Nazwy „Just Dance” raczej nie trzeba nikomu dwa razy powtarzać. Skojarzenia są dwa – przebój Lady Gagi oraz popularna seria gier tanecznych od Ubisoftu. Seria, która doczekała się już 17 (!) odsłon, a w ostatnich latach – jak wspominał już Szymon w recenzji Just Dance 2023 – stała się grą usługą. Co to oznacza? Choć „Just Dance 2026” wnosi interesujące nowości, z perspektywy marki i interfejsu jest to już mniej samodzielna gra, a bardziej uzupełnienie obecnej bazy piosenek o nowe, corocznie aktualizowane układy. Jeśli jednak, podobnie jak ja, zatrzymaliście się na odsłonach blisko sprzed dekady, jest jeden ważny powód, aby zainteresować się najnowszym „Just Dance”. A mianowicie: do serii po latach powróciła możliwość śledzenia zmagań tanecznych graczy za pomocą kamery.
Tak, dobrze czytacie. Po okresie, gdy użytkownicy obecnej i poprzedniej generacji konsol – pozbawieni już Kinetca czy PlayStation Move – zmuszeni byli odbywać tańce ze smartfonem w ręku, w „Just Dance 2026” finalnie zaimplementowano sterowanie kamerą. Co więcej, nie wymaga to żadnych dodatkowych akcesoriów – tak samo jak wcześniej, wystarczy nam jedynie smartfon. Takie proste, a tak długo trzeba było na to czekać – cóż, niemniej, ważne, że już jest. Komfort potyczek tanecznych dzięki temu znacznie wzrasta, lecz czy twórcy postarali się również, aby edycja 2026 dostarczała rozrywki na pozostałych polach?

Jak w to się tańczy?
Przypomnijmy pokrótce mechaniki. „Just Dance” to seria, w której gracze odwzorowują układy taneczne do swoich ulubionych piosenek, naśladując ruchy nagranych wcześniej profesjonalistów. Jak to w tego typu tytułach bywa, grać możemy samodzielnie, dla relaksu, czy, oczywiście, rywalizując – lokalnie i w trybie multiplayer. Seria cieszyła się szczególną popularnością w czasie siódmej generacji konsol, kiedy to do Xboksów 360 czy PlayStation 3 można było zakupić wymienione powyżej akcesoria rejestrujące obraz. I jak to działało? Nic prostszego; zbieraliśmy znajomych, ustawialiśmy się przed telewizorem i tańczyliśmy do upadłego, wyginając się do granic możliwości, aby tylko zdobyć te kilka punktów więcej niż przeciwnicy. Formuła prosta, ale wysoce satysfakcjonująca. Niestety, gdy na rynku pojawiły się nowe Xboksy i PlayStation 4, rynek i użytkownicy odrzucili akcesoria pokroju Kinecta, co wymusiło na Ubisofcie pewne zmiany dotyczące ich złotego jajka. Wtedy to właśnie w Just Dance pojawiła się kontrowersyjna alternatywa – możliwość śledzenia ruchów tanecznych za sprawą… trzymanego w dłoni smartfona. Brzmi prosto, ale w praktyce rozwiązanie to spotkało się z mieszanym przyjęciem. Raz, że najmłodsi gracze zostali w ten sposób pozbawieni możliwości brania czynnego udziału w grze (dobrze wiemy, jak może skończyć się wręczenie 5-latkowi najnowszego iPhone’a…), a dwa – śledzenie ruchów stało się znacznie mniej precyzyjne i rozpraszające. Użytkownicy Nintendo Switch mogli co prawda korzystać bezpośrednio z joy-conów, ale coś mi mówi, że nie było to znacznie wygodniejsze niż trzymany w dłoni telefon. I w tym momencie Just Dance 2026 – w czas – po raz kolejny zaproponowało alternatywę. Co prawda obejmującą na ten moment jedynie aktualny katalog piosenek (plus kilka dodatkowych utworów z szerokiej oferty Just Dance+), ale działającą naprawdę nieźle.
Rozwiązanie to docenią szczególnie użytkownicy mniejszych przestrzeni. Z racji, że naszą kamerą staje się smartfon z odpaloną, licencjonowaną aplikacją, możemy ułożyć go zupełnie dowolnie – czy to opierając o krawędź telewizora, monitora, czy nawet – jak w moim przypadku – sąsiadujące nam krzesło. Dzięki tej funkcji, śledzenie ruchów działa naprawdę dobrze i z pewnością jest bardziej precyzyjne, niż w przypadku „tańca z ręki”, który często przyznaje punkty na słowo honoru. Uprzyjemnia to też wykonywanie skomplikowanych układów – a tych w „Just Dance 2026” nie brakuje. Cieszę się, że wprowadzono to rozwiązanie, i to nawet mimo faktu, że wiąże się ono, na ten moment, z kilkoma kluczowymi ograniczeniami. Po pierwsze, sterowanie kamerą obsługuje jedynie tańce wykonywane solo; liczę jednak, że w przyszłości się to zmieni i umożliwi zmagania choć dwójce graczy. Po drugie – nowa kamera nie jest obsługiwana w online’owym multiplayerze. Tam punkty nadal są przyznawane przez „smartfonową wyrocznię” w naszej dłoni. Miejmy jednak nadzieję, że oba te zagadnienia zostaną zaadresowane w nadchodzących miesiącach – mamy tu w końcu do czynienia z grą usługą, więc ich implementacja prawdopodobnie stopniowo dotrze do wszystkich graczy, nie tylko posiadaczy wersji z dopiskiem „2026”.

Live service, czyli zmora współczesnego gamingu
No właśnie, grą usługą… Tu należy wspomnieć o kilku drobnych, ale jednak istotnych, irytujących szczegółach. Jak wspomniałem wyżej, zawartość edycji 2026 nie stanowi sama o sobie, a zamiast tego jest częścią wielkiego hubu, jakim jest po prostu interfejs „Just Dance”. Hub ten jednak pozostawia sporo do życzenia. Odpalając grę po raz pierwszy i wchodząc w kafelek z domniemaną zawartością edycji 2026, moim oczom ukazała się… playlista z 6 utworami. Z początku błędnie założyłem więc, że tylko tyle piosenek stanowi tu unikalną zawartość. Co więcej, playlista ta w mojej wersji nadal nie została zaktualizowana – aby więc wyświetlić wszystkie nowe utwory Just Dance 2026, musiałem odpowiednio wyfiltrować je w wyszukiwarce. Drugą zgryzotą jest fakt, że gra – po odpaleniu po przerwie i zapisie działania w tle w ramach xboksowego Quick Resume – zapominała, że stałem się właścicielem wersji 2026 i gorąco zachęcała mnie do jej zakupu. Ponowne uruchomienie za każdym razem naprawia ten problem, niemniej doceniłbym możliwość, gdyby można było po prostu oddzielić zawartość „Just Dance 2026” jako osobną pozycję w bibliotece, wyodrębniając ją od nadrzędnej gry usługi. Wieloletni fani, posiadający więcej niż jeden tytuł z serii, może i doceniają tę wzajemną ingerencję, ale z mojej strony – jak w przykładach opisanych wyżej – wprowadza to niepotrzebny zamęt.
Do czego potuptamy?
No dobrze, ale przejdźmy do najważniejszego, czyli: piosenek. Nowa odsłona, wzorem poprzedniczek, oferuje unikalne tańce do 40 utworów, w których przeplatają się nowości, absolutne klasyki czy popowe hity, których z jakiegoś powodu zabrakło w poprzedniczkach. Z nowości mamy tu np. „Azizam” Eda Sheerana (niestety oryginał, nie feat z Łatwogang), „Anxiety” Doechii, „Abracadabra” i „Zombieboy” Lady Gagi czy obowiązkowe „APT.” a z hitów nieco starszych, ale wciąż gorących – „Messy” Loli Young, „Good Luck, Babe” Chappell Roan, „Houdini” Dua Lipy (+ „Love Again”, o którym wspominam dlatego, że ma jeden z moich ulubionych układów) czy „It’s ok i’m ok” Tate McRae. Selekcja naprawdę niezła i bardzo skoczna, choć wielka szkoda, że fani nie uświadczyli jeszcze m.in. oczekiwanego „birds of a feather” BIllie Eilish czy niczego nowego od Sabriny Carpenter (choć warto wspomnieć, że w edycji 2026 dodano jej „Feather” – i to w dwóch aranżacjach!). Osobiście uważam, że w świecie Just Dance doskonale odnalazłaby się również ścieżka dźwiękowa z „K-popowych łowczyń demonów” – może w jakimś DLC? Na szczęście k-pop ma tu również swój akcent; gatunek ten reprezentuje utwór „Drop” Babymonster (co ważne – na trudnym poziomie trudności). Zadowoleni powinni być również fani nieco bardziej klasycznych, tanecznych hitów; gdyż w Just Dance 2026 do szerokiej bazy układów dołączają m.in. „Don’t Go Breaking My Heart” w wykonaniu Lulu & Levon, „Girls just Want to Have Fun” Cyndi Lauper, „Rockin’ Around the Christmas Tree” czy „Hung Up” Madonny. Last but not least, mamy tu również przeboje lat 2010- takie jak „Counting Stars” (pierwszy układ, w którym zdobyłem 5 gwiazdek!), „Strangers”, „Thrift Shop” czy moja największa, pozytywna niespodzianka – „Cry Baby” Melanie Martinez. Dla najmłodszych dodano również uroczy akcent w postaci… piosenki z serialu animowanego „Bluey!”. Wszystkie układy są pomysłowe, kolorowe, i gdy trzeba – odpowiednio wymagające. W dodatku, jak to już w Just Dance bywa, często możemy „rozgrywać” je na kilka sposobów. „Feather” Sabriny występuje również w wersji… na spadochronach, a „Good Luck, Babe” w wariancie, nazwanym wymownie, „Drag Version”. Z kolei „Hang Up” możemy zatańczyć rekreacyjnie na niskim poziomie trudności, albo hardkorowo w „ekstremalnym”, z czego oba rozgrywają się w klimatycznej, campowej, kosmicznej scenerii.
Z redakcyjnego obowiązku warto również wspomnieć, że zakup „Just Dance 2026″ uprawnia nas również do aktywacji darmowego miesiąca próbnego usługi Just Dance+, przez co nasz katalog – przynajmniej na kilka tygodni – znacznie się rozszerza.

Istotna nowość edycji 2026 – Party Mode
Oprócz sterowania kamerą, edycja 2026 wprowadza również jeszcze jedną, istotną nowość – Party Mode. Jest to nic więcej jak prosty tryb arcade, w którym w pojedynkę lub 5 innymi graczami lokalnie rozgrywamy uklady utrudnione przez przeróżne przeszkadzacze, takie jak np. zniekształcony obraz, zmiana tempa czy zaprzestanie ruchu na żądanie. Generalnie widać, że tryb ten powstał przede wszystkim z myślą o najmłodszych – w pewnym momencie obraz zasłaniać nam może np. przerośnięty dinozaur czy zielony szlam – ale i tak stanowi niezłą alternatywę do „klasycznego” gameplayu i, jak sama nazwa wskazuje, może naprawdę nieźle sprawdzić się na imprezach. Zdaję sobie sprawę, że wielu fanów wolałoby zamiast tego powrót do zaprezentowanego w edycjach 2023 i 2024 trybu fabularnego, ale na to, niestety, musimy się jeszcze uzbroić w cierpliwość.
Podsumowanie
W przypadku „Just Dance 2026″ Ubisoft zdecydowanie nie wymyśla koła na nowo, ale dodanie sterowania kamerą to wystarczający powód, aby zainteresować wiernych fanów marki. Choć selekcja piosenek ewidentnie nie jest tak hot, jak rok czy dwa lata temu, nietuzinkowa mieszanka hitów z lat 2000 i 2010, wzbogacona kilkoma współczesnymi bangerami, zdecydowanie daje radę – tym bardziej, że każdy utwór okraszony jest wciągającym wizualnie układem. Jeśli więc dawno nie sięgaliście po Just Dance i traktujecie tę serię przede wszystkim jako gry do dobrej zabawy, „Just Dance 2026″ – wzbogacony o Party Mode – może okazać się świetnym tytułem, aby do tej marki Ubisoftu powrócić. Tym bardziej, że taneczne rozgrywki przed ekranem mogą sprawdzić się równiez jako wesoły sposób na aktywność fizyczną w momencie, gdy pogoda za oknem z czasem stanie się coraz mniej zachęcająca.
Ocena: 7/10
Recenzja powstała na bazie egzemplarza recenzenckiego na platformę Xbox Series X otrzymanego od wydawcy, Ubisoft Polska.
Przeczytaj również: „Cronos: The New Dawn”. Porzućcie nadzieję wszyscy, którzy tu wchodzicie [RECENZJA]