Minęło pięć lat od premiery filmu „Joker”, który mimo wielu nieprzychylnych opinii osiągnął ogromny sukces, przypieczętowany niesamowitym wynikiem w box office oraz min. Oscarem dla Joaquina Phoenixa za tytułową rolę. Do dziś nie brakuje przeciwników interpretacji Todda Phillipsa jednak gdzie nie spojrzymy tam średnie ocen robią wrażenie. Mocno wyczekiwana druga część wzbudza o wiele większe i bardziej negatywne emocje. Absolutnie nie rozumiem tego hejtu skierowanego w stronę twórców, a w szczególności reżysera. Mam wrażenie, że poszło to już viralowo i sporo osób wychodzi z kina przy pierwszej lepszej okazji by potem móc napisać jaki ten nowy Joker jest beznadziejny. Często też pojawia się argument „za dużo śpiewania” – no tak, bo przecież od dwóch lat nie było mowy ani słowa na temat, że ten film będzie musicalem czy zawierać jego elementy. Oto moja opinia na temat „Joker: Folie à Deux”, która znacząco różni się od większości innych recenzji – bo przedstawia pozytywne odczucia!

Ten tekst zawiera spoilery!

Lady Gaga i Joaquin Phoenix jako Harley Quinn i Joker

Druga część? Na co to komu?

Ten film mógłby nigdy nie powstać. To jest fakt. Todd Phillips w 2019 roku dostarczył nam zupełnie nową wizję Jokera i przekazał to, co chciał, w tym jednym filmie, który ogląda się doskonale przez cały seans, a zakończenie jest satysfakcjonujące oraz perfekcyjnie wieńczy dzieło. Phillips nie zbudował nowego świata ani nowego oblicza Gotham. W zasadzie trzyma się z dala od komiksów tak bardzo, na ile tylko się da. Tytułowy bohater pojawia się pod koniec filmu, a przez jego większość jest chorym psychicznie Arthurem, który lubi tańczyć, śpiewać i marzy o byciu showmanem. Ten film mógłby równie dobrze nazywać się „Arthur” i być całkowicie odcięty od DC. To świat, w którym nie ma Batmana czy innych superbohaterów. Jest to najbardziej przyziemna wersja Jokera, jaką kiedykolwiek stworzono. Todd Phillips do dziś nie kryje swojej złości na brak zrozumienia jego wizji. W mojej opinii on nie chciał tej kontynuacji, to Warner Bros chciało wycisnąć jeszcze więcej kasy. Reżyser uległ ale postanowił zrobić to wbrew wszystkim, eksperymentując formą i wykorzystując kontynuację jako instrukcję obsługi do swojego głównego dzieła. Jeśli myśleliście, że pod koniec „jedynki” narodził się Joker, który będzie terroryzował miasto przez najbliższe lata aż młody Wayne ubierze maskę to byliście w błędzie i „dwójka” Was o tym dobitnie informuje.

Prawdziwymi antagonistami w drugiej części są widzowie. Wszyscy Ci niezadowoleni są jak wiwatujący tłum zebrany pod sądem. Oczekują na gościa z wymalowaną twarzą, który ponownie chwyci za broń i zabije kilka niewinnych osób, rechocząc przy tym jak opętany. Liczyliście na przeciwnika systemu, który zbuntuje całe miasto przeciwko władzy. Na wariata, za którego będzie fajnie przebrać się na Halloween, a jego zdjęcie pięknie ozdobi Wasz profil na facebooku jako zdjęcie w tle z groźnym cytatem w opisie. Jokes on you! Todd Phillips jest wesołkiem, który zagrał Wam na nerwach i przypomina, że Arthur Fleck jest normalnym człowiekiem, który zmaga się z problemami, a nie urodzonym zabójcą z okładek komiksów. W poprzedniej części też nim był. Jedną z antagonistek jest również Harley Quinn. Nikt się raczej jej nie spodziewał w takiej wersji, ale to kolejna świetna decyzja, która pozwoliła twórcom jeszcze dokładniej i dobitniej pokazać, o co w tym wszystkim chodzi. Arthur przez całe życie chciał być zauważony i kochany. Przez ojca, którego nawet nie znał; przez matkę, która go źle traktowała; przez sympatyczną sąsiadkę; przez ludzi, którym chciał podarować trochę uśmiechu. Arthur Fleck w filmie „Joker: Folie à Deux” jest pogodzony ze swoim losem, z marnym życiem, które zbliża się do końca i było pozbawione miłości. Lee (bo tak w głównej mierze w filmie nazywana jest postać grana przez Lady Gagę co ponownie pokazuje dystans do materiału źródłowego postaci) jest hieną, w dodatku z problemami, które popychają ją w stronę zabójcy-showmana i przy użyciu udawanej miłości, manipuluje Arthurem by dostać to, czego ona, mieszkańcy i widzowie na sali kinowej oczekują – Jokera.

Nie zrozumieliśmy Todda Phillipsa

Todd Phillips wykorzystuje ten film, by rozwinąć i wyjaśnić sens pierwszej produkcji. Idzie na noże zarówno z fanami tego filmu, jak i przeciwnikami. Okazuje się, że nawet spora część fanów minęła się z zamysłem reżysera. Arthur Fleck przelał krew, by być w centrum uwagi, mieć zwolenników a dzięki temu szczery uśmiech zagościł na jego twarzy. „Folie à Deux” to powrót do brutalnej rzeczywistości – nie jest żadnym showmanem, liderem czy wzorem. Jest zwykłym popychadłem, jednym z wielu „świrusów” w zakładzie, który żyje marzeniami i śni o tym, co zawsze. Walczy też z samym sobą o to, kim tak właściwie jest. Czy Joker jest częścią jego osobowości, czy to tylko jednorazowy wybryk, który doprowadzi go do śmierci na krześle elektrycznym? Elementy musicalu służą do tego, by jeszcze bardziej i głębiej eksplorować psychikę głównego bohatera. Piękne, kolorowe i muzyczne sekwencje zakłócane są poprzez wątpliwości rodzące się w głowie Arthura, który nie wie, komu może tak naprawdę zaufać. Lady Gaga podnosi poziom tych występów od strony wokalnej. Sny i marzenia Arthura są momentami pokraczne i przesadzone. Ewidentnie ponosi go i ucieka w te swoje wizje za każdym razem, gdy ma ku temu okazję. Wszystko, by uwolnić się od popieprzonej rzeczywistości. Och, nie podobały się Wam występy Joaquina Phoenixa? Fałszował, brzmiał źle? No tak, przecież Arthur Fleck skończył szkołę muzyczną, to powinien śpiewać przynajmniej jak John Legend albo Justin Timberlake.

Lady Gaga i Joaquin Phoenix w filmie "Joker: Folie à Deux"

Formalnie Phillips szaleje niczym komiksowy Joker w Gotham City. Film otwiera animacja w stylu kreskówki od Warner Bros, w której Joker pada ofiarą swojego własnego cienia i zostaje przez niego zabity. Pięknie to wygląda wizualnie i pomysł ten sprawia, że już od pierwszej minuty należy nastawić się na coś innego i nietypowego. Jednocześnie jest to wyłożenie fabuły filmu, który właśnie się rozpoczął. Bo tak samo Arthur Fleck ginie na sam koniec z rąk kogoś, kto podążał za nim jak cień. Skrupulatnie obserwował jego zachowanie i podejmowane decyzje. Dlaczego jest to genialne zakończenie? Todd Phillips definitywnie zamyka rozdział Jokera Arthura Flecka w wykonaniu Joaquina Phoenixa, który sam stwierdził, że więcej nie schudnie aż tak do żadnej roli, więc raczej nie jest już zainteresowany powrotem do roli pod żadnym warunkiem. Zamyka potencjalne spekulacje o trzeciej części, która mogłaby pojawić się w głowach zarządu Warner Bros gdyby „Folie à Deux” okazało się sukcesem. Uwalnia się od projektu, który od początku w jego wizji miał być jednym filmem pełnometrażowym. Przy okazji daje pstryczek w nos Christopherowi Nolanowi, który zablokował jego pierwotny pomysł na zakończenie pierwszego filmu. Daje do zrozumienia, że Arthur Fleck to nie jest Joker, który żyje jak pies z kotem z Batmanem, gdyż po prostu Bruce Wayne jest dzieckiem i jeśli kiedykolwiek w tym świecie założy maskę i trafi na Jokera to będzie to ktoś inny, prawdopodobnie zabójca Arthura Flecka (choć to hipotetyczna wizja, która raczej nigdy nie będzie miała miejsca).

Jestem na tak. Po prostu.

Podsumowując – jestem po prostu zachwycony filmem „Joker: Folie à Deux”. Nie dlatego, żeby sobie napisać post z odmiennym zdaniem czy wymyślić jakieś teorie. Dlatego, że powyższe rzeczy do mnie przemawiają. Połączenie dramatu sądowego z musicalem, opierając historię na postaci z komiksu to istne szaleństwo, z którego Todd Phillips wybrnął doskonale, trzymając się swoich zasad. Oba filmy mają ze sobą wiele wspólnego i idealnie się uzupełniają. Powstał film, który nie był nikomu potrzebny. Fani pierwszej części kochają ją taką, jaka jest, po drugiej stronie są ludzie niezadowoleni z efektu i nic ich zdania nie zmieni. Joaquin Phoenix ponownie daje aktorski popis. Przygotowany do roli pod kątem fizycznym, gra całym sobą i oddaje emocje najlepiej, jak to możliwe. Każda nawet najmniejsza zmiana na jego twarzy jest istotna i widoczna. Słuszne są opinie, że być może przebił samego siebie. Gaga? Cieszy mnie, że jej udział w filmie jest ograniczony do asystowania Phoenixowi i nie zrobiono z niej kluczowej czy pierwszoplanowej postaci. Oparto na niej ważny wątek miłosny (jaka by ona nie była, to nadal miłość) oraz sekwencje musicalowe. Todd Phillips wyładował swoją frustrację tworząc ten film i, co najważniejsze, to się udało. Widać jego gniew i że nie ma nic do stracenia. Od początku ten projekt zapowiadał się ryzykownie, każda kolejna zapowiedź budziła jednocześnie wątpliwości i ekscytację. Musical? Lady Gaga? Ha Ha Land? Robimy to!

 

Polecamy również: Obłęd wzięty w karby. „Joker: Folie à Deux” – recenzja

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
5 2 głosy
Article Rating
Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze
trackback
1 rok temu

[…] PrevPoprzedniJoker: Folie à Deux – mnie się podobało! [OPINIA] […]

O Autorze

Picture of Wiktor Paczkowski

Wiktor Paczkowski

Miłośnik kina, w szczególności współczesnego oraz autor bloga "Filmowy Vibe". Nie lubię słowotoku i uważam, że film jest dla każdego. Poza siedzeniem w kinie często bywam na koszykarskim parkiecie ale inne dyscypliny sportowe również mnie interesują zarówno czynnie jak i w roli kibica.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy