Większość z nas nie zastanawia się nad tym, jak przeczytane przez nas książki będziemy wspominać na starość. Jednak wszyscy czytelnicy zdają sobie sprawę, że to, co czytamy, ma wpływ na to, kim jesteśmy. Sięgając po wartościową lekturę nie tylko zdobywamy wiedzę, ale kształtujemy też nasz charakter. Włoski prozaik Michele Mari stworzył książkę poświęconą właśnie tym refleksjom z perspektywy lat. Ty, krwawe dzieciństwo to zapis wspomnień zawartych pomiędzy kartkami książek i czasopism literackich wydawanych we Włoszech, gdy przyszły pisarz był jeszcze ponadprzeciętnie zaczytanym dzieckiem. Czy takie powroty mają bardziej słodki, czy gorzki smak?
Wspomnienia Michaele Mariego nie są ani traumatyczne, ani wyidealizowane. Wydarzenia, które pamięta z dzieciństwa, po prostu są, chociaż tytuł jego dzieła zwiastował zapis bezwzględnej makabry, z której autor mógł się nie otrząsnąć do dzisiaj. Książka ma swoją aurę tajemniczości, ale nie wisi w niej żadne zagrożenie, a pomiędzy stronami nie wyskakuje złowrogie widmo. Wspomnienia nie są tym razem poddawane freudowskiej psychoanalizie, chociaż mamy do czynienia z wyraźnie intelektualną (i intertekstualną) powieścią. Ty, krwawe dzieciństwo to książka nostalgiczna, na potrzeby której łatwo wyobrazić sobie starca w bujanym fotelu, który z fajką w dłoni postanowił bez konkretnego powodu powiedzieć swoim wnukom, w tym wypadku nam, czytelnikom, coś, co akurat mu się przypomniało. Jak w każdej baśni, historia zostaje nieco podkoloryzowana. Michele Mari to sukcesor włoskiej szkoły postmodernizmu Itala Calvino. W książce Ty, krwawe dzieciństwo w pewnym momencie postacie z lektur ożywają. Jednym z bohaterów staje się sam Edgar Allan Poe, który prowadzi na statku dialog z Josephem Conradem. Narrator prowadzi również dialog wewnętrzny – sam ze sobą – a chociaż powraca myślami do młodości, widać po jego języku, że jest już człowiekiem wykształconym, podchodzącym bardzo krytycznie do twórczości innych pisarzy. Mari poddaje osobliwej dekonstrukcji te rzeczy, które niegdyś przyjmował bezrefleksyjnie. W wyniku takiego postępowania, Michele Mari zawile opisuje banalne sprawy. Czasami jest to urok jego książki, innym razem bywa frustrujące. Ciekawym momentem jest rozdział zadedykowany placom zabaw. Jest to wspomnienie uniwersalne dla czytelników w każdym wieku, z prawie każdego zakątka świata. W ujęciu Włocha, na placu zabaw nie ma elementów przypadkowych, a pomiędzy huśtawkami tworzy się społeczna hierarchia jak we Władcy much. Niestety, innym razem natknięcie się na zwroty takie jak np. „immanentna transcendentność” cofała mnie do czasów studenckiej akademickości, zamiast dziecięcej frywolności. Ty, krwawe dzieciństwo to pochwała wyobraźni, którą rozbudzają książki. Autor nie kryje się ze swoim książkoholizmem i ma prawdopodobnie na celu spotęgować bibliofilię u swoich czytelników.
Owszem, doskonale wiem, jest pan miłośnikiem wszystkiego, co stare, wystarczy, że coś nie jest nowe (nie będę mówił „współczesne”, bo to pańskim zdaniem plugawe słowo), aby pana uwiodło. W tej kwestii włada panem… jakby to nazwać… prawdziwy fanatyzm, jedyny w swoim rodzaju. Przyzna pan jednak, mój wdzięczny czytelniku, że istnieje przeszłość i przeszłość; (…)
Chociaż język Włocha jest poetycki, to bywa też nużący. Ty, krwawe dzieciństwo ma zaledwie 140 stron, a ja odniosłem wrażenie, że autor całkowicie wyczerpał swój temat – a nawet rozpisał się w nim nadmiarowo. Mgliste wspomnienia czasów przeszłości, z samej swojej natury wybrzmiewają w sennej tonacji. To książka, którą nieważne jak często będziesz brał do ręki, zawsze opada z niej kurz. Zakotwiczona w tym, co już przeminęło. Polemizująca z naszym podprogowym poczuciem nostalgii. Chyba każdy sentymentalny melancholik chciałby napisać taką książkę. Padło akurat na Michele Mariego, który posiada wszelkie niezbędne atrybuty pisarza, żeby zainteresować obcego czytelnika własnymi wspomnieniami. W całym tym gąszczu przemyśleń, nie potrafiłem wyłapać sensownych powiązań pomiędzy kolejnymi rozdziałami. Ich motywem wspólnym jest PRZESZŁOŚĆ, jednak nie patrząca na ogół społeczeństwa, ani zamiany, które nastąpiły w pędzącym świecie. Ty, krwawe dzieciństwo zaczyna się od książek i kończy się w ich wnętrzu. Ślady przeszłości w postmodernistycznej melancholii to niewyczerpalna studnia refleksji. Pozycja nastrojowa i intrygująca, ale niekoniecznie warta wpisywania wielkimi zgłoskami do własnego życiorysu.

Książkę „Ty, krwawe dzieciństwo” Michele Mariego zrecenzowaliśmy we współpracy z Wydawnictwem Czarne, któremu serdecznie dziękujemy za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego!
Z Półwyspu Apenińskiego zapraszamy was statkiem do Ameryki i naszej recenzji książki Waszyngtońska gorączka!