Opinie po weneckiej premierze „After the Hunt”, nowego filmu Luki Guadagnino, napawały niepokojem. Mówiło się o zdecydowanym spadku formy włoskiego reżysera oraz sporym rozczarowaniu, a sam obraz – będący wcześniej typowanym do wielu oscarowych nominacji – został uznany za przegranego w sezonie nagród w przedbiegach. Czy słusznie? W tej chwili, świeżo po amerykańskiej premierze, obraz zebrał średnią ocen 51/00 na Metacritic (z 39 recenzji), choć widzowie oceniają go zdecydowanie przychylniej (7.7). I choć również spodziewam się, że film, podobnie jak „Challengers” czy „Queer”, zostanie przez Akademię zignorowany, nie ma to nic wspólnego z jego jakością. „Po polowaniu” to bowiem przykład inteligentnego, niewygodnego kina doskonale skrojonego na nasze czasy, które trzyma widza w ciągłej niepewności i pozostawia go ze sporą konsternacją. I nie chodzi tu tylko o refleksję – jak zdają się sugerować zagraniczne opinie, na temat ruchu #MeToo – ale również dramatu jednostki znajdującej się między jednym moralnym kowadłem, a drugim.
Fabuła filmu koncentruje się na Almie Imhoff (Julia Roberts), profesorce na wydziału filozofii uniwersytetu Yale. Alma, ciesząca się dobrą renomą na uczelni – zarówno wśród współpracowników, jak i studentów – konsekwentnie rozwija swoją karierę, dążąc do upragnionego awansu jako pełnoetatowa wykładowczyni przy wsparciu wieloletniego męża, terapeuty Frederika (Michael Stuhlbarg). Gdy jednak doktorantka wydziału filozofii, Maggie (Ayo Edebiri) zwraca się do kobiety z oskarżeniem dotyczącym wieloletniego przyjaciela Almy ze środowiska akademickiego, Henrika (Andrew Garfield), sytuacja na Yale szybko staje się bardzo napięta. Rozpoczyna się konflikt pokoleniowy, na którego szali znajduje się nie tylko dotarcie do prawdy, ale również latami budowane kariery i relacje.

Film jest w swojej budowie dosyć klasyczny – w odróżnieniu od eksperymentów w dorobku Guadagnino, w przypadku „After the Hunt” reżyser postawił na sprawdzony, „stary, dobry” schemat dramatu obyczajowego. Oznacza to, że mamy do czynienia z obrazem opartym przede wszystkim na dialogach i relacjach między postaciami, stąd niezwykle ważny jest tu scenariusz i kreacje aktorskie. I choć ten pierwszy element nie jest tu najsilniejszy – mam wrażenie, że sprawna reżyseria wyostrzyła jego najsilniejsze cechy i wzmocniła ambiwalencję przekazu tekstu źródłowego – postaci, dzięki doskonałemu castingowi, wypadają bardzo przekonująco. Julia Robert notuje w „Po polowaniu” naprawdę udany powrót na wielkie ekrany, udowadniając, że jak najbardziej ma coś jeszcze do pokazania światu. Nie jest to może rola jednoznacznie zwalająca z nóg, ale z pewnością warto mieć ją na uwadze w nadchodzącym sezonie (jeśli nie zainteresują się nią Oscary, to co najmniej Złote Globy). Jeden ze swoich najlepszych występów w karierze zalicza tu również Andrew Garfield, który jako profesor Hank magnetyzująco uosabia w sobie jednocześnie kruchość, jak i porywczość męskiego ego. Ciepłe słowa należą się ponadto drugiemu planowi w postaci kreacji Michaela Stuhlbarga czy Chloë Sevigny, ale w przypadku tej dwójki raczej nie spodziewałem się niczego mniej. Najsłabszym aktorskim ogniwem zdecydowanie jest młoda Edebiri – w teorii dobrze odgrywająca zniuansowaną rolę uprzywilejowanej nastolatki, w praktyce zaś nieco rozczarowującą ograniczoną skalą ekspresji i braku ekranowej chemii z postacią Roberts, na której to jej postać się w dużej mierze opiera.
A dlaczego wspomniałem o ambiwalencji przekazu? „Po polowaniu” jest filmem w swojej wymowie bardzo nieoczywistym, ba – wręcz prowokującym. Twórcy zrywają ze schematem dotychczasowych produkcji dotyczących tak delikatnego tematu, jak molestowanie seksualne, oddalając optykę od ofiary i kierując ją zamiast tego na całe otoczenie. Otoczenie, które nie zawsze będzie tak wspierające, jakbyśmy tego chcieli i oczekiwali, a ponadto w okamgnieniu zaroi się od dodatkowych minikatastrof. Scenariusz, owszem, bardzo mocno wchodzi w polemikę dotyczącą współczesnego dyskursu nt. cancel culture (do tego stopnia, że wiele dialogów może wydać się dla dzisiejszego widza oburzające), ale skupia się równie mocno na niuansach kobiecej solidarności (lub jej braku), niezgodności pokoleniowej czy dramacie jednostki zmuszonej lawirować między własnymi uczuciami a tym, co rozsądne – słynnym „co należy zrobić”. Pikanterii dodaje fakt umieszczenia akcji w rządzącymi się specyficznymi prawami środowisku akademickim, szczególnie na wydziale filozofii – nauki nigdy nie oferującej jasnej odpowiedzi na zagadnienia natury moralnej. „Po polowaniu” również tych odpowiedzi nie oferuje, precyzyjnie eksplorując niejednoznaczność motywacji bohaterów i ich dążeń. Co jednak najważniejsze – twórcy nigdy nie przekraczają cienkiej granicy między własnymi poglądami a pobudkami wykreowanych bohaterów, przez co seans do samego końca nie wywołuje poczucia fałszu.

Luca Guadagnino i jego „Po polowaniu” skutecznie wyciągają widza ze strefy komfortu. Film nie robi tego jednak dla taniej sensacji, a w celu wywołania produktywnej dyskusji – nie tylko nad wydarzeniami przedstawionymi w metrażu, ale i obyczajowym obrysie, który towarzyszy całej popkulturze poruszającej istotne społecznie zagadnienia. I choć za wiele lat narracja na temat #MeToo może ponownie ulec drastycznej zmianie, „After the Hunt” na zawsze pozostanie interesującym reliktem tego, jak podchodziliśmy (a może – jak nie podchodziliśmy?) do tego tematu w, zdaniem jednym, zbyt przeczulonych, a zdaniem innych – nadal niewystarczająco empatycznych czasach. A nawet, jeśli tak nie będzie – to nadal po prostu bardzo dobry i angażujący film, zdecydowanie warty zderzenia indywidualnie z własną wrażliwością.
Przeczytaj również: Nowy serial Vince’a Gilligana. Apple TV prezentuje zwiastun „Pluribus”