Kącik Popkultury

Szukaj
Close this search box.

To ma być thriller? „Gorąca linia” [RECENZJA]

Wczoraj wieczorem obejrzałem film z Melem Gibsonem w roli głównej pt. Gorąca linia. Nie miałem co robić w piątkowy późny wieczór, dlatego chciałem obejrzeć sobie dobry oraz ciekawy film. Opis thrillera Romualda Boulangera nawet mnie zachęcił. Akcja rozgrywa się studiu radiowym, w którym główny bohater Elvis na co dzień pracuje. Życie znanego prezentera radiowego zamienia się w horror, gdy podczas nocnej audycji odbiera telefon od nieznanego rozmówcy, który porwał jego rodzinę. Gdyby tego było mało, mężczyzna grozi, że wysadzi całą stację radiową. Ja to kupiłem, wy byście nie włączyli takiego filmu? Myślę, że tak. W mojej recenzji napiszę, dlaczego nie warto.

Fot. Mel Gibson jako Elvis Cooney w filmie „Gorąca linia” 

Gorąca linia to typowy film niskobudżetowy 

Tak jak napisałem we wstępie, akcja filmu rozgrywa się w jednym miejscu. Znany, i jak się okazuje, nie lubiany radiowiec Elvis (Mel Gibson) pracuje w rozgłośni „KLAT”. To właśnie tam rozgrywa się cała akcja. Na początku nie przeszkadzało mi to, ponieważ twórcy zabierali nas w różne pomieszczenia. Jednak z biegiem akcji zaczęło mnie to nudzić, że cały czas znajdujemy się albo krążymy wokół tych samych miejsc. Dlatego skoro jest to film o niskim budżecie, można było lepiej popracować nad scenariuszem. Efektów specjalnych oczywiście w tym filmie nie ma, to nie ten rodzaj. Napięcia także brakuje, gra aktorska daje radę, ale mam wrażenie jakby twórcy myśleli, że nazwisko Gibsona w obsadzie zrobi im cały film.

Gra aktorska w Gorącej linii była na miarę thrillera

Potencjał w grze aktorskiej był naprawdę duży. Większość z głównych bohaterów wiedziała, że gra w thrillerze i przyłożyła się do odegrania swoich ról,. Najlepiej widać to oczywiście u głównego bohatera. Elvis jest zadufanym, pewnym siebie starym radiowym wygą, nikomu nie ustępuje ani nie schlebia. Ma swój humor, który nikogo poza nim samym nie bawi. Prowadzi każdej nocy swoją autorską audycję, podczas której odbiera telefony od nieznajomych słuchaczy i pomaga im rozwiązywać problemy. Pewnej nocy, odbiera telefon od nieznanego rozmówcy. Szaleniec o imieniu Garry (Paul Spera) deklaruje, że porwał mu rodzinę. Mężczyzna grozi również, że wysadzi całą stację radiową.

Od tej chwili rozpoczyna się mordercza rozgrywka. Mel Gibson bardzo dobrze odegrał rolę wkurzonego ojca, który za wszelką cenę chce dopaść anonimowego terrorystę. Paul Spera jako Garry, świetnie bawi się jako manipulator i zamachowiec w jednym. Sterowanie Elvisem, do którego ma ogromny żal, jako marionetką sprawia mu ogromną radość. Udział w całej zabawie bierze jeszcze Dylan (William Moseley), nowoprzyjęty operator radiowy, który przez cały czas nie ma pojęcia, co się wokół niego dzieje.

Twórcy pomylili thriller z filmem akcji z domieszką komedii

Aktorzy czuli się, jakby grali w thrillerze, ale tylko oni się tak czują. Ja jako widz, kompletnie nie czułem żadnego napięcia, a tym bardziej przerażenia. Pomysł na fabułę był bardzo ciekawy, o czym sam wspominałem we wstępie. Jednak poza przekonującym Melem Gibsonem, nic mi w tym filmie nie wskazywało na thiller. Akcja jest trochę za banalna. Anonimowy zamachowiec porwał głównego bohaterowi żonę i córkę, przecież to już było. Taki szantaż jest wszystkim znany na wylot. Groźba wysadzenia budynku – typowe. Przez półtorej godziny nic nie było dla mnie tajemnicze ani zagadkowe. Wszystko jest bardzo łatwe do rozszyfrowania. Dodatkowo, jeśli ktoś jest prawdziwym koneserem thillerów, to bardzo mocno się zawiedzie tą pozycją. Mimo wszystko twórcy chcieli, żeby ich film zapadł widzom w pamięci. Jak to zrobili? Czytaj dalej, a się dowiesz.

Fot. Plakat filmu „Gorąca linia”

Banalne ale oryginalne zakończenie filmu Gorąca linia

Na sam koniec filmu Gorąca linia dostajemy pożądany przez cały czas strzał. Jednak nie jest to strzał w nikogo z bohaterów, tylko strzał twórców w kolano. Przez cały czas oglądamy (zdaniem twórców) thriller, czekamy, aż wydarzy się coś nieprzewidywalnego lub zaskakującego. Zamiast tego dostajemy rozładowanie napięcia podczas ostatnich scen. Wszystko kończy się standardowym happy-endem. Dlatego jest bardzo banalny, ale jednocześnie oryginalny. To przyznaję twórcom, zakończenie jest oryginalne. Sam nigdy wcześniej takiego nie widziałem, tym bardziej w thrillerze. Jeśli ciekawi was, co tam się odwaliło musicie sami obejrzeć film. Jednak w głównej mierze nie zachęcam do tego. Uważam, że jeśli film jest przypisany do poważnego gatunku jakim jest thriller, to powinien wyglądać zupełnie inaczej. Gorąca linia to strasznie jałowy film, trudno go przypisać do jakiegokolwiek gatunku.

Moja ocena: 5/10. 

Produkcję możecie już teraz obejrzeć na CANAL+.

Zalety

  • Gra aktorska Mela Gibsona
  • Pomysł na fabułę
  • Oryginalne zakończenie
  • Występ reszty aktorów

Wady

  • Brak napięcia w filmie
  • Przewidywalny scenariusz
  • Niewykorzystany potencjał aktorów
  • Pomylenie gatunku filmowego

Przeczytaj także: Kwiecień w Disney+. Produkcje oryginalne i klasyki sprzed lat. 

Podobał Ci się artykuł? Udostępnij!

Facebook
Twitter
Pocket
0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback
10 miesięcy temu

[…] PrevPoprzedniTo ma być thriller? „Gorąca linia” [RECENZJA] PrevPoprzedni […]

O Autorze

Dawid Micał

Dawid Micał

Młody żurnalista z Rzeszowa. Redaktor naczelny studenckiego magazynu Nowy Akapit. Uwielbia oglądać postmodernistyczne, fantastyczne oraz polskie kino. Natomiast jego ulubione uniwersum to Star Wars. Interesuje się filmoznawstwem, czytaniem biografii oraz historią. W wolnej chwili lubi oglądać każdy sport. Dlatego tworzy podcast „Rozmowy Na Pół Gwizdka”, który możecie znaleźć na Spotify.

Kategorie

Rodzaje Wpisów

Najnowsze Wpisy