Jakiś czas temu, przeglądając TikToka, pod mój nos podsunięty został filmik z koncertu Sabriny Carpenter w ramach jej trasy koncertowej Short’n Sweet Tour. A dokładnie fragment wykonania piosenki „Juno”. To podczas niej na trasie do swojej choreografii Sabrina dołącza każdorazowo jedną z pozycji seksualnych, szepcząc jednocześnie do mikrofonu „Have you ever tried this one?”. Na wspomnianym wideo piosenkarka akurat imitowała fellatio na mikrofonie.
(Źródło: TeenVogue, Island Records)
W komentarzach zachwyt mieszał się z dezaprobatą, w tym też i polskimi komentarzami pt. „Przesada”. Nie jestem purytański, to też na mojej twarzy przemknął jedynie cień półuśmiechu. Aplikacja wywęszyła, że zatrzymałem się na tej treści dłużej, z kolejnymi więc scrollami podsuwała mi kolejne wykonania tej piosenki. Utworu, który sam w sobie ma bardzo jednoznacznie erotyczne nawiązania. Zresztą, nie tylko on. W piosence „Bed chem” Carpenter manifestuje o duże przyrodzenie u partnera, a w piosence „Taste” śpiewa „He pins you down on the carpet, Makes paintings with his tongue”. Feministkom drugiej fali byłoby łatwiej zdekonstruować wizerunek Sabriny Carpenter niż mnie. One zapewne grzmiałyby o seksualizacji, czynieniu z niej obiektu seksualnego. Dzisiaj nie jest to takie oczywiste. Wizerunek kobiety w wyzywającym stroju (czy mogę dzisiaj w ogóle użyć określenia „wyzywający”?) może być postrzegany jako wyraz jej własnej autonomii i siły. Na współczesnej scenie muzycznej mainstreamu w zasadzie chyba tylko Adele nie występuje przed publicznością w body czy bieliźnie, co naturalnie nie czyni jej w tym kontekście mniej pewną siebie (a może?).
Ważny jest kontekst. A w przypadku Carpenter, przy jej nowym wizerunku, trzeba wziąć pod uwagę jej retromaniacki dialog z przeszłością w postaci estetyki lat 60. i 70. W takiej odsłonie piosenkarka sprawia wrażenie, jakby nakładała na siebie pewien kostium, a co za tym idzie – ubierała też stereotypową kobiecość. Zakłada skąpy strój, ale przy tym, śpiewając „I beg you, don’t embarrass me, motherfucker”. A w hicie „Espresso” to mężczyzna wzdycha do niej i jest „owinięty wokół jej palca”, nieodwrotnie. Czy to zatem demontaż starego porządku pod sztandarem girl power? Niby tak i niby nie.
Bo kiedy przyłożymy do najnowszej świątecznej produkcji Netfliksa „A Nonsense Christmas with Sabrina Carpenter” test Bechdel (który sprawdza, czy w danym filmie występują co najmniej dwie kobiety, które rozmawiają ze sobą na temat inny niż mężczyźni), to okazuje się, że z każdą ze swoich gościń (m.in. Megan Stalter, Tyla, Shania Twain, Cara Delevingne) Sabrina rozmawia wyłącznie o facetach… Na koniec zostaje jej wręczony jednak w prezencie masażer erotyczny. Element manifestacji kobiecej niezależności, czy kolejna cegiełka do seksualizacji? Dalej się głowię.
Przeczytaj także: Wpływ popkultury na modę XX wieku

[…] Czytaj także: Sabrina Carpenter: seksualizacja czy manifestacja siły? [FELIETON] […]
[…] Czytaj także: Sabrina Carpenter: seksualizacja czy manifestacja siły? [FELIETON] […]