Po lekturze „Ostatniego Ronina” od Kevina Eastmana zapragnęłam więcej Wojowniczych Żółwi Ninja w moim życiu. Moje pragnienia zostały dosyć szybko wysłuchane, albowiem niedawno Nagle! Comics wydali w Polsce kontynuacje tego kapitalnego komiksu – „Ostatni Ronin: Nieznane lata”. W pierwszym Roninie poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko, ale twórcy nie mają z tym żadnych problemów.
Komiks „Ostatni Ronin: Nieznane lata” jest zarówno prequelem, jak i sequelem hitu Kevina Eastmana. Akcja rozgrywa się pomiędzy wydarzeniami znanymi z „Ostatniego ronina”. Po śmierci Leonarda, Donatella, Raphaela i Mistrza Splintera, Michelangelo zostaje sam. Ucieka z Nowego Jorku, przemierzając świat w poszukiwaniu odpowiedzi. Wędruje przez Azję i Europę, stopniowo ucząc się panować nad swoją złością. Na swojej drodze spotyka wielu sojuszników, i tyle samo wrogów, z którymi musi się zmierzyć. Samotna tułaczka Michelangelo jest najważniejsza podróżą w życiu walecznego żółwia, który chce odkryć samego siebie, po tej tragedii, która go spotkała.
W komiksie obserwujemy również nieco inna historię, mianowicie tworzenie nowej generacji wojowniczych żółwi, która prowadzona jest przez April i Casey. Szczerze mówiąc, choć uwielbiam historie Michelangelo z „Ostatniego Ronina”, to teraźniejsze żółwie i opowieść o nich bardziej mi się podobała. głównie dlatego, że poczułam powiew świeżości, wprowadzając do kanonu o żółwiach nowe postacie. Ponadto twórcy komiksu grają na naszej nostalgii, tworząc młodziutkie żółwiki, które niezwykle przypominają swoim zachowaniem pierwotnych wojowników. Nie mogę doczekać się przygód nowej drużyny, które wspomagane przez niezwykłe April i Casey, mogą sporo zamieszać.

„Nieznane lata” od pierwotnego „Ostatniego Ronina” wyróżnia klimat komiksy. W pierwszej części mieliśmy do czynienia głównie z mrocznym klimatem i jeszcze mroczniejszymi kadrami. Kontynuacja tego komiksu również bywa mroczna, zwłaszcza w momentach, gdy na pierwszym planie pojawia się Michelangelo, jednak bywa bardziej kolorowa. Ponadto jest mniej smutna i mniej emocjonalna, przynajmniej porównując to do pierwotnego komiksu Eastmana. Jednakże, jeśli chodzi o sceny walk, to wydaja się być one momentami bardziej brutalne w „Nieznanych latach”.
Pod względem graficznym komiks ten stoi na najwyższym poziomie. Rysunki Tomą Waltza doskonale oddaje klimat opowieści – czasem surowy, brutalny, ale jednocześnie pełen nostalgii i symboliki, wreszcie ukazujący przyjemniejsze sceny z nową drużyna żółwi.
W „Nieznanych latach” może i zabrakło tej intensywności znanej z pierwszego „Ostatniego Ronina”, jednak absolutnie w niczym to nie przeszkadza. Historia ma nas przygotować na przyjście nowych wojowników, wprowadzić nas w ich genezę i pomóc zrozumieć co stało się z kultowymi żółwiami. Bawiłam się świetnie podczas lektury tego komiksu i nie mogę doczekać się kolejnych historii o najwspanialszych, Wojowniczych Żółwiach Ninja.
Komiks do recenzji otrzymaliśmy bezpłatnie od Nagle! Comics, za co serdecznie dziękujemy. Recenzowany komiks znajdziecie tutaj.
Przeczytaj również: „Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin” [RECENZJA]
[…] Przeczytaj również: „Ostatni Ronin: Nieznane lata” [RECENZJA] […]