„Glina. Nowy rozdział” to kontynuacja kultowego polskiego serialu, którego twórcy w latach 2003-2008 – zdaniem wielu – wykreowali niedoścignioną po dziś dzień formułę swojskiego, „brudnego” kryminału telewizyjnego. Teraz, siedemnaście lat później, gdy polskie produkcje królują w streamingu, SkyShowtime połączyło siły z Telewizją Polską i rodzimym Apple Film Production, aby przywrócić cGlinę” w zupełnie nowej odsłonie. Co więcej, w produkcję zaangażowani są również oryginalni twórcy, czyli reżyserzy Władysław Pasikowski i Dariusz Jabłoński oraz scenarzysta Maciej Maciejewski, a sama historia – choć w dużej mierze ma zaprezentować nowe wątki – kontynuuje historię uwielbianych przez widzów postaci, w tym wizytówki serialu, Nadkomisarza Andrzeja Gajewskiego (w tej roli Jerzy Radziwiłowicz). 16 października, w najbliższy piątek, w serwisie SkyShowtime udostępnione zostaną dwa pierwsze odcinki (z planowanych sześciu), które dzięki uprzejmości platformy mogłem obejrzeć dla Was przedpremierowo. Jak więc wypada ten nowy-stary „Glina” i czy nowi widzowie mają tu czego szukać?
Przyznam się od razu – nie oglądałem nigdy oryginalnego „Gliny”, a po „Nowy rozdział” sięgnąłem skuszony zapowiedziami twórców, jakoby kontynuacja po latach służyła również jako dobry punkt zaczepienia dla nowych, zainteresowanych marką pokoleń. Jako przykład tegoż (w latach, gdy oryginalny serial był emitowany, to co najwyżej bawiłem się na podwórku w policjantów i złodziei) i osoba zainteresowana „starym, dobrym kryminałem”, oceniam więc nową odsłonę zupełnie bez sentymentów. Myślę, że może to się okazać cenne dla osób, których interesuje rzetelna opinia na temat premierowych odcinków, aniżeli peany na temat powrotu znanych twarzy.
Akcja „Glina. Nowy rozdział” rozpoczyna się siedemnaście lat po zakończeniu oryginału. Gdy policjanci ze stołecznego wydziału zabójstw Banaś (Maciej Stuhr) i Jóźwiak (Jacek Braciak) otrzymują zgłoszenie związane z bohaterem odgrywanym przez Jerzego Radziwiłowicza, rozpoczyna się zupełnie nowe śledztwo, zmuszające ich do zmierzenia się z meandrami ludzkiej natury. W codziennych zmaganiach duet wesprze nowy narybek komisariatu, ambitna aspirantka Tamara (Nela Maciejewska), która oprócz codziennej walki z przestępczością zmaga się również z własnymi, prześladującymi ją demonami przeszłości.

Punk wyjścia nowego serialu – którego celowo wam nie zdradzam – jest interesujący; scenarzyści znaleźli ciekawy sposób, aby sięgnąć po znanych bohaterów oraz rozszerzyć świat, prezentując zupełnie nowe wątki. Jak to w „brudnych” kryminałach bywa, całość jest dosyć statyczna i mało dynamiczna montażowo w myśl estetyki noir, co ma swoje odzwierciedlenie również w dialogach. Po pierwszym odcinku w zasadzie ciężko zorientować się, kto ma tu jakie zamiary, szczególnie jeśli chodzi o naszych policjantów; fani tego typu konwencji prawdopodobnie będą więc zachwyceni. Muzyka Michała Lorenca również dodaje charakterystycznego klimatu – jest surowo, niebezpiecznie, a wszędzie niemalże można udusić się od papierosowego dymu.
Niestety, taka konwencja ma również wyraźne wady. Bohaterowie bardzo często wypowiadają swoje kwestie bez żadnych emocji, surowość scenografii i sposobu prowadzenia kamery odbiera wizualiom jakiegokolwiek charakteru (tak, jest tak, jak po polsku lubimy najbardziej – czyli szaroburo), a sceny akcji rażą swoją nieporadnością. Ktoś mógłby powiedzieć, że realizmem, ale umówmy się: nawet on w produkcjach gatunkowych ma swoje granice, które warto z rozmysłem naginać. Twórcom „Glina. Nowy rozdział” zabrakło jednak na to odpowiednio pomysłu i choć sama intryga po dwóch pierwszych odcinkach jest wciągająca, ciężko wyobrazić mi sobie, by ktoś (przynajmniej na samym początku historii) śledził ją z zapartym tchem.

I choć z realizacją różnie, najmocniejszy jest tu sam scenariusz i zaproponowana intryga. Jak to w kryminałach bywa, należycie ocenić będzie można ją po finale, lecz po dwóch pierwszych odcinkach odnoszę wrażenie, że twórcy bardzo rozmyślnie odsłaniają kolejne karty, pozwalając historii toczyć się należytym tempem. Dobrze sprawują się też aktorzy, szczególnie Jacek Braciak i Nela Maciejewska, którzy szybko odnaleźli ekranową chemię. Maciej Stuhr, tutejszy „mruk” nie razi, ale też nie wzbudza zbyt dużej sympatii, choć, oczywiści, wieloletni fani oryginału mogą odebrać jego bohatera zupełnie inaczej. Największą scene-stealerką jest tu jednak zdecydowanie Weronika Książkiewicz i to właśnie perypetie jej bohaterki, tajemniczej Luizy, ciekawią mnie po otwarciu najbardziej.
Czy więc „Glina. Nowy rozdział” to zły serial? W żadnym wypadku; fani klasycznych seriali kryminalnych „po polsku” prawdopodobnie odnajdą tu sporo dobra, podobnie jak miłośnicy spoglądający z sentymentem na oryginał. Cała reszta, nawet jeśli wciągnie się w fabułę, może jednak szybko znudzić się sterylną formą, która nieco odbiega od tego, do czego przyzwyczaił nas w ostatnich latach europejski kryminał. Trzymam kciuki, że chociaż intryga zostanie należycie dowieziona do finału; jak pokazał ostatnio chociażby trzeci „Belfer„, to właśnie rozwiązanie zagadki świadczy o mocy tego typu produkcji i może wynagrodzić braki produkcyjne lub całkowicie pogrążyć wszystkie przygotowane podwaliny. Oby w tym przypadku sprawdził się pierwszy scenariusz.
Pierwsze dwa odcinki „Glina. Nowy rozdział” trafią do SkyShowtime 16 października. Kolejne z 6-odcinkowego sezonu dodawane będą na platformę co tydzień.