Superman, jeden z najsłynniejszych superbohaterów w historii tego gatunku, znalazł się w lipcu na językach całego świata. Oto bowiem flagowy bohater DC Comics powrócił na ekrany kin za sprawą świetnie przyjętego przez widownię filmu w reżyserii Jamesa Gunna, który zanotował bardzo dobre otwarcie w amerykańskim box-office i, dzięki pozytywnemu word of mouth, nadal zarabia bardzo dobre pieniądze. I choć międzynarodowy sukces nowego filmowego „Supermana” nie jest już tak imponujący – widzowie spoza USA stają się być nieco zmęczeni gatunkiem superhero, co widać po niezadowalających wynikach świetnego „Thunderbolts*” czy znacznie gorszego „Kapitana Ameryki: Nowy wspaniały świat” – z pewnością trzeba przyznać, że film Gunna na nowo rozpalił w wielu widzach zainteresowanie tym bohaterem. Bohaterem, który jest z nami niemal od zawsze, ale w mainstreamie przez wiele lat pozostawał nieco w cieniu znacznie popularniejszego, pochodzącego z tej samej stacji Batmana czy konkurencyjnego, mniej poważnego Spider-Mana. Teraz jednak, gdy David Corensweet przywrócił Człowiekowi ze Stali należną, ekranową chwałę, do sprzedaży trafiła również bardzo interesująca antologia. „Superman: Świat”, podobnie jak recenzowany przeze mnie w ubiegłym roku „Joker” z tej samej serii, zbiera w sobie kilkanaście krótkich historii o przygodach tytułowego superbohatera z spod piór i ołówków scenarzystów oraz rysowników z całego świata. Znalazł się tu również polski akcent w postaci historii o Marzannie napisanej przez nie kogo innego, jak brylującego w ostatnim czasie w świecie komiksu Bartosza Sztybora (autora m.in. znakomitego zeszytu „Cyberpunk: XOXO”). Jak udała się ta kolektywna próba opowiedzenia o dziedzictwie najbardziej amerykańskiego z superbohaterów?
Obrońca uciśnionych z całego globu
Tom składa się z 15 różnorodnych one-shotów z całego globu. Za powstanie kolekcji „Superman: Świat” odpowiadają artyści ze: Stanów Zjednoczonych, Hiszpanii, Włoch, Serbii, Kamerunu, Indii, Argentyny, Turcji, Francji, Brazylii, Polski, Meksyku, Niemiec, Czech oraz Japonii. Jak można się spodziewać, przedstawiciele każdego kraju mają nieco inny pomysł na to, gdzie przenieść tytułowego bohatera – a że mowa o niemal niezniszczalnym bohaterze, którego sygnaturą jest latanie czy strzelanie laserami z oczu, nikt tutaj nie czuje potrzeby trzymania wyobraźni za wodze. Tym samym Superman wpadnie m.in. w czeluści dantejskiego piekła, zmierzy się z panteonem bogów z mitologii meksykańskiej, uda się na romantyczną randkę przy wybrzeżu malowniczej Grenady czy podejmie próbę uratowania przed utopieniem najbliższej nam kulturowo, słowiańskiej Marzanny. Nie zabrakło również bardziej niekonwencjonalnych podejść do tematu, takich jak historia starego Supermana, który w dalekiej przyszłości uda się na stację kosmiczną „Nowe Czechy” w celu odnalezienia zagubionego nagrania z Kryptonu czy kulinarne perypetie Clarka Kenta w imponującej możliwościami gastronomicznymi Japonii. W przeważającej większości historie krążą wokół jednej, nadrzędnej idei: prezentacji Supermana jako obrońcy uciśnionych z całego globu, który zrobi wszystko, by uratować przed niebezpieczeństwem każdego w swoim zasięgu. Tym samym wydźwięk zbioru jest bardzo zbliżony do tego, co na ekranach kin zaserwował nam Gunn – scenarzyści i rysownicy nie definiują Supermana przez to, skąd pochodzi i jakie ma zdolności, a przez bohaterskie czyny, których dopuszcza się na każdym kroku; czy to w trakcie rutynowego patrolu ulicami Metropolis, czy podczas romantycznego city-breaku z Lois. I trudno takiego Supka nie polubić.
Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to scenarzyści i rysownicy z całego świata
Trudno też nie polubić zaproponowanych historii przez ich kreatywność wizualną. Nawet, gdy tematyka skręca w wyraźnie mroczniejsze rejony (jak we wspomnianym, włoskim „Piekle Supermana”), twórcy tej konkretnej historii, Marco Nucci i Fabio Celoni, fenomenalnie bawią się medium, przepełniając swoją wizję piekła wieloma kolorami i różnorodnymi odcieniami czerwieni rodem z „Dooma”. I choć mam w serduszku sentyment do snyderowego „Człowieka ze stali”, to dobrze upewnić się w tym, że wizja polegająca na wypranej z koloru narracji wizualnej jest dla tego bohatera raczej ciekawym wyjątkiem, niż regułą. Podobnie jest z kameruńskim „Rydwanem Bogów” (autorstwa Dr Ejoba Gaiusa, E.N. Ejoba i Coeurtysa Minko), gdzie scenografia starcia bohatera z przeciwnikami płynnie przechodzi z monumentalnych powierzchni skalnych do barwnych boisk do piłki nożnej. Każdy kraj postarał się zawrzeć w swojej opowieści interesujące nawiązania do swojej kultury czy geografii, jednak w przeciwieństwie do chociażby znacznie bardziej nierównego „Joker: Świat” nigdy nie odbywa się to kosztem samych historii. Opowieści są bardziej klasyczne w budowie, niż te w multikulturowym zbiorze o słynnym błaźnie, gdyż twórcy „Superman: Świat” znacznie bliżej trzymają się typowych dla gatunku superhero konwencji. Nie ma tu więc co prawda takich szalonych formalnie eksperymentów, jak niektóre międzynarodowe wycieczki Jokera, ale dzięki temu kolekcja jest spójniejsza i przez to przystępniejsza.

Lecz ta przystępność zdecydowanie nie wyklucza jakości – i tutaj warto zatrzymać się chociażby przy naszej rodzimej „Marzannie”. Co do zasady ciężko sprawić, by historia komiksowa, zamknięta w zaledwie kilku stronach, pozostawiła po sobie coś więcej, niż krótką sekwencję akcji. I tutaj cały na biało wkracza Bartosz Sztybor, którego kontrybucja do zbioru jest znakomicie napisanym (i równie dobrze zilustrowanym przez Marka Oleksickiego i Tomasza Bratkowskiego) ukłonem do słowiańskich legend, cały czas pozostawiającym w duchu z klasycznymi opowieściami o ratowaniu z opresji. Warto wspomnieć również o argentyńskim „Ostatnim ziarnie Kryptonu” (Mauro Mantella, Agustin Alessio, German Nobile), utrzymanym w powolnym klimacie ekokrytycznej refleksji czy wspomnianym już „Jeśli nihilizm nie odpowiada, jak brzmi pytanie?” (Czechy; Štěpán Kopřiva, Michal Suchánek), gdzie tematem nie jest ratowanie świata, a własnego dziedzictwa (lub jego braku). Nie brak w „Superman: Świat” również humorystycznych akcentów (tu prym wiodą historie z Japonii czy Niemiec), ale to właśnie te wyżej wspomniane bardziej zapadły mi w pamięć i stanowią najjaśniejsze punkty całej kolekcji.
Nie trzeba być fanem Supermana, by docenić „Superman: Świat”. Ja sam, mając znikome pojęcie o tej postaci, bawiłem się przy lekturze (przeplecionej najnowszym filmem) bardzo dobrze. Powód jest prosty: choć świat wydaje się już nimi nieco zmęczony, dobre, pomysłowe historie superbohaterskie, które z założenia przemycają ponadczasowe wartości, zawsze się obronią. Jeśli więc pragniecie oddać się zróżnicowanej kulturowo rozrywce, która nie wymaga od was szerszego kontekstu i nie jest częścią kolejnej multiwersowej sagi na X tomów, warto dać recenzowanej kolekcji – jak i wspomnianemu „Joker: Świat” – kredyt zaufania. Bo choć najbardziej nam znane, amerykańskie archetypy opowieściowe są całkiem niezłe, zawsze warto zobaczyć, co zrobili z nimi artyści o zupełnie innych, kulturowych wrażliwościach.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy w ramach współpracy ze Egmontem i filią Świat Komiksu, za co serdecznie dziękujemy.
Przeczytaj również: „Superman”. Siła inspiracji [RECENZJA]